Baśń nie kłamie

Czy czytanie baśni może przygotować na przyjęcie Ewangelii?

Opowiadasz bajki – mówimy, gdy ktoś plecie bzdury, a niewiarygodne historie chcemy zwykle „między bajki włożyć”. Baśń stawiamy w hierarchii nieco wyżej od bajki, ale oba słowa wyrosły przecież z tego samego pnia, który kojarzymy z „bajaniem”, czyli gadaniem, ględzeniem, opowiadaniem niestworzonych rzeczy. Nawet Clive Staples Lewis, autor „Opowieści z Narnii”, którego trudno podejrzewać o lekceważący stosunek do tego gatunku, nazwał kiedyś mit i baśń kłamstwem. Rzecz miała miejsce pod koniec lat 20. ubiegłego wieku w oksfordzkim pubie The Eagle and Child, w którym młodzi wykładowcy rozprawiali o swoich literackich fascynacjach. Jednym z dyskutujących był wówczas John Ronald Reuel Tolkien, którego słowa Lewisa bardzo dotknęły. Swoją odpowiedź zawarł wkrótce w poemacie „Mythopoeia”, w którym pisał m.in.: „Serce człowieka nie składa się z kłamstw, ale przepełnia je mądrość Jedynego Mędrca, którego przywołuje w nieskończoność, by ocalił jego duszę skrzywdzoną przez zło…”.

Uświęcone legendy

Autor „Władcy Pierścieni” twierdził, że w mitach i baśniach objawia się najgłębsza prawda o świecie, wpisana w nasze serce przez samego Boga. Jego zdaniem jest to ta sama prawda, która została zawarta w Ewangelii, tyle że opowiedziana nieco inaczej. Twierdził, że baśń powinna mieć przesłanie ewangeliczne, nieść pocieszenie. „Niemal zaryzykowałbym twierdzenie, że każda baśń winna kończyć się szczęśliwie” – pisał.

Kiedy przyjrzymy się uważnie najbardziej znanym baśniom, zauważymy, że – przynajmniej na najbardziej podstawowym poziomie – większość z nich spełnia warunki postawione przez Tolkiena. Pogardzany Kopciuszek odkrywa przecież w sobie księżniczkę, a Brzydkie Kaczątko – pięknego łabędzia. Książę pocałunkiem przywraca Królewnę Śnieżkę do życia, natomiast Czerwony Kapturek wychodzi cało z brzucha wilka dzięki pomocy leśniczego. Z Ewangelią łączy te historie nie tylko szczęśliwe zakończenie, ale i dobra nowina o tym, że jesteśmy cenni w czyichś oczach; że ktoś interweniuje w naszej sprawie, ocala nasze pozornie przegrane życie, wydobywa z grobu.

Oczywiście z myśli Tolkiena nie wynika wcale, że wszyscy autorzy przekazywanych z pokolenia na pokolenie baśni chcieli świadomie, za pomocą fantastycznych obrazów, opowiedzieć historię zbawienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa. Chodzi raczej o to, że prawda o tym, jak kocha nas Bóg, jest głęboko zapisana w naszych sercach i ujawnia się sama, gdy z tego bogactwa uczciwie czerpiemy. „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta” – czytamy w Ewangelii (Łk 6,45).

Z zapałkami do nieba

Oznacza to jednak także, niestety, że możemy ów baśniowy przekaz zanieczyścić. I nie chodzi tu tylko o elementy okultystyczne, które spotykamy w niektórych współczesnych baśniach, np. w cyklu o Harrym Potterze. Również tradycyjne baśnie bywają okrutne. Znamienne, że te same historie mają w różnych wersjach baśni różne zakończenia. Na przykład bracia Grimm koncentrują się często nie tyle na zwycięstwie dobra, ile na ukaraniu zła. W ich „Czerwonym Kapturku” wilk umiera z powodu zaszytych w brzuchu kamieni, w „Kopciuszku” gołębie wydziobują oczy siostrom, a zła macocha musi tańczyć na weselu Królewny Śnieżki w rozżarzonych żelaznych butach, dopóki nie padnie martwa na ziemię. Nie ma tu więc miejsca na miłosierdzie – pojawia się tylko, co najwyżej, ludowe rozumienie sprawiedliwości.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg