Miłość to ciężka praca

O miłości, poświęceniu i receptach na zgodne życie w małżeństwie z Elżbietą i Krzysztofem Zanussimi.

Barbara Gruszka-Zych: Pani chyba wcale nie odpoczywa, tylko stale dokłada sobie pracy.

Elżbieta Zanussi: Tak naprawdę wolałabym jeździć konno, leżeć na trawie, jednak ciągle mam jakieś zajęcia. Ale dzisiaj posadziłam 30 bukszpanów w ogrodzie, przyjęłam dwie telewizje, które nagrywały Krzysztofa, zaraz zrobię nam obiad. Bo taki jest obowiązek. Nikt w tym życiu nie ma prawa leżeć bezczynnie.

Ale cieszyć się ma prawo?

E.Z: Ależ ja się cieszę! (śmiech)

Z czego?

E.Z.: Cieszę się, że Pan Bóg dał mi szansę zarobienia swoimi głupimi działaniami na życie wieczne. Kiedy naprawiam kontakt, żeby paliła się lampa na biurku Krzysztofa, to pękam ze szczęścia. Nie znoszę elektryczności, wodociągów, hydrauliki, a muszę się nimi zajmować, żeby dom dobrze funkcjonował. Bliscy mówią: „Przestań tyle robić, bo nie dajesz pracy innym. Mogłabyś sobie leżeć i z wanny dawać dyspozycje”. Ale ja wolę się do czegoś przydawać. Za to Krzysztof jest bohaterski, zarabia nie tylko na utrzymywanie rodziny, ale też na to, byśmy mogli gościć u nas w Laskach i Paryżu młodzież i studentów z Polski i ze Wschodu.

Nieraz Pani mówiła, że zeszła na drugi plan, dając pierwszeństwo mężowi i rezygnując z aktywności artystycznej. A może to pierwszy plan?

E.Z.: Oczywiście, jestem na pierwszym planie, bo Krzysztof beze mnie by zginął. (śmiech)

Zginąłby Pan bez żony?

Krzysztof Zanussi: W ostateczności bywam zaradny, ale miałbym pieskie życie. Byłbym mocno skupiony na sobie i przez to pewnie bym zdziwaczał i stał się człowiekiem aspołecznym.

Żona nauczyła Pana otwarcia na innych?

K.Z.: Nie trzeba było mnie tego uczyć, tylko mnie pilnować, bo ja to wszystko wiem, ale tego nie robię. Moje wychowywanie polega na codziennym poszturchiwaniu. Dostaję kuksańca, kiedy biorę półmisek i chcę sobie nakładać – to żona zwraca mi uwagę, żebym najpierw go podał pani siedzącej naprzeciwko.

Czy to nie denerwujące?

K.Z.: Denerwujące jest to, że ja się nie mogę tego nauczyć. (śmiech)

Musi mieć Pan duży dystans do siebie, żeby z pokorą przyjmować te uwagi.

K.Z.: W innym przypadku byśmy się chyba pomordowali.

Czy macie jakiś środek na zgodne życie w małżeństwie?

E.Z.: Wydaje mi się, że ratuje nas to, że mamy poczucie humoru i nie upieramy się, żeby ten drugi był taki, jak my chcemy. Choć czasem różnice zdań bywają bardzo mocne. Krzysztof na przykład nie popiera tego, że buduję kościół w Bochotnicy. Nawet w tej sprawie napisał do mnie list, żebym to przemyślała. K.Z.: Napisałem Elżbiecie, że ta budowa to niedobry pomysł. Tamta społeczność nie bardzo pragnie tej świątyni. Ale żona oddała na jej budowę biżuterię swojej mamy, wszystko, co miała w spadku po swojej rodzinie.

Przecież ta biżuteria musiała mieć dla Pani znaczenie emocjonalne.

E.Z.: Nie przywiązuję wagi do przedmiotów. Gdyby pani z jakichś powodów zniszczyła stół, przy którym siedzimy, mogę zrobić podobny w ciągu trzech dni. K.Z.: Elżbieta nie przywiązuje się do rzeczy. Jej rodzina, Grocholscy i Czetwertyńscy – właściciele wielkich majątków – stracili dużo więcej niż moi bliscy. Są bardziej doświadczeni w traceniu. E.Z.: Krzysztof jest przywiązany do rzeczy, bo zdobywał wszystko własnym wysiłkiem. A ja nie zdobywam rzeczy, tylko je reperuję. (śmiech) Nie pamiętam, żeby mama kiedykolwiek tę biżuterię miała na sobie. Przechowywała ją w motku wełny na czarną godzinę. To był taki owad ze skrzydłami, w których tkwiły brylanty, szmaragdy, rubiny. K.Z.: Ta biżuteria już dziś nie posiadała takiej wartości jak dawniej. W mojej młodości złoty zegarek czy obrączka to była poważna lokata kapitału, wiedziało się, że w razie czego z pieniędzy z jej sprzedaży przeżyje się kilka miesięcy. Teraz za to samo można przeżyć ledwie tydzień. Kiedyś ludzie długo czekali, żeby się pobrać, bo nie było ich stać na złote obrączki. E.Z.: Nasze obrączki zrobiliśmy ze złotej obrączki mojej mamy z dodatkiem srebra.

Więc mama jakoś zawsze Wam towarzyszy…

E.Z.: To osobista, dotykalna bliskość.

A jakie przedmioty zostały Panu po mamie?

K.Z.: Poza zdjęciami lubię jej fotel, ale nie siaduję w nim. Żona kupiła trzy fotele z dostawką, żeby mama mogła prostować nogi. Ważne też są dla mnie dwa obrazy dziadków, pędzla Rapackiego, które uratowały się z wojny. Były mniej cenne niż inne, zwykle stały schowane za szafę, ale dla mnie ważne, bo przez całe dzieciństwo wisiały nad moim łóżkiem. E.Z.: Mama Krzysztofa też bardzo je ceniła. Kiedy na nie patrzę, widzę mamę, bardziej niż przedstawiane na nich widoki. K.Z.: W naszym małym mieszkaniu w Paryżu wzrusza mnie każde krzesło, które kupiliśmy od kloszardów. Oni zbierają rzeczy wyrzucone na śmietnik i sprzedają je, żeby w ten sposób zarobić. Moją dumą jest to, że połowa naszych markowych ubrań pochodzi z second handów na Mazurach albo z Miami na Florydzie, gdzie mieszka brat żony. Tam jest dużo bogatych ludzi i bardzo atrakcyjne są tzw. sprzedaże garażowe. Jeśli mamy jakieś ubranie Christiana Diora, to cieszymy się, że kupiliśmy je za 5 dolarów.

Nakręcił Pan „Obce ciało” – film o kobietach, które chcą w życiu być na pierwszym miejscu.

K.Z.: Na pierwszym i jedynym, nie dopuszczają nawet, że może być drugie, ale to nie jest modelowane moim doświadczeniem rodzinnym. To zjawisko bardzo nieprzyjemne, obce, pojawiające się teraz, kiedy powstała przestrzeń do robienia karier. Emancypacja, polegająca na kładzeniu przez panie cegły czy podnoszeniu ciężarów, nie jest dla nich najlepsza. Wymaga dużej siły fizycznej, zniekształca sylwetkę… E.Z.: Czekaj, aż cię te panie obrzucą zgniłymi jajkami…One są mocne.

Jaki jest Pana ideał kobiety?

K.Z.: Nie powinno się mieć ideałów, bo to zatruwa życie. Trzeba zrozumieć, że człowiek nie będzie nigdy taki, jakim ktoś go sobie wymarzy. Idealnie to będzie w niebie. E.Z.: A poza tym bogactwo natury drugiego człowieka jest takie ogromne, że nie warto wymyślać sobie, że mógłby być inny. Przecież można nieustannie zgłębiać to, co jest.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama