Zwyczajnie wyjątkowe życie

Poznali się w środku lata. Pogawędka na polnej ścieżce zamieniła się w rozmowę na całe życie. I od ponad pół wieku nie brakuje im tematów.

To naprawdę było takie romantyczne – przyznaje pani Irena, patrząc na męża. W posiwiałym, nieco przygarbionym mężczyźnie wciąż widzi przystojnego chłopaka ze zdjęcia ślubnego. – No jak można się było w nim nie zakochać? – dodaje ze śmiechem. – A mnie do dzisiaj zazdroszczą, że tak dobrze wybrałem – dopowiada pan Mietek.

Nie pamięta już, po co jechał wtedy na rowerze do Bierzwnicy. Pamięta za to, że wieczorem miała być zabawa, bo 22 lipca to wtedy święto było. I, jak mówi, trwa do dzisiaj. Ponad pół wieku.

Na słodko i z pieprzem

– Nie chodziliśmy długo ze sobą, pół roku. Ślubować nie musieliśmy, ale moi rodzice byli już starsi, zleżało im, żeby zobaczyć mnie przed ołtarzem. A Mietek im się podobał, bo to nasz chłopok, czyli, tak jak oni, z Kieleckiego. Ja urodziłam się już na zachodzie, byłam najmłodsza z szóstki dzieci – opowiada pani Irena. Kiedy się urodziła, brat miał 17 lat, siostra – 15. Była więc jak oczko w głowie rodziców. – Ale ciągnęło mnie zawsze tam, gdzie dużo dzieci w domu. Stąd też i nasza czwórka – śmieje się. Kolejno przychodziły na świat: Ania, Agata, Joanna i Alicja. – Zawsze mówiłem, że żyję w „rzeczpospolitej babskiej”. Dlatego z całego serca dopingowałem kobiety, by nie bały się dopominać o swoje – śmieje się pan Mietek.

Przez całe życie był społecznikiem. Pomagał rozwiązywać problemy sąsiadom, zabierał w ich imieniu głos, podpowiadał, gdzie szukać pomocy. Cieszył się szacunkiem nie tylko mieszkańców swojej wsi. – Nie trzeba wiele, żeby dobrze żyć – zdradza życiową receptę. W całym domu ze zdjęć patrzą roześmiane dziecięce twarze. – Jest kogo omadlać – przyznają, śmiejąc się do wizerunków dziewięciorga wnuków. Na jubileusz dzieci i wnuki państwa Ciołaków przygotowały im niespodziankę i zaprosiły gości. W swoim kościele w Bierzwnicy, w którym 50 lat wcześniej przysięgali sobie przed Bogiem, odnowili przyrzeczenia małżeńskie, a w świdwińskim urzędzie odebrali gratulacje i prezydenckie odznaczenia za długoletnie pożycie małżeńskie.

– Sekret na długie małżeństwo? Kochać! – uśmiechają się obydwoje. Zwłaszcza wtedy, kiedy po ludzku sił na to kochanie brakuje. – Nie zawsze było słodko. Czasami bywało z pieprzem. Ale kiedy było już bardzo trudno, łączyły nas dzieci. Jestem dumna, że daliśmy im dobry przykład, że trzeba się starać, nie ulegać słabościom, które przecież się pojawiają – tłumaczy pani Irena.

Z wiarą

Przez 50 lat dzieci ich mobilizowały, siły dodawał Pan Bóg. Zwłaszcza gdy trudno było związać koniec z końcem, gdy upadły Państwowe Gospodarstwa Rolne i większość mieszkańców wsi została bez pracy i perspektyw. Problemy nie ominęły też państwa Ciołaków, choć nie łatanie domowego budżetu było najtrudniejsze.

– Z początku lekarz ignorował objawy. Myślał może, że Agatka chce się od szkoły wymigać. Ja też pewnie bagatelizowałam pierwsze oznaki, bo jak to piętnastoletnia dziewczyna może ciągle wykręcać się od pomocy, że zmęczona, że nie daje rady? Dopiero kiedy zaczęła tracić czucie w kolanach i padać na ulicy, wiadomo było, że to coś poważnego – wzdycha pani Irena. Sklerodermia, powodująca zanik tkanki łącznej, postępowała szybko i nie dawała nadziei na wyzdrowienie. Po 10 latach walki z chorobą Agata przegrała. Pięć lat temu pochowali także drugą córkę, którą dotknęła choroba nowotworowa.

– Nie mamy pretensji do Pana Boga, chociaż nie wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć – mówią. – Zamykaliśmy naszym córkom oczy. Bez Pana Boga nie moglibyśmy tego przeżyć. Wiara dodaje nam sił, pomaga w codzienności i daje nadzieję na przyszłość. Cieszymy się dziećmi i wnukami tutaj, na ziemi, ale wiemy też, że będzie miał kto po nas wyjść w niebie – kiwa głową pani Irena.

W zaufaniu czekają też na wyniki badań pana Mietka i powierzają jego zdrowie Matce Bożej. – Mąż bardzo ciężko znosił chemię. Potrzeba było dużo cierpliwości. Ale ślubowaliśmy sobie przed Panem Bogiem, że będziemy razem w zdrowiu i chorobie, w szczęściu i nieszczęściu. Takich obietnic się nie łamie – mówi pani Irena i dodaje: – Zwykłe życie też może być wyjątkowe.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.