Pergaminowy skarb

Czasy zawsze są inne, a jednak pożółkłe kartki nadal prowadzą do nieba.

Pięknie tłoczona okładka z pozłacanymi literami i pożółkłe kartki, noszące w wielu miejscach ślady częstego używania. „Widziałem w pewnym domu na stole talerz z napisem: Szczęście domowe. Nie mogłem się na ten napis napatrzeć. Kochany czytelniku! Czy i ty pragniesz szczęścia? Lecz gdzie go szukać będziesz? (…) Prawdziwe szczęście to ten spokój w Bogu. A takowe szczęście w rodzinie twojej. Jakże ono wygląda? Wieczór nadszedł, koniec roboty! Strapione piersi odetchną, robotnicy opuszczają śpiesznie miejsce potem skropione. Dokądże zwrócisz swoje kroki? Widzę, jak twoi towarzysze się zwracają ku karczmie poblizkiej (…). O nie chódź, nie chódź, bo dziatki twoje z radością na ciebie czekają, z daleka cię witają! Ojciec w domu – dzieci szczęśliwe! Mąż w domu – żona szczęśliwa”. To fragment z „Drogi do nieba” wydanej w 1910 r.

Przewodnik dobrego życia

Takie skarby można znaleźć jeszcze w wielu domach. W starych szafach, na strychach, w torebce, z którą babcia chodziła do kościoła. Mniejsze niż dzisiejsza „Droga do nieba”, starannie oprawione w skórę lub aksamit, ozdobnie tłoczone i zdobione złotem. Polskie, pisane „po dawnemu” lub niemieckie – z charakterystycznym „gotykiem”. Wśród modlitewników najczęstsze są polsko – lub niemieckojęzyczne egzemplarze sięgające 1900 r., autorstwa tego samego kapłana, ks. Ludwika Skowronka.

Modlitewniki te prowadziły wiernych dzień po dniu. Zawierały modlitwy poranne, przy posiłkach, za rodziców i Kościół, podczas Mszy św., bo obowiązująca łacina nie wszystkim była znana, nabożeństwa na każdy dzień tygodnia, czy zalecenia na godzinę śmierci. Instruktaż, jak przygotować się do sakramentów, nabożnie przeżyć od chrztu po pogrzeb, pieśni. Przestrogi przed pijaństwem, rozpustą czy grą w karty, ale i wiele życiowych rad, jak na przykład dziesięć reguł gospodarczych – któż nie zna owego „Modlitwa i praca narody wzbogaca” czy „Masz co robić, to się imaj, obiecałeś – to dotrzymaj”?

Ale nie tylko „Drogi do nieba” były w użyciu. Czasem w rodzinnych archiwach zdarzają się inne perełki.

Domowe relikwie

Pani Róża Zgorzelska z Biedrzychowic z pieczołowitością przechowuje takie skarby. – Za najcenniejsze uważam dwa modlitewniki, które są w mojej rodzinie od kilku pokoleń. Pierwszy należał do mojej prababci pochodzącej z Wierzchu (z domu Globisch), która się tu wżeniła się w 1872 roku w rodzinę Bucior. Jej siostra i kuzynka były w klasztorze sióstr bernardynek w Krakowie i stamtąd jest w domu ileś pamiątek. W tym „Arka Pociechy czyli zbiór nabożeństwa dla powiększenia chwały Pana Boga na ziemi na cześć Najś. Maryi Panny” (pisownia oryginalna) wydany tam przez augustianów w 1880 r. – opowiada.

Prócz modlitw, nabożeństw i pieśni jest tam m.in. historia o błogosławionym chlebie, święconym w augustiańskich kościołach. – Modliły się nim wszystkie pokolenia mnie poprzedzające, co widać po jego stanie. Używali go przez lata moi dziadkowie, Ferdinand i Johanna Kroll (z d. Bucior), ale był też często wypożyczany przez mieszkańców wsi. To dla mnie pamiątka rodzinna. Czasem zerkam na niektóre modlitwy, dostrzegam różnice, zachwycam się tą dawną formą. A w kalendarzu można znaleźć jeszcze na przykład niedzielę starozapustową... – pokazuje.

Ten sam Bóg

Jeszcze cenniejszy dla pani Róży jest drugi, wydany w tym samym roku „Zbior intencyi miesięcznych apostolstwa modlitwy czyli posłaniec Apostolstwa Serca Jezusowego”. – Ten przywiózł z domu rodzinnego mój dziadek, Ferdinand Kroll, po ożenku. Ale z podpisu wynika, że to pamiątka po jego matce Małgorzacie Kroll (z d. Pollak). Wiem, że i ona, i dziadek z niego stale korzystali. A on był mi bliski – choć go nie znałam – bo też lubił spisywać lokalną historię i urbarze, interesował się przyrodą, więc i do jego modlitewnika mam sentyment – przyznaje. I dodaje: – Czasem, gdy potrzebuję duchowego wsparcia, oderwania od codzienności, sięgam do nich, oglądam i to mnie wycisza. I czuję taki spokój…

Dawnych książek, nie tylko modlitewników, pani Róża ma zresztą więcej, tylko nie zawsze zna ich pochodzenie. Część jest dostępna w biedrzychowickim muzeum. Polskie i niemieckie – widać, że język serca od wieków był tu taki i taki. Wśród nich m.in. dwujęzyczne czytania domowe na każdy dzień z 1875 r. – Pokazuję to, udowadniając, że już wtedy była tolerancja – codzienna praktyka życia, w użyciu był i język polski, i niemiecki, ale ten sam Bóg, ta sama Matka Boska, na pielgrzymki ci sami jeździli i do Częstochowy, i gdzie indziej – podsumowuje.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.