Piękni i mądrzy

Joanna Sokołowska-Gwizdka opowiada o starości, mamie i pamięci.

Barbara Gruszka-Zych: Mieszkasz w Stanach Zjednoczonych. Ludzie boją się tam starości?

Joanna Sokołowska-Gwizdka: Unikają określenia „stary”, mówią „dojrzały”. Słowo „stary” wydaje się uwłaczające, sugerujące, że starość to jakiś defekt. Kiedyś powiedziałam: old ­people, a słysząca to starsza pani poinstruowała, że mam mówić: seniorzy, ludzie dojrzali. Te określenia niosą przekaz, że odnoszą się do osób mających życiową wiedzę, mądrość.

Sama spotykałaś takich starszych mentorów?

Bardzo wielu! Mój internetowy magazyn „Culture Avenue” założyłam zainspirowana przez człowieka starszego – niedawno zmarłego w wieku 94 lat profesora i poetę Floriana Śmieję. Mimo że przekroczył dziewięćdziesiątkę, motywował mnie do jego założenia. Przeszukiwał internet pod kątem ciekawych autorów i tematów. A kiedy zaczęliśmy wydawać magazyn, wstawał o czwartej rano, ciekawy, co nowego się ukazało. I już o piątej otrzymywałam uwagi, że jest literówka albo żeby zmienić tytuł, bo może być źle zrozumiany. Podczas wakacji pisał: „Jestem pod płotem sąsiada, bo tylko tu jest zasięg”.

Czy mentorką jest też dla Ciebie Twoja mama?

Przyznaję, że tak. Odczułam to, gdy pomagała mi przy spisywaniu rozmów podczas pracy nad moją książką „Teatr spełnionych nadziei. Kartki z życia emigracyjnej sceny”. Nagrałam wtedy 278 godzin wywiadów z artystami, którzy opowiadali o teatrze emigracyjnym założonym w Toronto przez Marię Nowotarską, aktorkę Teatru Słowackiego w Krakowie. Mama była moim pierwszym recenzentem. Kiedy po przeczytaniu fragmentu mówiła „ładnie”, znaczyło to, że muszę napisać go jeszcze raz. A kiedy jej łzy leciały ze wzruszenia, było dobrze.

Właśnie dla mamy przyjechałaś na pół roku do Polski.

Przez drugie pół roku opiekują się nią brat i bratowa. Niestety, mama nie jest już samodzielna, pozostaje zależna od rodziny, choć wygląda młodo jak na swoje 78 lat. Nie ma siwych włosów, ma młodą twarz. Od młodości kochała ludzi i teraz to się spotęgowało.

Jesteś szczęściarą, że mama jest pozytywnie nastawiona. Wielu starszych narzeka, są zgorzkniali.

Moja mama potrafi okazywać miłość i powtarza, jak bardzo mnie i brata kocha. Czasem do mnie podchodzi i przytula, mówiąc „moje kochane skarby”.

Wiem, że często z nią śpiewasz i tańczysz.

Bo okazuje się, że wtedy wzmaga się aktywność mózgu. Potwierdza to mój mąż Jacek. Zajmuje się mózgiem zawodowo, bo bada interakcje między człowiekiem a komputerem na University of Texas at Austin. To on poradził mi, żebym śpiewała mamie, jeśli chcę, aby coś lepiej zapamiętała. I to skutkuje.

Co śpiewałaś mamie ostatnio?

Komunikat: „Mamusiu wrócę za godzinę”. Znajduję melodie dziecięcych piosenek, które mama kiedyś mi śpiewała, a ona przypomina sobie ich tekst i śpiewamy razem. Na przykład wiele radości sprawił jej wierszyk „Dobranoc, Magdalenko”, którego mnie uczyła w dzieciństwie. Cieszy się, że to jest coś jej znajomego, że to pamięta.

Poświęcasz mamie dużo czasu.

Mama poświęciła mi całe życie, a poza tym tego się tak nie kalkuluje – po prostu kocha się rodzica. I tyle.

Wielu odstawia bliskich starszych na boczny tor.

Zauważyłam, że kiedy ktoś starszy zaczyna mieć kłopoty z pamięcią, kojarzeniem, zaczyna schodzić na drugi plan. Uważa się bowiem, że i tak nie zrozumie, o co młodszym chodzi. A ja widzę, że docenianie starszego jest ważne. Na przykład to, że informuję moją mamę o wszystkim. Mówię jej: „Mamusiu, teraz idę do sklepu, tylko na 15 minut” albo: „Wybieram się na spotkanie z koleżanką na dwie godziny, to trochę dłużej”. Uspokaja ją to i widzę, że nie czuje się wykluczona, ale wie, że jest ważną częścią rodziny. Albo mówię jej: „Zaraz przyjdzie twój ukochany synuś, mój brat”. „Już się cieszę” – odpowiada. Kiedy zostawiamy mamę z opiekunkami, które nie za dużo z nią rozmawiają, od razu widać, że jej pamięć się pogarsza. Kiedy dużo do niej mówię, śpiewam, natychmiast widać poprawę. Bo trzeba cały czas aktywizować mózg, nie pozwalając mu zasnąć. Jednak najważniejsze jest, żeby mama czuła, że jest kochana.

Bo każde życie jest bezcenne.

To jest poza dyskusją! Podam przykład, który nie wymaga większego komentarza. Brat mojej babci Anny Sokołowskiej – dr Józef Kopicz, znany psychiatra, był przed wojną wicedyrektorem wielkiego kompleksu psychiatrycznego w Kocborowie. Kiedy wybuchła wojna, Niemcy zajęli miasto i szpital. Wtedy trwała już akcja T4, w ramach której hitlerowcy zarządzili eksterminację pacjentów szpitali psychiatrycznych. Wujek nie chciał wskazać im najciężej chorych, by nie wydać ich na śmierć, i za to został poddany torturom. Trafiłam na książkę, gdzie je opisano.

To musiała być wstrząsająca lektura.

To było coś makabrycznego, kiedy go wieszano na rękach związanych z tyłu, bito pasami zakończonymi kolcami, wylewano na niego wodę. W konsekwencji został zamordowany razem ze swoimi pacjentami w Lesie Szpęgawskim, a jego ciało zakopano w dole. Osoba, której udało się uciec z tej egzekucji, opowiadała, że do końca towarzyszył chorym, stał nad grobem spokojnie, z rękami skrzyżowanymi na piersiach, swoją postawą dodając innym sił.

Myślę, że Twój wujek wstąpił razem ze swoimi chorymi prosto do nieba.

Też mi się tak wydaje. Po wojnie do jego córki Ewy Kopicz, lekarki również specjalizującej się w psychiatrii, przyszedł Stanisław Lem, szukając inspiracji do napisania książki „Szpital przemienienia”.

Opowiedziałaś o kolejnym starszym człowieku, który inspiruje.

Bo starzy ludzie są piękni i mądrzy. Na przykład nieżyjąca już Jasia Jasińska, śpiewaczka lwowska, która przeszła cały szlak bojowy z armią gen. Andersa, potem była aktorką teatru Hemara w Londynie. Mam nagrany jej głos, zdjęcia i pamiętam jej dotyk, kiedy trzymała mnie za rękę i uśmiechając się, mówiła: „Ja jestem Jasia, a ty Joasia”. Spotkania z nią dodawały optymizmu. A miała wtedy prawie dziewięćdziesiąt lat. Bo człowiek się nie starzeje, kiedy ma jakąś pasję. Nieżyjący już architekt Jerzy Pilitowski, menedżer Teatru Polskiego w Toronto, który brał udział w powstaniu warszawskim, a potem walczył z armią gen. Andresa, powiedział mi pewnego razu, że najważniejsze w życiu jest mieć co kochać. I to jest moje życiowe motto. •

Joanna Sokołowska‑Gwizdka

pisarka, dziennikarka, od 2006 r. mieszka w USA. Założycielka i szefowa magazynu poświęconego polskiej kulturze poza krajem „Culture Avenue”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .