W domu najlepiej

W Polsce nie brakuje rodziców, którzy rezygnują z posyłania dzieci do tradycyjnych szkół. Skąd bierze się rosnąca popularność edukacji domowej?

Naukę zwykle zaczynano w wieku 6 lat: chłopcy kontynuowali ją do 11. roku życia, dziewczęta do 18. Opłacenie lekcji leżało w gestii ojców, matki dbały, aby dzieci utrwalały zdobytą podczas zajęć wiedzę. W programie znajdowały się m.in. rachunki, czytanie i pisanie w języku ojczystym oraz w obcym, gra na instrumencie, taniec i rysunek. Guwernerami byli najczęściej studenci lub członkowie zdeklasowanej szlachty, którzy ledwie wiążąc koniec z końcem, byli zadowoleni z niewielkiej zapłaty, ciepłych posiłków i dachu nad głową. Z czasem ich role zaczęli przejmować nauczyciele certyfikowani przez agencje państwowe.

Mniej więcej tak właśnie od XVI w. aż do połowy XX w. w większości europejskich państw wyglądała edukacja domowa. Historycy zwracają uwagę, że to właśnie dzięki niej polska kultura mogła przetrwać w czasie zaborów. Po II wojnie światowej szybko zrozumieli to komuniści, którzy przejmując władzę w kraju, zabronili nauczania w domu. Zideologizowana publiczna szkoła dawała im pełną kontrolę nad społeczeństwem.

W 1991 r., po zmianie ustroju, uchwalono ustawę, która dopuściła możliwość realizacji obowiązku szkolnego poza szkołą. Rodzice, którzy chcieli skorzystać z nowych przepisów, długo spotykali się jednak z podejrzliwością ze strony instytucji państwowych. Nadal nie brakuje głosów, że dzieci, które nie chodzą do szkoły, osiągają gorsze wyniki w nauce od swoich rówieśników. Badania wskazują jednak, że jest odwrotnie.

W obronie wartości

Rekordzistami pod względem liczby osób pobierających edukację domową są państwa anglosaskie. W USA w towarzystwie rodziców uczy się 2 mln uczniów, a w Wielkiej Brytanii i Kanadzie po kilkadziesiąt tysięcy. Z danych zgromadzonych przez MEN wynika, że w Polsce w ub.r. pod okiem najbliższych uczyło się prawie 14 tys. dzieci. Na tle Europy to dość dobry wynik, np. w Hiszpanii to zaledwie 2 tys.

Jeszcze kilka lat temu prawie dwa razy mniej Polaków pobierało edukację domową. Zdaniem ekspertów gwałtowny wzrost świadczy o rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Ojcowie i matki tworzą stowarzyszenia, które stają się przestrzenią do wymiany informacji na temat tzw. home­schoolingu. Rodzice biorą sprawy w swoje ręce głównie z jednego powodu: dostrzegają dysfunkcjonalność systemu edukacji, który przygotowuje uczniów wyłącznie do bezrefleksyjnego zaliczania testów.

Współcześnie rozumiana edukacja domowa pojawiła się w USA w latach 60. wraz z rozwojem ruchów pacyfistycznych. W ostatnich latach przewagę liczebną w tej grupie zyskują konserwatyści, którzy widzą, że pojawiające się w szkołach edukacja seksualna i teoria gender odbierają im prawo do wychowywania potomstwa w zgodzie z własnymi przekonaniami. Ich zdaniem jedynym wyjściem z tej sytuacji jest przejęcie funkcji publicznych instytucji przez rodzinę. Jak to zrobić w praktyce?

Niższa dotacja

Zanim rodzice zaczną samodzielnie przekazywać dzieciom wiedzę, muszą zapisać je do szkoły i uzyskać zgodę dyrektora. Muszą to zrobić na terenie województwa, w którym są zameldowani. Ponadto ich wniosek o wydanie zgody na rozpoczęcie edukacji domowej musi zaopiniować jedna z państwowych poradni.

MEN nie ułatwia życia zwolennikom homeschoolingu także przez wprowadzone kilka miesięcy temu zmiany w systemie finansowania. Państwo przeznacza ok. 5 tys. zł rocznie na jednego ucznia. Pieniądze trafiają do samorządów, organizacji pozarządowych lub innych instytucji, które prowadzą placówki edukacyjne. Do tej pory na tę kwotę mogły liczyć także szkoły niepubliczne, które przez pomoc dydaktyczną i przeprowadzanie egzaminów wspierają dzieci pobierające edukację domową. Ministerstwo postanowiło jednak, że osoby uczące się w domu otrzymają tylko 0,6 kwoty bazowej. Po wejściu nowych przepisów w życie placówki ograniczyły wsparcie dla rodzin edukujących swoje potomstwo w domu. Bardziej opłaca im się przyjmować uczniów na normalnych zasadach.

Dwa modele

Na edukację domową najczęściej decydują się rodzice z wykształceniem wyższym. Jeśli tylko przebrną przez opisane procedury, mogą przystąpić do organizacji zajęć. Jedni przygotowują podobny do szkolnego plan lekcji, w którym uwzględniają konkretne przedmioty, inni decydują się na bardziej elastyczną formułę: swobodnie żonglują treściami, wprowadzając je wtedy, kiedy dziecko wykazuje taką potrzebę. W badaniach rodzice podkreślają, że początkowo z obawy o dyscyplinę w nauce decydowali się na pierwszy model, ale szybko okazywało się, że to drugi jest bardziej efektywny: „Źle do tego podeszliśmy na początku, chcieliśmy dzieciom szkołę zastąpić (...). Później postanowiliśmy za radą innych rodzin dać dzieciom zupełną labę. Bardzo szybko doszły do granicy, kiedy po książkę sięga się dla przyjemności, a nie z przymusu” – opowiadał jeden z badanych. To jednak nie oznacza, że dzieci edukowane w domu powinny być wychowywane bezstresowo. Badania pokazują, że zdecydowana większość rodzin dla osiągnięcia lepszych efektów stosuje tradycyjny system kar i nagród.

Na naukę w domu dzieci poświęcają 2–5 godzin dziennie. Zwykle rodzice sami starają się przekazywać wiedzę. Korzystają z podręczników, internetu, filmów i gier edukacyjnych. Wyniki badań przeprowadzane przez naukowców z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie pokazują, że w 82 proc. przypadków obowiązek przekazywania wiedzy dzieciom spoczywa na matce. Na wyższych poziomach edukacji wspomagają ją prywatni nauczyciele.

Ponadprzeciętne wyniki

Co roku dzieci nauczane domowo są zobowiązane do zdawania państwowych egzaminów sprawdzających poziom ich wiedzy. Wyniki są zaskakujące: osoby pobierające edukację w towarzystwie rodziców lepiej liczą, czytają i rozumieją tekst. Przeprowadzone w Wielkiej Brytanii badania dowiodły, że 64 proc. z nich w teście PIPS (Performance Indicators in Primary School) uzyskuje wyniki powyżej 75 proc., podczas gdy w populacji ogólnej takich uczniów jest zaledwie 5 proc. We wszystkich krajach Europy (łącznie z Polską) dzieci uczące się w domu uzyskują wyniki znacznie powyżej przeciętnej.

Edukacja domowa jest efektywna, ale to nie oznacza, że jest rozwiązaniem idealnym. Rodzice zdają sobie sprawę z faktu, że jednym z jej najsłabszych punktów jest socjalizacja. Na co dzień dzieci mają ograniczone możliwości obcowania z rówieśnikami. Wyjściem z tej sytuacji może być jedynie dobra szkoła niepubliczna lub edukacja domowa realizowana w rodzinie wielodzietnej. Spędzając czas z rodzeństwem, można zdobyć zarówno wiedzę, jak i niezbędne w życiu kompetencje społeczne.

Rodzina w edukacji domowej, Wydawnictwo i Księgarnia „Gotów”, Warszawa 2018

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.