Co z tą laktacją?

Jaki jest najlepszy pokarm dla dzieci, wiadomo nie od dziś. Pytanie powinno więc brzmieć: jak przekonać do naturalnego karmienia matki, ale i… jak im w tym pomóc.

Troje na pięcioro noworodków, czyli około 78 mln, nie jest karmionych piersią w ciągu pierwszej godziny życia – alarmuje UNICEF. Noworodki, które są karmione piersią w ciągu pierwszej godziny życia, mają większe szanse na przeżycie i zdrowie. Opóźnienie w karmieniu piersią po porodzie naraża dzieci na choroby i śmierć oraz zmniejsza prawdopodobieństwo kontynuacji karmienia piersią. Problem dotyczy w większości dzieci w krajach o niskich i średnich dochodach.

Co można zrobić z powyższą wiedzą? Otóż wiedza ta wcale tajemną nie jest. Nie jest też żadnym epokowym odkryciem. Bo o dobru płynącym wraz z mlekiem matki mówią od lat organizacje prorodzinne, środowiska wspierające naturalną laktację etc. Jednocześnie niewiele się zmienia w podejściu do karmienia piersią. Wcale nie wśród matek. Co zatem może autentycznie wesprzeć kobiety w naturalnym karmieniu dzieci? Słowo „wsparcie” jest tu kluczowe.

Piękne teorie

Chociaż teorie na temat karmienia piersią i roli mleka matki na pierwszym etapie życia dziecka są dość powszechnie znane, a przynajmniej powszechnie dostępne zarówno środowisku medycznemu, jak i młodym rodzicom, warto po raz kolejny je przypomnieć. UNICEF i WHO podkreślają, że kontakt dziecka ze skórą matki i ssanie piersi stymuluje produkcję mleka matki, w tym siary, zwanej także „pierwszą szczepionką” dziecka, bogatej w składniki odżywcze i przeciwciała. „Jeśli chodzi o rozpoczęcie karmienia piersią, to czas gra kluczową rolę. W wielu krajach może to być nawet kwestia życia lub śmierci” – podkreśla cytowana w komunikacie dyrektor generalna UNICEF Henrietta Fore. Organizacja podaje również, że odsetek dzieci karmionych piersią w pierwszej godzinie życia jest najwyższy we Wschodniej i Południowej Afryce (65 proc.), a najniższy we Wschodniej Azji i Pacyfiku (32 proc.). Niemal 9 na 10 dzieci urodzonych w Burundi, na Sri Lance i Vanuatu jest karmionych piersią w czasie pierwszej godziny po porodzie. Natomiast w Azerbejdżanie, Czadzie i Czarnogórze taką szansę ma tylko dwoje na dziesięć noworodków. Badanie przeprowadzone w 51 krajach pokazuje, że liczba dzieci karmionych piersią w pierwszej godzinie życia jest znacznie mniejsza wśród noworodków, które przyszły na świat przez cesarskie cięcie. W Egipcie tylko 19 proc. noworodków było karmionych piersią w ciągu godziny od cesarskiego cięcia. Z kolei wśród dzieci urodzonych drogą naturalną odsetek ten wyniósł 39 proc.

Kolejnym problemem wskazanym w raporcie jest luka w jakości opieki zapewnianej matkom i noworodkom. Według raportu – co jest dość zaskakujące – obecność wykwalifikowanych położnych nie wydaje się wpływać na liczbę noworodków karmionych piersią w pierwszej godzinie życia. W latach 2015–2017 w 58 krajach świata liczba porodów w ośrodkach zdrowia wzrosła o 18 proc., podczas gdy liczba dzieci karmionych piersią wzrosła tylko o 6 proc. W wielu przypadkach dzieci zabierane są od matek od razu po porodzie, a wsparcie personelu medycznego jest ograniczone. Tymczasem noworodki po raz pierwszy karmione piersią w czasie od 2. do 23. godziny po porodzie są o 33 proc. bardziej narażone na śmierć niż karmione piersią w ciągu godziny od przyjścia na świat. Pośród noworodków, które zaczęły być karmione piersią dzień po porodzie lub później, ryzyko zgonu jest dwa razy większe.

Jak pomóc

Organizacje apelują, aby rządy państw, darczyńcy i inne osoby, które podejmują decyzje w sprawie opieki nad matką i noworodkiem, przyjęły regulacje ograniczające promowanie mleka początkowego i innych substytutów mleka matki. Zachęcają także kraje do ulepszenia przepisów, które pomogą wszystkim matkom w rozpoczęciu karmienia piersią w pierwszej godzinie życia dziecka, a także w kontynuacji karmienia piersią.

Jak jest z tymi przepisami w Polsce? Teoretycznie w każdym szpitalu personel medyczny jest przeszkolony i doskonale wie, jak ważne jest karmienie piersią od samego początku. I jak powinny być uczone karmienia młode matki. W praktyce bywa z tym różnie. – Urodziłam, bardzo chciałam karmić. Niestety był to szpital niewielki, powiatowy. Żadna z położnych nie chciała lub nie mogła poświęcić mi wystarczająco dużo czasu. Dziecko wciąż płakało, ja się denerwowałam – opowiada pani Magdalena, mama Jasia. – Gdy byłam już po dwóch dniach walki z własną słabością i płaczącym maluchem, pani położna, z miną bohaterki, podała małemu mieszankę, a mnie powiedziała: „Nie każda musi karmić”. Bardzo żałuję, że syna nie karmię naturalnie. Ale teraz już wiem, że to nie była moja wina. Po prostu nie otrzymałam odpowiedniej pomocy…

Historia pani Magdaleny jest dość typowa. Brak odpowiedniego wsparcia to jedna z podstawowych przyczyn rezygnacji z karmienia naturalnego przez matki. „Karmienie piersią daje dzieciom najlepszy start w życiu” – uważa dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus. „Musimy zrobić wszystko, aby matki mogły otrzymywać odpowiednie wsparcie zarówno od pracowników medycznych, pracodawców, rządów państw, jak i od członków rodziny”. Przez „wszystko” można chyba rozumieć nie tylko świadomość i wiedzę, którą polskie położne i doradcy laktacyjni mają, ale przede wszystkim będzie to czas. Czas, który jest potrzebny, by młoda matka nauczyła się karmić efektywnie. – Jak ja mogę cierpliwie i długo uczyć karmić, gdy mam kilkanaście pacjentek na oddziale? – rozkłada ręce pani Stefania, położna w jednym z warszawskich szpitali. – Jest nas za mało, więc podajemy czasem mieszankę, żeby było łatwiej to wszystko ogarnąć. Brak czasu, przeładowane oddziały, stres – to czynniki, blokujące w Polsce wysiłki matek, które w większości deklarują, że chcą karmić naturalnie.

Terror laktacyjny?

Poważnym powodem opóźniania karmienia piersią, na jaki wskazują WHO i UNICEF, jest wzrost liczby cięć cesarskich. Co ciekawe – najwięcej cięć odbywa się w krajach słabiej rozwiniętych i w szpitalach gorszej referencji. Bywa, że wprost proporcjonalnie do tego wzrostu spada odsetek dzieci karmionych piersią. – To prosta konsekwencja dyskomfortu i bólu związanego z cesarskim cięciem. Kobiety rodzą przez cesarkę z wielu powodów. Również jest to związane z niskimi kompetencjami lekarzy, z rugowaniem położnych (które mają zwykle więcej do powiedzenia na temat laktacji niż lekarze położnicy), z pewną modą na operację zamiast naturalnego porodu – mówi anonimowo lekarz ginekolog z północy Polski. – Przykro to mówić, ale lekarzom nie chce się przeprowadzać naturalnego, długo trwającego porodu, a kobiety mają przekaz, że cesarka jest bezpieczniejsza. Nic bardziej mylnego – to przecież poważna operacja. Po operacji kobieta jest obolała, laktacja często występuje później. Więc i karmić jest trudniej. Trzeba więc zastanowić się, co zrobić, by poród i połóg były jak najbardziej naturalne. I żeby personel oraz kobiety miały świadomość, że natura jest najlepsza.

Natura jest, owszem, najlepsza. Jednak, co będzie w pewnym sensie wbiciem kija w mrowisko, natura nie oznacza przymusu i pewnej histerii wokół karmienia piersią. Natura to raczej spokój, stworzenie warunków, by karmienie było jak najłatwiejsze i by młode matki mogły odkryć w tym radość i przyjemność. Pojęcie „natura” jest natomiast, przynajmniej w niektórych środowiskach, mylone z… przymusem. W efekcie mówi się od kilku co najmniej lat o tzw. terrorze laktacyjnym. – Nie karmiłam piersią pierwszego dziecka. Z wielu powodów. Bardzo było mi z tym źle. Jednak najgorsza była reakcja mojego „środowiska” – grupy matek, szczęściarek, które karmiły „wszędzie” i „w każdej sytuacji”. Taka to teraz moda chociażby w internecie – zresztą ładna. Jednak widzę, że idea karmienia bywa wypaczona. Znajome „karmiące” były w stosunku do mnie agresywne. Przekonywały, że robię dziecku krzywdę i pokazywały, że jestem złą matką – żali się Anna Wilczyńska z Wielkopolski. – Ja rozumiem, że karmienie piersią to najlepsze, co można dać dziecku, ale widzę, że dbałość niektórych środowisk o moją laktację przypominała bardziej terror niż autentyczną troskę. Myślę, że taka postawa wcale nie sprzyja promocji laktacji. Teraz jestem w drugiej ciąży, będę walczyć o karmienie naturalne. Ale nie dlatego, że ktoś mnie będzie pokazywał palcem. Po prostu chcę. I mam jedynie nadzieję, że w szpitalu zostaną stworzone takie warunki, żeby mi pomóc.

Czy naprawdę, w kwestii karmienia piersią, młode matki muszą poruszać się między terrorem laktacyjnym a przyzwoleniem na chemię w butelce? Chemię, dodajmy, doskonale promowaną w mediach? Wydaje się, że w promocji macierzyństwa i karmienia naturalnego warto stworzyć trzecią drogę: promocji spokoju, godności kobiecej, solidarności, świadomości i edukacji, ale też wolnego wyboru. W takich warunkach większość matek, które tylko będą mogły, zrobi wszystko, by karmić swoje dzieci naturalnie. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.