Amoris Laetitia: Pierwsza próba ujęcia problemu

Spróbujmy odczytać najbardziej kontrowersyjną część adhortacji Amoris Laetitia oczyma dziecka. Najbardziej kontrowersyjną, czyli tą, w której papież mówi, że pod pewnymi warunkami i w pewnych okolicznościach niektórzy rozwiedzeni, żyjący w nowych związkach, mogą przyjmować Eucharystię.

Fragment książki Rocco Buttiglione: "Przyjacielska odpowiedź krytykom Amoris Laetitia" publikujemy za zgodą wydawnictwa WAM. Książkę można wygrać w naszym konkursie.

Przypomina mi się okładka pewnego francuskiego pisma, którą widziałem dawno temu. Zapewne była to „L’Aube”. Na rysunku tłum teologów, z których każdy siedział na szczycie własnej góry, wpatrywał się w horyzont, szukając Chrystusa. W dole natomiast widać było dzieci, które odnalazły Jezusa. On trzymał je za ręce i razem mijali teologów, którzy Go nie poznawali. Teolodzy patrzą w dal. A tymczasem On jest pośród nich.

Ta okładka sprzed wielu lat przypominała mi się, gdy czytałem niektóre komentarze o Amoris Laetitia i w ogóle o pontyfikacie papieża Franciszka. Natychmiast rozpoznał go i poszedł za nim zmysł wiary – sensus fidei ludu chrześcijańskiego.

Problemy ze zrozumieniem go mają natomiast niektórzy uczeni. Krytykują go, przeciwstawiają tradycji Kościoła, a zwłaszcza jego wielkiemu poprzednikowi, św. Janowi Pawłowi II. Wydają się zmieszani faktem, że nie odczytują w jego tekście potwierdzenia własnych teorii i nie chcą wyjść z własnych schematów myślowych, by odkryć zdumiewającą nowość jego przesłania.

Ewangelia jest zawsze nowa i zawsze odwieczna. Dlatego się nie starzeje.

Spróbujmy zatem odczytać najbardziej kontrowersyjną część adhortacji Amoris Laetitia oczyma dziecka. Najbardziej kontrowersyjną, czyli tą, w której papież mówi, że pod pewnymi warunkami i w pewnych okolicznościach niektórzy rozwiedzeni, żyjący w nowych związkach, mogą przyjmować Eucharystię.

​​​​​​​Rocco Buttiglione: Przyjacielska odpowiedź krytykom Amoris laetitia. Wydawnictwo WAM   wydawnictwowam.pl ​​​​​​​Rocco Buttiglione: Przyjacielska odpowiedź krytykom Amoris laetitia. Wydawnictwo WAM Kiedy byłem dzieckiem, uczyłem się katechizmu, przygotowując się do pierwszej komunii świętej. Był to katechizm papieża niewątpliwie antymodernistycznego: św. Piusa X. Pamiętam, że wyjaśniał, iż by przyjąć Eucharystię, dusza musi najpierw uwolnić się od grzechu śmiertelnego. Wyjaśniał też, co to jest grzech śmiertelny. By jakiś czyn był grzechem śmiertelnym, konieczne jest spełnienie trzech warunków. Musi to być czyn zły, poważne naruszenie porządku moralnego: musi dotyczyć poważnej materii. Pozamałżeńskie stosunki płciowe niewątpliwie stanowią poważne naruszenie prawa moralnego. Tak było przed adhortacją, tak jest w adhortacji Amoris Laetitia i tak oczywiście będzie po adhortacji Amoris Laetitia. Papież nie zmienił nauki Kościoła.

Święty Pius X mówi jednak coś jeszcze. By grzech był śmiertelny, muszą być spełnione jeszcze dwa warunki, poza poważną materią. Sprawca czynu musi być w pełni świadomy, że to, co robi, jest złe. Pełna świadomość oznacza, że osoba, która dopuszcza się takiego czynu, musi być przekonana w sumieniu o jego nieprawości. Jeśli w sumieniu jest ona przekonana, że czyn nie wyrządza (poważnego) zła, nie można go uznać za grzech śmiertelny. Poza tym sprawca musi dobrowolnie zdecydować się na popełnienie złego czynu. Oznacza to, że grzesznik może swobodnie podjąć działanie lub go zaniechać, może działać w taki sposób lub w inny i żadna presja czy lęk nie skłania go do zrobienia czegoś, czego wolałby nie robić.

Czy możemy wyobrazić sobie okoliczności sprawiające, że osoba rozwiedziona, żyjąca w nowym związku, znajdzie się w sytuacji ciężkiej winy bez pełnej świadomości i bez dobrowolnej decyzji? Wyobraźmy sobie, że ktoś, kto został ochrzczony, ale nigdy nie przeszedł rzeczywistej ewangelizacji, zawarł małżeństwo w sposób powierzchowny, a następnie został porzucony. Następnie taka osoba związała się z kimś, kto pomógł jej w trudnych momentach, obdarzył ją szczerą miłością, stał się dobrym ojcem lub dobrą matką dzieci z pierwszego małżeństwa. Można zaproponować jej, by żyli ze sobą jak brat z siostrą, ale… co robić, jeśli ta druga osoba się nie zgodzi? W pewnym momencie swego pogmatwanego życia osoba ta przeżywa fascynację wiarą, po raz pierwszy przechodząc prawdziwą ewangelizację. Być może pierwsze małżeństwo nie było ważnie zawarte, ale nie ma możliwości wszczęcia procesu w sądzie kościelnym ani dostarczenia dowodów nieważności… Nie przytoczymy tu kolejnych przykładów, nie chcąc wdawać się w niekończące się kazuistyczne rozważania.

Co mówi w tego rodzaju przypadkach adhortacja Amoris Laetitia? Może lepiej będzie zacząć od tego, czego adhortacja apostolska nie mówi. Nie mówi ona, że osoby rozwiedzione, żyjące w nowych związkach, mogą spokojnie przyjmować komunię świętą. Papież zachęca takie osoby, by rozpoczęły (lub kontynuowały) drogę nawrócenia. Zachęca je, by badały swoje sumienie i korzystały z pomocy kierownika duchowego. Zachęca je, by szły do spowiedzi i przedstawiły swoją sytuację. Zachęca penitentów i spowiedników, by rozpoczęli proces rozeznawania duchowego. Adhortacja apostolska nie mówi, w którym momencie tego procesu osoby te będą mogły otrzymać rozgrzeszenie i przystąpić do Eucharystii. Nie mówi tego ze względu na zbyt wielką różnorodność sytuacji i okoliczności ludzkiego życia. Rozwiedzionym, żyjącym w nowych związkach, papież zaleca zasadniczo to samo, co Kościół zaleca wszystkim grzesznikom: idź do spowiedzi, a twój spowiednik, uwzględniając wszystkie okoliczności, zdecyduje, czy udzielić ci rozgrzeszenia i dopuścić do Eucharystii czy nie.

To, że penitent znajduje się w obiektywnej sytuacji grzechu ciężkiego (z wyjątkiem sytuacji, w których pierwsze małżeństwo zostało zawarte nieważnie), nie ulega wątpliwości. Nie wiadomo jednak, czy ponosi za nią pełną subiektywną odpowiedzialność. Dlatego powinien pójść do spowiedzi.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Gosia
    26.06.2018 10:22
    Czy nie zauważam, czy nie ma nazwiska autora? "To, że penitent znajduje się w obiektywnej sytuacji grzechu ciężkiego (z wyjątkiem sytuacji, w których pierwsze małżeństwo zostało zawarte nieważnie), nie ulega wątpliwości. " Jednak nie żyje on w sakramentalnym małżeństwie, więc jest w sytuacji grzechu. Nieważne, czy pierwsze małżeństwo było ważne.
  • Gosia
    26.06.2018 10:23
    A, już widzę, To fragment książki.
  • bartek
    26.06.2018 10:57
    " Wyobraźmy sobie, że ktoś, kto został ochrzczony, ale nigdy nie przeszedł rzeczywistej ewangelizacji, zawarł małżeństwo w sposób powierzchowny, a następnie został porzucony." To nie jest usprawiedliwienie. Żyjemy w czasach, w których nie przechodzi ewangelizacji tylko ten, co nie chce. Niewiedza nie jest żadnym usprawiedliwieniem, bo ta niewiedza w naszych czasach wynika tylko i wyłącznie z lenistwa i ignorancji, a więc jej brak obciąża, a nie usprawiedliwia. Każdy umie czytać, umie pisać i może się uczyć, do jakiejś szkoły chodził, a więc i na lekcje religii. Spowodujcie wypadek jadąc samochodem (o bardo nieprzyjemnych skutkach), a później tłumaczcie się, że nie wiedzieliście, co ten znak drogowy (ostrzegający przed niebezpieczeństwem ) oznacza, a poza tym niezbyt dobrze potraficie prowadzić samochód. Przecież wszyscy wiemy, że sąd takich argumentów nie uwzględni. Przedstawiając takie argumenty o niewiedzy i przyzwalając na nią - bo to jest przyzwalanie - totalnie lekceważy się Boga i Jego przykazania. Jezus nigdy nie szedł z grzesznikami na kompromisy, ani ich nie usprawiedliwiał ich postępowania; Jezus wzywał do nawrócenia, wzywał do radykalizmu, a nie rozmazywania wiary. Nie wasze słowo będzie"tak", albo "nie" i nic pośredniego pomiędzy tymi słowami.
  • bartek
    26.06.2018 14:31
    "Następnie taka osoba związała się z kimś, kto pomógł jej w trudnych momentach, obdarzył ją szczerą miłością, stał się dobrym ojcem lub dobrą matką dzieci z pierwszego małżeństwa." Obdarzył ją szczerą miłością? Jakby obdarzył ją szczerą miłością, to by z nią nie współżył, tylko pomagał bezinteresownie, ponieważ by wiedział, że w dwóch z dziesięciu przykazań Bóg tego zabrania (nie cudzołóż i nie pożądaj żony bliźniego swego) i przekraczanie tych przykazań grozi utratą zbawienia. Więc nie jest to czysta miłość, tylko za coś, a konkretnie za współżycie (co zakrawa nawet na swego rodzaju prostytucję). I czego uczą się dzieci wychowywane przez ludzi o takiej moralności? Do sprzedawania Boga za doraźne korzyści ziemskie .
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.