Jorg, ostatni rolnik z Tomeczków

Pan Jezus nie chodził po miastach, ale najwięcej po wioskach – mówi 
rolnik z Zakrzowa koło Gogolina.


W kominku płonie ogień, dzięki czemu jest tu ciepło i przyjaźnie. W jeden z tych nieprzyjemnych, szarych dni, których nie szczędzi nam tegoroczne przedwiośnie, ma to swoje znaczenie. Siedzimy w salonie, w pokoju gościnnym domu Jorga i Doroty Tomeczków w Zakrzowie k. Gogolina. – Ten pokój i kuchnia to jest najstarsza część domu. Ona jeszcze była kryta strzechą. Potem przez mojego dziadka została rozbudowana reszta parteru. A piętro dobudował mój ojciec – opowiada Jorg Tomeczek. Jego rodzina mieszka i gospodaruje na tej ziemi od 400 lat.


Lata ciężkie


Niestety, dokumenty związane z długą historią rodziny zostały zniszczone przez żołnierzy radzieckich w czasie wojny. – O tym, że żyjemy tu 400 lat, wiemy teraz tylko z opowieści rodzinnych – mówi gospodarz. Na kapliczce św. Jacka stojącej nad zakrzowskim stawem umieszczona jest tablica ofiar i poległych z Zakrzowa w czasie I i II wojny światowej. Na pierwszym miejscu na liście 17 mieszkańców wsi, którzy zginęli w I wojnie, jest Tomeczek Bernhardt. Dłuższa lista dotyczy II wojny – tu Tomeczków jest trzech. Wśród nich Ignaz Tomeczek.

– To był mój dziadek. Został w Dąbrówce zastrzelony przez ruskich. Stąd ludzie byli ewakuowani za linię frontu, do Kadłubca. Dziadek z ojcem przyszli do Zakrzowa, ojciec miał wtedy 13 lat, nakarmić zwierzątka. Jechali sankami. W Dąbrówce przy kapliczce ich dopadli i…. Zresztą ten Rusek tutaj wiele ludzi postrzelał. Ale to była wojna – opowiada Jorg Tomeczek.

Po wojnie babcia została sama z dziećmi. Trafiła nawet na krótko do więzienia w Strzelcach Opolskich. – Nie wywiązała się z obowiązkowych dostaw. Bo nie miała z czego. Ale ludzie z Zakrzowa zrobili zrzutę i ją wykupili, był wtedy dobry rok, urodzajny – opowiada Jorg Tomeczek.


Ogryzanie kitu


Gospodarstwo przejął od ojca w 1981 r. Obecnie to 10 hektarów ziemi własnej i 10 w dzierżawie. Ma prawie 30 loch „na prosiaki”, jak mówi, i 16 sztuk buhajów. Żałuje, że po upadku komunizmu nie rozparcelowano pegeerowskiej ziemi wśród rolników. – Ziemia należy do chłopa. W wielkich zakładach pracownicy dostawali akcje. A rolnik co? Jest od macochy? Dlaczego nam nie dali? – pyta.
PGR Zakrzów miał 1200 ha. – Wielkiego kredytu na ziemię wziąć nie mogłem, kto by go spłacił. Ziemię sprzedali obcym – wspomina.

– Najlepsze dla rolników były lata 70. Cała część gospodarcza, co pan tu widzi, była wtedy postawiona. A dzisiaj to jest ogryzanie kitu. Wegetacja z dnia na dzień. Ciężko jest utrzymać takie gospodarstwo – przyznaje.
– Przez parę lat pracowałem na Zachodzie, żeby kombajn kupić, lepszy ciągnik, jakieś maszyny, cokolwiek unowocześnić. Żona Dorota też dorabiała na Zachodzie. I z tego teraz żyjemy – z amortyzacji majątku, który wcześniej wypracowaliśmy. Przejadamy go. Gdyby maszyny miały poważne awarie, to nie wiem, czy byłbym w stanie je naprawić – tłumaczy.


– Jesteśmy zależni od pośredników. I jak ci żebracy na schodkach na Górze Świętej Anny dostajemy od nich co łaska. My tylko możemy wyciągnąć rękę, a oni płacą tyle, ile chcą. Rolnicy nie mają na to wpływu. Dlatego młodzi nie widzą przyszłości w rolnictwie, uciekają stąd do miast, do przemysłu, na Zachód – mówi gospodarz z Zakrzowa. Nie szczędzi gorzkich słów odpowiedzialnym za politykę rolną – w Polsce i na świecie. – Jeżeli nic się nie zmieni, to ta rodzina stąd zniknie. Nie będzie następców. No, trudno, skończyło się. Tak będzie wszędzie: wioska za wioską – puentuje.


Gdzie nadzieja?


– Na Górze Świętej Anny jestem z żoną co niedziela. A druga Msza, prawie w każdą niedzielę, u ks. Romana, w pustelni – mówi Tomeczek. Dlaczego idą na dwie Msze w niedzielę? – Bo tam słyszę prawdę. W kościele. A reszta świata to jest kłamstwo, gdzie by się pan nie obrócił: telewizja, ulica, wszystko. Bo wiadomo: Bóg to jest Prawda. Reszta: zakłamanie. Tylu ludzi wierzy pieniądzowi, mamonie. A gdzie chciwość pieniądza, tam zakłamanie i zguba – mówi twardo.


– Zawsze jest nadzieja. Chociaż tej nadziei związanej z rolnictwem nie mam, bo życie ucieka, a jest coraz gorzej. Ale jak na Górę Świętej Anny się idzie, to jak z samochodem na CPN – żeby zatankować, pobożnie zatankować, naładować siły – opowiada.

Jorg Tomeczek podkreśla, że mocną religijność przejął od rodziców, w domu. Tak samo żona Dorota – ze znanej w okolicach Opola, mocno związanej z Kościołem rodziny Lazików. – Naszym córkom Klaudii, Edycie i Andrei też się udało to przekazać. Są dorosłe i już same wiedzą, co należy robić – mówi zakrzowski gospodarz. W Wielki Piątek wybierze się z żoną na wielogodzinne obchody kalwaryjskie, może córki też pójdą. Rodzina Tomeczków na obchodach kalwarii annogórskiej jest trzy razy w roku: w Wielki Piątek, we Wniebowzięcie i na Podwyższenie Krzyża Świętego. 
Ale nie jest to odświętna pobożność, na pokaz, pusty zwyczaj.

– Pan Bóg ochrzczonemu i modlącemu się człowiekowi pomaga w każdy dzień. Pan Bóg nikogo nie opuszcza i zawsze znajduje się koło danego człowieka. Niekiedy są szczególne momenty – był koło mnie Pan Bóg, bo naprawdę praca mi poszła z łatwością. Za to się dziękuje. Ale Pan Bóg jest na co dzień i to jest najważniejsze. Bardzo ciężko jest we żniwa i wtedy Pan Bóg pomaga. Byłoby łatwiej, jakby sprzęt był nowej generacji, ale już jest stary. Tym bardziej Pon Bóczek musi pomóc – podkreśla Jorg Tomeczek.


Pan Jezus 
chodził po wioskach


Wchodzimy do chlewu, gdzie czuję zapach tak dobrze znany z dzieciństwa u moich dziadków. Pan Jorg mnie za ten zapach przeprasza, ale niepotrzebnie – mam z nim same dobre skojarzenia. W chlewie jednak, może się mylę, może to tylko efekt oświetlenia, przy kłębiących się prosiakach Jorgowi oczy się świecą. – Małe prosiaki są fajne. Wszystko małe jest fajne: i człowiek, i zwierzę 
– mówi.

Czy podczas pracy przy zwierzętach albo w polu łatwiej czuje się obecność Pana Boga? 
– Pan Jezus nie chodził po miastach, ale najwięcej po wioskach. To jego nauczanie często mówi o pracy rolnika. Myślę, że Panu Jezusowi spodobali się bardziej ludzie na roli niż miastowi. Bo rolnik dobrze rozumie, że potrzebuje pomocy od Boga – mówi Jorg Tomeczek, być może ostatni z długiego ciągu pokoleń Tomeczków pracujących na roli w Zakrzowie koło Gogolina.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.