Wspaniały facet

– Nigdy nie możemy być pewni, czy kiedyś los nie odwróci się właśnie od nas. Nie bądźmy obojętni, a dobro na pewno do nas powróci – mówi st. insp. Alfred Paplak.

Na zewnątrz jest coraz zimniej, a pandemia utrudnia funkcjonowanie stacjonarnych punktów pomocy potrzebującym. W tych trudnych warunkach Caritas Polska i warszawska Straż Miejska przygotowują się do kolejnej edycji akcji „Trochę ciepła dla bezdomnego”. Już po raz szósty zaangażowane w nią osoby pojadą z gorącymi posiłkami, kocami i śpiworami do tych, którzy utracili dom. W tym roku dostarczą im także opłatki wigilijne. Na Ulrychowie spotykamy się z człowiekiem, który od lat korzysta z ich pomocy. W tym czasie zdążył zaprzyjaźnić się ze strażnikiem miejskim, który poza jedzeniem i ubraniem przywozi mu także... książki.

Wszystko dla Gosi

Przekraczamy bramę dawnych ogrodów działkowych. Wzdłuż alei wyznaczonej rzędami drzew stoją małe domki. Wyglądają na opuszczone. Oprowadzający nas po tym terenie Alfred Paplak kieruje wzrok w lewo i wskazuje jeden z nich. – Pięć lat temu znalazłem tutaj dwoje ludzi, byli przykryci folią. Nie mogli spać w budynku, bo był kompletnie zniszczony. Zadzwoniłem do chłopaków z MONAR-u. W osiem godzin wyremontowaliśmy cały domek, wymieniliśmy podłogę, naprawiliśmy dach. Zamieszkali tutaj – opowiada.

Straż miejska co roku aktualizuje listę miejsc, w których przebywają osoby bezdomne. Pan Alfred tłumaczy, że funkcjonariusze robią to nie po to, aby uprzykrzać im życie, ale żeby pomóc. W opuszczonym ogrodzie przy ul. Jana Olbrachta przebywa obecnie pięć osób. Dwie z nich nie mieszkają tutaj na stałe, ciągle przemieszczają się z miejsca na miejsce. Pozostałe trzy próbują stworzyć sobie w tej przestrzeni namiastkę domu. Do tej drugiej grupy należy mieszkaniec działki, na którą właśnie wchodzimy. Mój wzrok przykuwa znajdująca się tuż przy drzwiach skromna kapliczka: na półce stoją figurka Maryi i kosz z kwiatami, na ścianie wisi krzyż. – Ma już ładnych parę lat, jest zniszczona, powinienem przeprowadzić małą renowację. Gosia mnie poprosiła, to zrobiłem. Dla niej mogłem zrobić wszystko – mówi gospodarz tego miejsca, pan Kazio.

Gosia była jego życiową partnerką. We dwoje jakoś dawali radę, było raźniej i lżej. On spełniał jej małe marzenia: najpierw o kapliczce, a później o karmniku dla ptaków. Ona potrafiła wszystko załatwić: chodziła do urzędów, odbierała listy z poczty, robiła zakupy. Zmarła ponad pięć lat temu. – Zostałem sam, ale pogodziłem się z tym. Na szczęście mam pana Fredka, to wspaniały facet – mówi pan Kazio. – I vice versa! – odpowiada zza furtki pan Alfred.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg