Nie mamy czasu na starość

– Usłyszałam w telewizji: „Sześćdziesięcioletnia staruszka została potrącona przez samochód”. Nie wierzyłam własny uszom. Sześćdziesięcioletnia staruszka! My mamy ponad siedemdziesiąt lat i wcale nie czujemy się staruszkami! Starzy to byliśmy, jak mieliśmy czterdziestkę! – śmieje się 76-letnia Władysława Malarz.

Na początku przychodzili trochę nieśmiało. W domu przecież zawsze znajdzie się jakaś robota. Wahali się: „A może to jakaś moja fanaberia. Zamiast siedzieć spokojnie w domu, jak na emeryta przystało, zachciewa mi się klubu literackiego, tańców, nauki angielskiego, warsztatów kulinarnych czy spacerów z kijkami…”. Jednak kiedy się przemogli – zostali już na dobre.

Od poniedziałku do piątku drzwi Klubu Seniora „Na Obszarach”, prowadzonego przez bielsko-żywiecką Caritas przy parafii Matki Bożej Fatimskiej w Bielsku-Białej-Komorowicach-Obszarach od stycznia tego roku, prawie się nie zamykają! Kończy się pierwszy sezon zajęć współfinansowanych z rządowego programu ASOS – aktywności społecznej osób starszych – i projektu urzędu miasta w Bielsku-Białej. Ich nazwy dobrze oddają wszystko, co się tu dzieje: „Starość – nie mamy na to czasu” i „Emerytura to nie nuda”.

Chcą tu być

Ksiądz Jan Duraj, proboszcz parafii na Obszarach od 16 lat, bardzo dobrze zna swoich parafian. To on zauważył, że wdowy, emeryci, renciści to coraz liczniejsza grupa jej mieszkańców. W okazałym trzykondygnacyjnym domu parafialnym swoje miejsce od kilku lat mają oddziały SP nr 29 i Przedszkola nr 5. Na najniższym poziomie budynku przed laty – nim powstał kościół – mieściła się kaplica parafialna. Później zrobiono z niej kaplicę pogrzebową. Właśnie to miejsce miało się stać pomieszczeniem dla spotkań seniorów z parafii i spoza niej.

Wielkim orędownikiem pomysłu był Karol Markowski – organista, a zarazem bielski radny. Pod koniec ubiegłego roku kaplica przeszła kolejną – radykalną – metamorfozę. Dzięki dobroczyńcom i zaangażowaniu Caritas przekształcono ją na nowoczesny przytulny klub seniora „Na Obszarach”. Odpowiedzialną za miejsce i za korzystających z niego seniorów została Marzena Stępniewska-Wołek. – Zaczęliśmy od spotkań rękodzieła – wspólnie uczyliśmy się wykonywać kwiaty z bibułki. Niekwestionowaną mistrzynią w tej sztuce jest nasza pani Adela Biernat – mówi Marzena Stępniewska-Wołek.

– Z każdym tygodniem przychodziło coraz więcej osób. A kiedy w marcu rozpoczęły się regularne zajęcia w ramach obu projektów – plastyczne, ceramiczne, teatralne, dietetyczno-kulinarne, literackie, z języka angielskiego, czy też spotkania z żywą historią, poświęcone początkom państwa polskiego, albo inne: z psychologiem czy ratownikiem medycznym – liczba uczestników rosła bardzo dynamicznie!

Marzena widziała, jak z każdym dniem seniorzy coraz bardziej się otwierają, chcą tu być, coraz bardziej czują się jak u siebie. – Bez skrępowania korzystają z naszego zaplecza kuchennego, przygotowują kawę, herbatę, zmywają po sobie naczynia, nie oglądając się na to, czy jest ktoś, kto to zrobi – opowiada. – Znają się dobrze od bardzo wielu lat – to niewielkie osiedle, a poza tym niemal codziennie widują się w kościele. Zresztą razem go budowali i razem dzielili podobne życiowe historie związane z poszukiwaniem pracy w bielskich zakładach przemysłowych czy stawianiem rodzinnych domów w czasach, kiedy… nie było ich z czego budować. A jednak w taki sposób jeszcze ze sobą razem nie przebywali. Każdy może sobie wybrać dowolne zajęcia, a nawet przychodzić na wszystkie, jeśli mu tylko zdrowie, siły i czas pozwalają.

Spotkania pokoleń

Do seniorów coraz częściej zaczęły zaglądać także dzieci, uczące się piętro wyżej, w pierwszej klasie szkoły podstawowej. W efekcie tych odwiedzin i maluchy, i seniorzy spotkali się na wspólnych warsztatach artystycznych. Każde dziecko wraz ze swoim seniorem przygotowało misterną laurkę ze swoim zdjęciem na Dzień Matki. Z kolei od spotkań klubu literackiego zaczęły się przyjaźnie seniorów z licealistami ze Szkolnego Koła Caritas w bielskim LO im. S. Żeromskiego. Przyszli razem ze swoją katechetką Katarzyną Snaczke, żeby pomóc spisywać wspomnienia uczestników zajęć. Każdy z nich – Julia Dykla, Kosma Kin, Hania Caputa, Weronika Wiera, Janek Baścik i Adam Gigiewicz – sam na sam ze swoim przyszywanym dziadkiem lub babcią spędził czas, żeby posłuchać ich historii, zajrzeć w wykaligrafowane w zeszytach notatki i zwyczajnie wysłuchać opowieści kogoś, kogo już mało kto chce słuchać, a kto ma historię życiową godną opasłego tomiska!

– Szybko znaleźliśmy z panią Marią wspólne tematy – mówi Kosma. – Moja rodzina pochodzi z Rycerki, pani Marii Biernat – z sąsiedniej Rajczy. Czułem się, jakbym dziadków słuchał. Zrobiło na mnie wrażenie to, że kiedy pani Maria miała 16 lat – czyli tyle, ile ja mam teraz – pojechała szukać pracy. Ja się uczę i myślę, że byłaby to dla mnie trudna sprawa, gdybym dziś miał iść już do pracy.

– Moja babcia jest bardzo podobna do pani Lidii i ma podobne przygody – uśmiecha się Adam. – Pochodzi z Lublina. Zdradziła mi, że ściągała na maturze, a męża poznała dzięki… telewizji, która kiedyś pokazała reportaż o zdolnym inżynierze. Pani Lidia przyjechała do Żabnicy, znając go tylko z telewizji. Została, wyszła za niego za mąż i doczekała się dwóch córek.

– A ja miałem okazję poznać panią Otylię – mówi Janek. – To żywa historia tej części Bielska-Białej. Mieszkała naprzeciwko Karola Krausa – wójta, który tak się zasłużył wśród mieszkańców, że wywalczyli, by główna ulica nosiła jego imię. Pewnie sam bym się tego nie dowiedział…

Julka Dykla rozmawiała z panią Marią Mentel: – Wyczułam wielkie pokrewieństwo naszych dusz – opowiada Julka. – Choć dzieli nas spora różnica wieku, doskonale się rozumiałyśmy. W domu bardzo dużo rozmawiam z moimi dziadkami i dobrze znam historię ich długiego życia. Tutaj miałam okazję poznać jeszcze jedną. Zauroczyła mnie opowieść o spotkaniu pani Marii z mężem – poznali się…na karuzeli niedaleko dworca. Widywali się tylko w niedziele przez dwie, trzy godziny, a po trzech miesiącach już byli małżeństwem! Nie do wiary, ale większość ludzi tak się wówczas poznawała i tak szybko decydowała na wspólne życie!

Wyjść z domu

Seniorzy już bez oporów przychodzą co rano do klubu. Podczas wybranych zajęć mają zagwarantowany także obiad. Dla niektórych korzystanie z niego jest krępujące – bo przecież mają co jeść w domu. Ale inni zachęcają: – Skosztuj czegoś nowego, popatrz, jak inaczej można przyrządzić to czy owo. – Dobrze jest wyjść z domu, zobaczyć inne twarze, pośmiać się, posiedzieć, pogadać, posłuchać, nauczyć się jeszcze czegoś. A jak się nie podoba – drzwi otwarte, zawsze można wyjść! – śmieje się Władysława Malarz, która w klubie odkryła swój talent aktorski i rozwinęła nietuzinkowe umiejętności literackie! – Bardzo ważne były też dla mnie zajęcia z ratownikiem medycznym. Mam 76 lat i dopiero teraz nauczyłam się, jak udzielić pierwszej pomocy, jak wykonać sztuczne oddychanie – dodaje.

– Kiedy miałam 40 czy 50 lat, czułam się staro, a teraz – młoda jak nigdy! Bo kiedy jest się na emeryturze, można wszystko! – cieszy się Maria Biernat. – Zmobilizowałam się na zajęciach literackich do spisania historii mojego życia. Teraz młodzi nie chcą słuchać, jak to kiedyś było, nie pytają, często też nie mają czasu. Tu dotarło do mnie, jak ważne – nawet dla przyszłości – jest to, żeby pamiętać o tym, jak było kiedyś… – Bardzo wielu z nas przychodziło na zajęcia dietetyczno-kulinarne. Dowiedziałam się, że muszę codziennie wypijać aż trzy litry wody! Uczyliśmy się przygotowywać orzeźwiający napój z pomidora, ogórka, cytryny i arbuza, inny z jogurtu i mango – dodaje 61-letnia Lidia Gałuszka.

Pani Władzia z rozrzewnieniem wspomina smak smalcu z białej fasoli, 79-letnia Maria Mentel – nutelli z awokado, banana i kakao – którą już zdążyła wypróbować. – Wspaniałe były spotkania z żywa historią! – uzupełnia pani Lidia. – Para studentów opowiadała nam, jak ludzie kiedyś żyli, co jedli, jak się leczyli, w co się ubierali. Co więcej – razem z nimi przyrządzaliśmy maści z ziołami, skórzane sakiewki, racuchy – wykorzystując średniowieczne przepisy i dostępne wówczas środki.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.