Stąpanie po kruchym lodzie

O osieroconych rodzicach, niewyobrażalnej samotności i napinaniu mięśni w żałobie z dr Renatą Kleszcz-Szczyrbą, psychologiem, rozmawia Aleksandra Pietryga.

Aleksandra Pietryga: Ma pani najtrudniejszą pracę na świecie...


Renata Kleszcz-Szczyrba: Najtrudniejszą? Myślę, że najbardziej prawdziwą. Nic tak nie konfrontuje rzeczywistości jak życie i śmierć.


Ale rozmawiamy o rodzicach, którzy przeżyli śmierć własnego dziecka. Nie ma chyba nic boleśniejszego. Nawet nie potrafimy nazwać tej rzeczywistości. Mówimy o osieroconych rodzicach, ale brzmi to jakoś sztucznie. Jakby naturalny porządek rzeczy został odwrócony.


Bo tak jest. Niemniej proces żałoby jest uniwersalny. Tak samo dotyczy matki, która straciła swoje dziecko, jak i żony, która pochowała męża. Ta żałoba także jest realna, ma swoje etapy i zadania, które ten człowiek musi podjąć, żeby ją w sobie przepracować. Moim zadaniem, jako psychoterapeuty, jest towarzyszenie osieroconym rodzicom. Każdy może towarzyszyć.


W jaki sposób?


Jeśli matka czy ojciec potrzebują milczenia – milczę razem z nimi. Jeśli chcą mówić – słucham. Kiedy płaczą – otwieram się na ich płacz i podaję chusteczki. Kiedy chcą krzyczeć, złościć się, tupać nogami czy walić pięścią w stół – pozwalam im na to. Słucham, kiedy szukają winnych swojej tragedii i kiedy obwiniają się sami. Żałoba nie jest czasem na udzielanie rad. Żałoba jest czasem wybrzmienia żalu po stracie.


A jeśli ktoś nie wie, czego potrzebuje? Może trzeba go wtedy poprowadzić...


Raczej towarzyszyć w tej niewiedzy, w tym zagubieniu. Bo jest taki moment, kiedy rodzic, który stracił dziecko, chce tylko, żeby ono ożyło. Reszta go nie obchodzi. Z czasem przyjdzie pogodzenie się z faktem, że tego dziecka już nie ma i nigdy nie będzie. Nie wolno niczego przyspieszać. Poganiać, podawać leków. Żałoba nie jest depresją, nie jest chorobą psychiczną. Od żałoby nie uwolnią nas leki, ale to, co domaga się głosu wewnątrz nas i chce się wydostać na zewnątrz: przez gardło, przez oczy, przez krzyk, płacz, złość, bunt, tupanie nogą, niezgodę na los. Żałoba jest mądrością setek tysięcy pokoleń. Od wieków w naturalny sposób wokół cierpiącego człowieka uruchamiała się sieć wsparcia w postaci ludzi, których miał wokół siebie. Dzisiaj medycyna próbuje kolonizować ten obszar ludzkiego życia. W efekcie łatwiej jest powiedzieć: „Idź do lekarza”, niż towarzyszyć w żałobie. 


Jak rozmawiać z matką, której dziecko umarło, zanim zdążyło się urodzić? Przecież to jak stąpanie po kruchym lodzie...


Najgorsze, co można zrobić, to udawać, że nic się nie stało. Matka i ojciec po stracie nienarodzonego dziecka żalą się, że otoczenie nie widzi w nich rodziców. Tak, jakby ich dziecko nigdy nie istniało. Nawet z punktu widzenia naszej wiary to założenie jest błędne. Przecież to dziecko się poczęło, miało swoją krótką historię życia, otrzymało duszę i wierzymy, że jest w niebie. Jeśli nie uznamy, że ktoś był, nie uznamy jego straty. W efekcie nie będziemy potrafili towarzyszyć w żałobie. Boimy się spotkania z matką, która straciła dziecko, na jej widok przechodzimy na drugą stronę ulicy. Straszne jest, gdy ktoś próbuje bagatelizować to doświadczenie rodziców; gdy oni słyszą: „Nie ma za czym płakać!”.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.