Trzy drzewa

Pewnego zimowego wieczoru dziadek opowiedział nam, słuchającym z otwartymi ustami, historię sporu trzech drzew. Tę historię wiele lat później opowiedziałem moim wnukom.

Kiedyś przed laty lubiłem słuchać opowieści mojego dziadka. Opowiadania bywały barwne i pouczające, często trzeba było zastanawiać się nad ich znaczeniem. Pewnego zimowego wieczoru dziadek opowiedział nam, słuchającym z otwartymi ustami, historię sporu trzech drzew. Tę historię wiele lat później opowiedziałem moim wnukom.

Dawno, dawno temu, na całym świecie rozszalała się potężna wichura, która przyniosła w pobliże Jerozolimy nasiona trzech drzew – szyszkę sosny kanadyjskiej, która przepłynęła ocean, przywiany z dalekiej północy owoc dębu, żołądź oraz nosek klonowy. Spotkały się w jednym miejscu i zaczęły marzyć i wieść spór, z którego z nich wyrośnie najważniejsze drzewo. Wtem zawył wicher, zakręcił nasionami i wyniósł na pobliskie wzgórza. Tam przytuliła je skalista ziemia, która pozwoliła ciągnąć swe soki i stała się przyjazna w ich wzrastaniu.

Sosna coraz bardziej wdzierała się korzeniami w skaliste podłoże, a im głębiej sięgały korzenie tym bardziej wzrastała ku górze, kryjąc po wielu latach swój wierzchołek w chmurach. Dąb majestatycznie rozrastał się nabierając grubości i mocy. Stał niczym król na wierzchołku góry, rzucając cień na swoje królestwo. Klon rósł skromnie, ale też pysznił się zmieniającą się z porami roku barwą swych liści. Mijały lata i stulecia. Drzewa szumiały na wietrze ciągle myśląc czy już osiągnęły cel swych marzeń, czy już są najważniejsze?

Wyrosłam ponad chmury – myślała sosna. Moimi konarami ochraniam wielką powierzchnię ziemi, w moim cieniu kryją się rośliny i zwierzęta – szumiał dąb. Jestem piękny, ale czy najważniejszy myślał klon.

Nie pomyślały jaki czeka je koniec. Ogromna susza spowodowała, że pierwszy zaczął usychać klon. Przyszli ludzie z siekierami i ścięli drzewo. Wyciosali zgrabne deski z pnia. A okorki i gałęzie przeznaczyli na spalenie, gdyż krucho było z opałem w tej okolicy. Z desek zbili prosty żłób, który ustawili w grocie pasterskiej. Z tego żłobu pożywiali się wół i osioł, a często i inne zwierzęta. Chyba jednak nie byłem najważniejszy myślał klon. Ale pewnego dnia do groty przyszedł starszy mężczyzna z brzemienną kobietą. Ta porodziła w stajence syna i złożyła go w żłobie. I nagle stało się coś dziwnego. Ciemna grota zapłonęła nieziemskim światłem, nad wejściem zapłonęła gwiazda oznajmująca ważne wydarzenie, a przed Świętą Rodziną złożyli dary pasterze i mędrcy ze Wschodu. Klon myślał – to chyba nie dla mnie te hołdy, a może to jednak ja jestem najważniejszy?

Tymczasem pod wyniosłą sosnę kanadyjską przyszli ludzie z siekierami. Nacinali korę sprawdzając czy dużo pod nią żywicy, czy drewno nie spróchniałe. Najpierw założyli małe naczynia pod naciętą korę, by ściągnąć jak najwięcej żywicy.  Wreszcie siekiery zaczęły rytmicznie uderzać drewno przecinając coraz bardziej jego słoje, aż wydając głośne stęknięcie padło na ziemię. Gałęzie sosny podzieliły los klonu zostały spalone. Pień przeciągnięto na brzeg jeziora Genezaret, gdzie wyciosano z niego wielką łódź rybacką, uszczelniając ją pachnącą żywicą. Łódź doskonale trzymała się na wodzie i służyła rybakom. Mieli piękne połowy, a woń żywicy zmieszała się z zapachem ryb. Pewnego razu z rybakami wsiadł do łodzi młody mężczyzna. Wypłynęli na połów. Równomierna fala kołysząca łodzią spowodowała, że mężczyzna spokojnie zasnął. Spał choć rozpętała się burza na jeziorze. Rybacy, Jego uczniowie, ze strachem patrzyli na szalejący żywioł. W końcu nie wytrzymali i zawołali: „Panie, my giniemy, a Ty śpisz”. „Nie bójcie się” – odpowiedział. A potem wyciągnął rękę nad szalejącymi falami i powiedział: „Ucisz się”. A tafla jeziora stała się gładka, nie poruszała nią nawet najsłabsza bryza. Innym razem, gdy wracali z nieudanego połowu, Nauczyciel kazał im jeszcze raz zarzucić sieci. Posłuchali i połów okazał się nadspodziewanie obfity. A gdy próbowali Mu dziękować , powiedział do nich: „Odtąd już ludzi łowić będziecie”. - Czy to ja jestem taka wielka i przynosząca szczęście – myślała sosnowa łódź - czy tylko jestem świadkiem wielkich wydarzeń.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.