Mówią do nas: "Mamo!"

- Gdybyśmy się zatrzymali na ich niepełnosprawności fizycznej, to byłoby trudno, ale jak się pozna serca tych dzieci, to się człowiek w nich zatopi - opowiada Emilia Ziber, katechetka.

W Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Warninie przebywa 67 uczniów. To osoby w wieku od 7 do 24 lat, z upośledzeniem lekkim lub umiarkowanym. Mieszkają tam cały rok, z wyjątkiem wakacji i ferii.

Szkoła życia

Zadaniem nauczycieli i wychowawców jest przede wszystkim pomoc w przystosowaniu ich do życia. – Chcemy, żeby umieli sobie radzić na co dzień. Żeby potrafili się ubrać, umyć, posprzątać. Uczymy ich prostych czynności, np. pracy w ogródku. Nie mogą pracować zawodowo, muszą być cały czas wspierani, ale jest szansa, że jakość ich życia będzie lepsza – wyjaśnia Alina Składanek, dyrektor placówki. Tę jakość życia poprawia się także, mówiąc dzieciom o Panu Bogu. Skutecznym sposobem okazała się muzyka. Dlatego w SOSW zorganizowano I Konkurs Piosenki Religijnej. – Jak zaczęłam tu uczyć, zauważyłam, że mocną stroną dzieci jest śpiew. Łatwo wpadają im do głowy proste teksty. Kiedy powtarzamy melodie, to dzieci dość szybko je zapamiętują, stąd pomysł na konkurs – wyjaśnia Emilia Ziber, katechetka i wychowawca w SOSW. – Trudno jest mówić niepełnosprawnym dzieciom o Panu Bogu, bo wiele jest pojęć abstrakcyjnych. Śpiewanie piosenek religijnych jest jednak okazją, by dzieci zbliżyły się do Niego. Staramy się im Go pokazać, m.in. ucząc ich szacunku do siebie – dodaje E. Ziber.

Ta szkoła życia polega również na pomocy w radzeniu sobie z problemami. – Czasem, jak mają trudny dzień, wystarczy ich poklepać po ramieniu albo zrobić im herbatę – przyznaje pani Emilia. – Wiele z nich ma też upośledzenie fizyczne. Jeśli się zatrzymać na tym, co jest widoczne, to może być trudno nawiązać kontakt z takimi dziećmi. Ale jak się pozna ich serce, to się człowiek w nich zatopi – mówi. Praca z takimi dziećmi to często lata oczekiwania na jakiekolwiek postępy. – Było tak, że dwa lata uczyliśmy ucznia zawiązywać buty. To wydaje się śmieszne, ale dla nas to był wielki sukces, gdy zrobił to sam – tłumaczy dyrektor. Uczą się nie tylko dzieci, ale i dorośli. – One są miernikiem, jakimi jesteśmy ludźmi. Pokazują nam, czego w nas nie akceptują, w jakim obszarze powinniśmy się zmienić. To naprawdę pomaga. Czasem trzeba zastanowić się nad sobą – dodaje Iwona Krakowiak, wicedyrektor.

Jak w rodzinie

Wiele dzieci to mieszkańcy domów pomocy społecznej i domów dziecka. Znaleźli się tam, bo ich rodziny nie były wystarczająco zaradne życiowo i wychowawczo. – Ich relacje z bliskimi to smutna sprawa. Na początku dzwonią, odwiedzają ich, a później z czasem to się bardzo rozluźnia. Na palcach jednej dłoni mogę policzyć takie rodziny, które uczestniczą w życiu i rozwoju swoich dzieci: przyjeżdżają, wspierają, odwiedzają i przestrzegają naszych zaleceń – wylicza Alina Składanek. Konsekwencją tego jest przekonanie dzieci, że nikomu nie są potrzebne. – Te kontakty z rodzicami rzutują na sposób ich funkcjonowania. To widać, bo tęsknota za domem jest u każdego. Każde dziecko chce być kochane – nieważne, czy jest ono w normie intelektualnej, czy nie. Każdy chce do kogoś należeć, mieć osoby ważne w swoim życiu – mówi I. Krakowiak. – One mogą funkcjonować na bardzo niskim poziomie i może się wydawać, że nie tęsknią, ale tego nie można wiedzieć, bo nie jesteśmy na ich miejscu. Czasem się zachowują specyficznie, sprawiając problemy, albo sygnalizują coś w zrozumiały tylko dla siebie sposób. Nie zawsze ktoś, kto by je z zewnątrz obserwował, uznałby to za jakikolwiek sygnał, a to jest próba komunikacji, dobijania się do drugiego człowieka w taki sposób, jak potrafią – przyznaje.

Okazuje się, że najwięcej problemów z dziećmi wynika właśnie z braku kontaktu z bliskimi. – Musimy patrzeć na wszystkie sygnały, bo każde zachowanie może być próbą nawiązania kontaktu. Zdarza się, że jeden wali głową o ścianę, inny gryzie się albo biega po sali. Musimy sami dojść do tego, dlaczego dziecko tak się zachowuje i co do nas mówi – mówi A. Składanek. Dlatego SOSW to dla nich dom, gdzie czują się kochani. – Bardzo często to my jesteśmy rodziną dla tych dzieci. Mówią do nas: „Mamo!”. I to działa w dwie strony, bo dają nam wiele radości. Czasem dostajemy laurkę czy buziaka. Zdarza się, że ktoś jest ośliniony, ale wiemy, że oni tacy są. Takich ich kochamy – uśmiecha się pani dyrektor.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama