Zdrowe relacje leczą rany

Pani Anna z Wrocławia ponad 30 lat nosiła swoją tajemnicę głęboko schowaną w sercu. Kiedy to się stało, była młodą, przerażoną dziewczyną. Ojciec i ówczesny mąż nalegali, by „dokonała zabiegu”. Przekonywano ją – zwłaszcza ludzie medycyny – że aborcja nie niesie ze sobą absolutnie żadnych skutków.

Podkreślano, że ma nigdy nikomu o niej nie mówić. – W ten sposób jakby zamknięto mnie z tą sprawą samą w ciemnej piwnicy – wspomina. – Ale tego się nie da zapomnieć... A skutki pojawiły się szybko: kolejne poronienia, niemożliwość donoszenia ciąży (z powodów fizycznych i psychicznych); narastające przez lata poczucie winy – wobec moich nieżyjących dzieci i wobec żyjącego syna, którego nie umiałam właściwie kochać... A jednocześnie głębokie poczucie doznanej krzywdy, stany depresyjne. Był to koszmar nie do opisania.

Jest wyjście

W ciągu 17 lat uczestniczyła w różnych terapiach grupowych. – W wielu sprawach pomogły mi, ale jednak moich najmroczniejszych tajemnic w grupie nie umiałam wypowiedzieć, choć przed Panem Bogiem wyspowiadałam się z nich – wspomina. Przełomowy okazał się dopiero udział w terapii NEST, przeżywanej w jej przypadku indywidualnie, pod kierunkiem dr Wiesławy Stefan. – Terapia trwała dwa lata. To był długi proces,  podczas którego odkrywałam swoje rany i mogłam zmierzyć sięz nimi – tłumaczy pani Anna. – Przez wiele lat miałam poczucie, że całą winę za to, co się stało, ponoszę ja. W czasie terapii zrozumiałam, że pozostali współuczestnicy wydarzeń też ponoszą  odpowiedzialność – bo nie pomogli, bo wywarli presję, zmuszając do tego kroku. Uświadomiłam sobie, że odczuwam na sobie także skutki zła obecnego w życiu innych członków mojej rodziny. Jesteśmy wszyscy ze sobą tak mocno powiązani...

Miałam problem z przebaczeniem. Nie umiałam przebaczyć szybko i łatwo. To działo się stopniowo. Wielkim wyzwaniem było powiedzenie o tym, co się kiedyś stało w moim życiu, mojej rodzinie – obecnemu mężowi oraz synowi. Bałam się ich reakcji, ale obaj – i mąż, i syn przyjęli to bardzo dojrzale, ze zrozumieniem. Co więcej, sami włączyli się w terapię. Przyniosła mi ona pokój ducha, zdolność do stanięcia w prawdzie.

Nieżyjące dzieci – to zmarłe wskutek aborcji i te, które odeszły poprzez poronienia, są teraz obecne w mojej rodzinie – modlimy się za nie, pamiętamy o nich. Ich opiece polecam mojego żyjącego syna. Teraz w naszej rodzinie nie ma tematów tabu. Stałam się propagatorką ruchów pro life. Jestem świadkiem tego, że aborcja przynosi potworne skutki, ale i tego, że nie ma sytuacji beznadziejnych. Trzeba tylko mieć odwagę zmierzyć się z tym, co się stało.

Straty opłakane

– Terapia NEST jest przeznaczona dla dorosłych, którzy doświadczyli różnego rodzaju traumatycznych przeżyć, w tym utraty dziecka – wyjaśnia dr W. Stefan, jedna z osób, które prowadzą taką terapię w Specjalistycznej Poradni  Rodzinnej przy ul. Katedralnej 4. I podkreśla wagę właściwego przeżycia żałoby. – Pewien chłopak powiedział mi kiedyś: „W naszej rodzinie to najlepiej umrzeć”. Okazało się, że po śmierci jednego z dzieci jego matka siedzi całymi dniami na cmentarzu, zaniedbując żyjące rodzeństwo potrzebujące jej opieki. Trwa w nieprzeżytym dobrze żalu i nie pozwala jej to właściwie funkcjonować. Czasem jest odwrotnie – taki żal może objawiać się nadopiekuńczością, nadmiernym, nieadekwatnym lękiem o żyjące dziecko.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama