Gdzie jesteś, prapradziadku?

Drzewo Mariusza obejmuje 4155 osób, sięgając roku 1776. Katarzyna stworzyła aż pięć takich drzew, z których najstarsze obejmuje 12 pokoleń i rozpoczyna się w 1650 roku. – Jest to data graniczna, bardziej w głąb historii już nie da się zejść z tej prostej przyczyny, że wcześniej nie sporządzano metryk – wyjaśnia kobieta.

Katarzyna Solak i Mariusz Mocek od lat zgłębiają dzieje swoich rodzin. Stworzone przez nich drzewa genealogiczne robią duże wrażenie.

Upomnienie babci

Swoje poszukiwania zaczynali w podobny sposób. Historia rodziny interesowała ich właściwie od zawsze. Dla Mariusza impulsem stał się pogrzeb krewnego. Widząc, jak odchodzi starsze pokolenie, pomyślał, że może warto byłoby dowiedzieć się czegoś więcej o przodkach. Od tego momentu zaczął systematycznie gromadzić informacje.

– Kiedy kończyłam szkołę podstawową, moja cioteczna babka, Zofia Kornacka, powiedziała mi: „Kasiu, musisz wiedzieć i pamiętać, z jakich rodzin pochodzisz, ponieważ nie każdy człowiek ma takich przodków jak ty” – wspomina z kolei Katarzyna. – To był początek mojego zainteresowania genealogią, losami przodków, powiązaniami familijnymi. Zaczęłam słuchać historii, którymi dzielili się ze mną krewni, zwłaszcza ci ze starszego pokolenia. Najpierw były więc rozmowy z członkami rodziny i spisywanie informacji z tablic nagrobnych. Później przyszła kolej na poszukiwania w księgach metrykalnych w parafiach i archiwach. Dziś duże ułatwienie stanowią strony internetowe udostępniające te dokumenty. Znajdywane tam informacje nierzadko okazywały się zadziwiające.

Mariusza najbardziej zaskoczyło, że jego zmarły w 1830 r. przodek okazał się ewangelikiem, choć rodzina był uważana za przykładnych katolików. Z zaciekawieniem słuchał opowieści o ślubie pradziadka i prababki, która wniosła w posagu imponującą sumę 3 tys. rubli w złocie. Zastanawiał się, czy posag był tak wysoki dlatego, że licząca 19 lat panna młoda ważyła ok. 90 kg... Przasnyski genealog zwraca też uwagę na nierzadko pojawiające się w dokumentach pomyłki. Jeden z przodków podpisał się, wstępując w związek małżeński, a później, kiedy chrzcił dzieci, odnotowano, że był... analfabetą.

– Inny problem to brak dokumentów. Przez nasze tereny przetoczyło się sporo wojen, wiele ksiąg uległo zniszczeniu – zaznacza M. Mocek. W zeszłym roku Mariusz sam rozpoczął nowy rozdział rodzinnych dziejów, biorąc ślub. Swoim hobby zainteresował żonę Monikę. Zgłębiając życie jej przodków, zdążyli się już sporo dowiedzieć, np. o pradziadku, który służył w elitarnym izmaiłowskim pułku gwardyjskim, chroniącym rodzinę cesarską.

Łączenie światów

Z czasem pasja przerodziła się w zawód – Katarzyna Solak i Mariusz Mocek pracują jako archiwiści. Katarzyna nie poprzestała na samych poszukiwaniach. Młodsi członkowie rodziny zachęcali ją: „Jesteś jedyną osobą, która zna te wszystkie rodzinne historie. Spisz je”.

– Pewnie nie uległabym tym namowom tak szybko, gdyby nie opinia pewnej warszawianki, którą spotkałam jakiś czas temu i której opowiedziałam o swojej pracy. „Napisz książkę, masz do opowiedzenia wiele ciekawych historii” – jej słowa przeważyły szalę – wspomina archiwistka. Zastanawiając się nad tym, jak przedstawić to wszystko, czego udało się jej dowiedzieć, szybko zarzuciła spisywanie kroniki, uznając, że jej opisy nie są wystarczająco dokładne.

– Uznałam, że forma powieści będzie lepsza. Opisywane przeze mnie rodzinne historie w większości wydarzyły się naprawdę lub prawdopodobnie miały miejsce i były opowiadane z pokolenia na pokolenie – wyjaśnia Katarzyna. Wydana w zeszłym roku powieść „Dwie rodziny – dwa światy”, której motto stanowią przytoczone już słowa Zofii Kornackiej, to saga o dziejach rodzin Solaków z Małopolski i Zajkowskich z północnego Mazowsza od początku XIX w. do połowy XX w. na tle wydarzeń historycznych w Polsce.

– Mam nadzieję, że te zwykłe historie niejednemu czytelnikowi przypomną, co o przeszłości opowiadali im ich krewni – mówi autorka, licząc, że po powieść sięgną nie tylko członkowie jej rodziny.

Zacieśnianie więzi

Co ciekawe, połączenie losów dwóch rodzin związane jest z przasnyskim klasztorem ojców pasjonistów. Przed II wojną światową do tego zgromadzenia trafił stryj autorki, Michał Solak, przyjmując imię Zdzisław. Po II wojnie światowej był przeorem przasnyskiej wspólnoty zakonnej.

– To dzięki niemu nazwisko Solak pojawiło się w Przasnyszu – zaznacza Katarzyna. Do prac remontowych nad zniszczonym kościołem i klasztorem ściągnął z Małopolski swojego brata Stanisława, z zawodu stolarza, który pozostał potem w Przasnyszu już na stałe. Tu ożenił się z Barbarą Zajkowską i przez wiele lat prowadził zakład stolarski. Katarzyna jest najmłodszym z czwórki ich dzieci.

Autorce najbliższe są dwa wydarzenia. Pierwsze z nich miało miejsce w listopadzie 1918 roku. Na wieść o zakończeniu I wojny światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości w wypełnionym po brzegi kościele w Dobrzejowicach ks. proboszcz Piotr Zajkowski zaintonował „Te Deum”, a następnie, ze łzami w oczach, „Boże, coś Polskę”. Katarzyna przypuszcza, że musiało to być dla obecnych przy tym ludzi ogromne przeżycie. – Opisując to w książce, czułam się, jakbym była w ich skórze i razem z nimi przeżywałam odzyskanie niepodległości – opowiada autorka.

Drugie z wydarzeń również związane jest z kapłanem. Ojciec Zdzisław Solak podczas II wojny światowej pracował w Niemczech, ukrywając, że jest duchownym. Jego postawa pełna głębokiej, niezachwianej wiary wywarła tak duże wrażenie na chłopaku z Polski, z którym tam mieszkał, że po wojnie młodzieniec ów został księdzem.

Powieść Katarzyny to pierwsza część planowanej trylogii. W jej osobie rodzinna historia zatoczyła koło – szukając pracy, zdecydowała się zamieszkać w Krakowie, wracając do Małopolski, skąd wywodzi się rodzina Solaków. Amatorom poznawania rodzinnej przeszłości Katarzyna i Mariusz radzą zacząć od rozmów z rodzicami i dziadkami.

– Tworzenie drzew genealogicznych zacieśnia więzi rodzinne – uważa K. Solak, która zachęca też do dokładnego opisania rodzinnych zdjęć, a następnie uporządkowania dokumentów z domowego archiwum. – A kwerenda w księgach metrykalnych to ostatni, a nie pierwszy etap poszukiwań – zaznacza.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.