Rodzina racją stanu

W obliczu demograficznego i ekonomicznego kryzysu podjęcie przez państwo
realnej polityki prorodzinnej stało się racją stanu.

Sformułowanie „polityka prorodzinna” jest w Polsce bardzo popularne, używały go niemalże wszystkie rządy po 1989 r., choć rozumiały je zgoła odmiennie, a wszystkie poniosły na tym polu porażkę. Obecnie pojawia się w przestrzeni publicznej ze szczególną intensywnością, a wynika to z dyskusji o zmianie systemu emerytalnego. Okazuje się, że ze względu na drastyczny spadek liczby urodzin w Polsce system ten staje się niewydolny, bo liczba osób pracujących maleje, a emerytów rośnie, w efekcie ci pierwsi nie będą w stanie zarobić na świadczenia emerytalne tych drugich. Rząd przedstawił analizę demograficzną ilustrującą ten problem, jednak jako jego rozwiązanie wprowadził wydłużenie wieku emerytalnego, choć logicznym działaniem powinno być podjęcie przez państwo działań na rzecz zwiększenia dzietności. Perspektywa roku 2040, kiedy według rządowych zmian kobiety mają pracować do 67. roku życia, to dostatecznie długi okres, aby realna polityka prorodzinna przyniosła skutki, a więc liczba narodzin dzieci osiągnęłaby poziom zastępowalności pokoleń, czyli powyżej 2,1 dziecka na jedną kobietę, a nie jak obecnie w Polsce 1,4. 
Problem zapaści demograficznej zaczyna dostrzegać coraz więcej środowisk, stąd głosy o konieczności prowadzenia polityki prorodzinnej płyną z różnych stron. Jest to zjawisko nowe, bowiem dotychczas upominały się o nią głównie środowiska związane z Kościołem, który naucza, że posiadanie potomstwa to jeden z głównych celów sakramentu małżeństwa i wyraz miłości dwojga ludzi, czy środowiska konserwatywne, dla których rodzina to podstawowa komórka społeczna, a jej głównym zadaniem jest posiadanie i wychowanie potomstwa. Obecne ożywienie prorodzinne ma nie tylko podstawy religijne czy ideowe, lecz po prostu ekonomiczne. Jeśli nie odwrócimy fatalnego trendu demograficznego, zaczniemy po prostu wymierać, a to doprowadzi do załamania się całej polskiej gospodarki. Dlatego silne ekonomicznie państwo to racja stanu; związek dzietności z ekonomią pokazuje, że jest nią prowadzenie realnej polityki prorodzinnej. 


Prorodzinna, czyli jaka?


Analiza działań, które kolejne rządy określały mianem polityki prorodzinnej, pokazuje, że pojęcie to jest rozumiane bardzo szeroko, właściwie jako każde działanie mające jakiekolwiek odniesienie do rodziny i dzieci. Stąd do katalogu polityki prorodzinnej zaliczane są tak różne przedsięwzięcia, jak np. zasiłki dla najuboższych, zwiększenie liczby przedszkoli czy ulgi podatkowe na dzieci, ale także miejsca pracy dla młodych ludzi. W zależności od tego, kto rządził, sięgał po inne środki, ale niektóre z nich miały często skutek odwrotny – osłabiały rodzinę. Do tych ostatnich należy lewicowa wizja polityki prorodzinnej, która sprowadza się do polityki socjalnej, czyli np. pomocy osobom potrzebującym, co przy braku innych działań prowadzi do utrwalenia biedy. Z kolei rządy prawicowe, np. AWS-u czy PiS-u, rozumiały politykę prorodzinną jako stworzenie warunków do samodzielności ekonomicznej, która wpływałaby pozytywnie na decyzję o posiadaniu potomstwa. Idea słuszna, tyle że gorzej było z jej realizacją, gdyż albo zabrakło czasu, albo dostatecznej determinacji. Po rządach PiS-u było przyznawane, niezależnie od dochodów, becikowe oraz wydłużone zostały urlopy macierzyńskie. W czasie rządów tej partii, ale z inicjatywy Marka Jurka z Prawicy Rzeczpospolitej, Sejm przegłosował w 2007 r. ulgę podatkową na dzieci, w ramach której rodzic może odpisać od podatku ponad 1100 zł na każde dziecko. Rządy PO–PSL kontynuują tradycję głośnych deklaracji o konieczności prowadzenia polityki prorodzinnej, które jednak nie przeradzają się w konkrety. Platforma wydłużyła urlopy macierzyńskie i wprowadziła tzw. urlopy tacierzyńskie, przyjęła przepisy ułatwiające zakładanie żłobków i legalne zatrudnianie niań oraz opiekunów społecznych, tyle że na żłobki nie ma środków, więc nie powstają, a inne propozycje są w sferze zapowiedzi. 
Już ten pobieżny przegląd pokazuje, że w Polsce nie ma żadnej spójnej koncepcji polityki prorodzinnej. Pojawiają się punktowe działania, które w morzu potrzeb mają raczej wymiar symboliczny. Można wręcz powiedzieć, że w działaniach państwa panuje prorodzinny chaos, nie ma choćby jednego rozwiązania, o którym można by powiedzieć, że mogłoby mieć realny wpływ na podjęcie decyzji o posiadaniu potomstwa.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg