Zżarłaby mnie melancholia

O najpiękniejszej szkole w Polsce, melancholijnych powrotach i spotkaniach z Janem Pawłem II z prof. Janem Miodkiem rozmawia Małgorzata Gajos.

Małgorzata Gajos: Ma Pan jakieś ulubione miejsca, do których wraca w Tarnowskich Górach?

Prof. Jan Miodek: Trudno, żebym nie patrzył z rozczuleniem na Szpital nr 1 przy ulicy Opolskiej, gdzie przyszedłem na świat. To są też wszystkie szkoły tarnogórskie. Na ulicy Wyspiańskiego jest szkoła, którą w latach 30. Melchior Wańkowicz zachwycał się jako najpiękniejszą szkołą w Polsce. Myśmy całe dzieciństwo o niej „szkoła parkowa” mówili.

Chodził Pan do Szkoły Podstawowej nr 1, potem do Liceum im. Stanisława Staszica...

W 1959 roku skończyłem szkołę podstawową i poszedłem do Liceum Ogólnokształcącego im. Księcia Jana Opolskiego. Komu to przeszkadzało? Władzy ludowej Jan Opolski przeszkadzał, bo to był patron tego ogólniaka przedwojenny, a wtedy to, co było przed wojną, było „be”. Polska Ludowa, bodajże w 1960 roku, nadała tej szkole imię skądinąd bardzo pozytywnej postaci, jaką jest Stanisław Staszic.

Czy któryś z tarnogórskich kościołów miał dla Pana szczególne znaczenie?

Kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła, gdzie w 1946 roku byłem chrzczony. W 1955 roku Pierwsza Komunia w tymże kościele. Uczył mnie wtedy religii ksiądz Franciszek Długajczyk, choć formalnie rządził legendarny ksiądz Michał Lewek. A w czasach studiów tak kombinowałem z przyjazdami do Tarnowskich Gór, żeby one się łączyły z comiesięczną wizytą księdza Gustawa Klapucha, który przyjeżdżał do kościoła Piotra i Pawła i po Mszy od godz. 19 głosił jakiś wykład. Od 1970 roku kiedykolwiek byłem w Tarnowskich Górach, to chodziłem do Świętego Józefa Robotnika, żeby go posłuchać. „Tygodnik Powszechny” chyba w latach 80. zwrócił się do mnie z prośbą o artykuł o tym, czy w Kościele miałem takich ludzi, którzy byli moimi mistrzami słowa. Poświęciłem go dwóm osobom. Jedną z nich był fenomenalny kaznodzieja katedralny, później proboszcz Marii Panny na Piasku we Wrocławiu, ksiądz Julian Michalec, a drugą ksiądz Gustaw Klapuch.

Które przyjaźnie są silniejsze: wrocławskie czy tarnogórskie?

Najsilniejsze moje przyjaźnie to są te tarnogórskie.

Dokąd chodził Pan najczęściej z kolegami?

Krakowska była takim deptakiem. Po Mszy młodzieżowej w domu parafialnym o godzinie dziewiątej wracaliśmy na obiad o pierwszej, o drugiej. Bo po wyjściu z kościoła z dziesięć razy trzeba było przejść z góry na dół, z dołu do góry Krakowską i tam się zaczepiało dziewczyny. A jak nam się znudziło w tę i nazad, a do kawiarni nie wolno nam było chodzić – co to zresztą był za wybór? „Sedlaczek”, „Miła” – tośmy szli oczywiście do parku.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama