To może być trudny rok

– Większość uczniów wraca do szkoły w gorszej kondycji fizycznej i w wielu wypadkach psychicznej – mówi prof. Sylwia Jaskulska.

Jakub Jałowiczor: Czy dzieci jednocześnie boją się powrotu do stacjonarnej szkoły i tęsknią za nią?

Prof. Sylwia Jaskulska: Z naszego badania, przeprowadzonego po roku zdalnego nauczania, wynika, że połowa uczniów od czwartej klasy podstawówki do końca szkoły średniej lubi naukę przez internet. Prawie połowa chciałaby, żeby po powrocie do szkoły było trochę zajęć hybrydowych zdalnych (nauka hybrydowa). Dlaczego tak jest, możemy dopowiadać na podstawie innych źródeł. Są powody pozytywne: było łatwiej, nie trzeba było wstawać wcześnie. Są też negatywne: jeśli dziecko już przed pandemią miało trudności w relacjach z rówieśnikami, to po tak długiej przerwie lęk przed spotkaniem może być ogromny. Takim dzieciom podoba się zdalne nauczanie, bo jest bezpieczniejsze, ale to nie jest dobre dla ich rozwoju. Dzieci powinny być w grupie, nawet doświadczać trudności. Jeśli ktoś zamknął się w domu, nie tylko dosłownie, ale też w przenośni, i przestał kontaktować się z koleżankami i kolegami, to jest to zagrożenie dla dobrostanu psychicznego.

Skąd bierze się tęsknota za szkołą?

Tu znów powody są różne. Niektóre dzieci tęsknią za rówieśnikami, za byciem z ludźmi. Dla innych edukacja zdalna była trudna. Nie wszyscy mają przecież tak samo dobry dostęp do internetu i dobrego sprzętu, niektórym brakuje miejsca w domu. Widzimy też w badaniach, że rosną różnice między uczniami. Niektórzy nie mają w domu nawet ciepłego posiłku i nikogo, kto się o nich zatroszczy. Te osoby dostawały w szkole jakąś opiekę. Doświadczenia tych dzieci z czasu najbardziej restrykcyjnego lockdownu, kiedy prawie nie można było wychodzić z domu, są znacznie gorsze niż pozostałych.

Mniej tęsknią ci, którzy zaczęli mieć lepsze stopnie?

Znów przywołam nasze badania. Co drugi uczeń mówi, że znacznie mniej angażował się w naukę. 60 proc. twierdzi, że widziało, że mniej angażowali się koledzy i koleżanki. Jednocześnie u 30 proc. osób wyniki szkolne się poprawiły. Wiemy też, że wyniki różnych konkursów były dużo lepsze, uczniowie kombinowali, czasem rodzice pomagali. Takie informacje docierały do nas raz po raz. A jeśli chodzi o wyniki szkolne, być może też nauczyciele obniżali wymagania, zakładając, że skoro uczymy zdalnie, nie powinniśmy dokładać dzieciakom problemów. Przy mniejszym zaangażowaniu podnosiły się więc mierzalne osiągnięcia, a to jest bardzo niebezpieczne, źle wpływa na motywację. Warto na to zwrócić uwagę, kiedy uczniowie wrócą do szkoły – miejmy nadzieję, że na stałe. Ważna będzie praca nad motywacją.

To oznacza, że poziom nauczania się obniżył?

To, że warunki domowe sprzyjały uzyskiwaniu lepszych ocen, nie musi oznaczać niższego poziomu nauczania. W naszym badaniu uczniowie dostrzegali niższe zaangażowanie, ale nie niskie zaangażowanie nauczycieli i nauczycielek. Zatem przyczyna nie leży w obniżeniu jakości pracy. Można było przypuszczać, że lekcje wychowawcze w ogóle w takich warunkach nie będą się odbywały. Tymczasem prawie 70 proc. badanych napisało, że osobą, na którą mogli liczyć, był wychowawca. To do niego zwracali się o pomoc, nie tylko w sprawach związanych z nauką. Z rozmów wiem, że jeśli nauczyciele organizowali dyżury telefoniczne dla uczniów, spodziewali się, że zadzwoni może jedna osoba na dwa tygodnie. Okazywało się, że telefon dzwonił cały czas. Dzieci opowiadały o swoich problemach. Praca wychowawcza i nauczanie nie były więc niższej jakości, ale zupełnie inne.

Dzwoniący telefon to chyba też objaw nawarstwienia się problemów u uczniów.

Na pewno. Uczniowie w badaniu sami podają, że ich stan zdrowia się pogorszył. Pytaliśmy o to wprost. Chodziło głównie o zdrowie fizyczne, jednak przekłada się to także na psychikę. Zdecydowana większość spędzała na nauce przed komputerem przynajmniej 5 godzin, a spora część ponad 8 godzin dziennie. Do tego nie zmienili sposobu wykorzystywania czasu wolnego, a nastolatki w większości spędzają go przed ekranem. Dodali sobie więc 8 godzin nauki. To musi wpływać na stan zdrowia i samopoczucie. Nowe technologie nie są złe, bez nich nic byśmy w tym roku nie mogli zrobić. Jednak wszystko jest niedobre, kiedy bywa źle używane albo kiedy jest tego za dużo. Na pewno większość uczniów wraca do szkoły w gorszej kondycji fizycznej i w wielu wypadkach psychicznej.

Czy uczniowie nadrabiali brak kontaktu z kolegami?

Respondenci mówią, że widzą negatywne zmiany w relacjach. Bardziej z rówieśnikami niż z rodzicami. Pewnie w dużej mierze chodzi o czas spędzany razem – było go mniej. Kontakt nie musi zawsze być bezpośredni, ludzie utrzymują relacje, chociaż się nie widują. Ale czy w taki sposób swoje przyjaźnie i znajomości są w stanie realizować na przykład młodsze dzieci? Jest to trudne.

Co się stanie, jeśli we wrześniu dzieci wrócą nie do szkół, ale przed komputery?

To zależy od tego, czy wyciągamy wnioski z tego, co się dzieje. Z innych naszych badań wynika, że słaba jest organizacja pomocy psychologicznej w szkołach. 21 proc. uczniów nawet nie wie, czy w ich szkole pracuje psycholog szkolny. Jeśli miałyby wrócić lekcje przez internet – bez nowych rozwiązań nie w sferze nauczania, ale wychowawczej i pomocy – to mój optymizm się kończy. Myślę, że kolejny rok wymagałby od nas, dorosłych, zdecydowanych działań: tworzenia sieci wsparcia dla zdrowia dzieci – fizycznego (są to takie najprostsze sprawy jak ruch dzieci na świeżym powietrzu) i psychicznego, dla ich poczucia bezpieczeństwa. Wielu z nich miało problemy w tych sferach. Bez solidnego wsparcia może być to dla nich trudny rok.•

Sylwia Jaskulska

profesor Wydziału Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, kierowniczka badania „Jak zmieniła się szkoła w czasie pandemii COVID-19? Doświadczenia uczniów i uczennic”, przeprowadzonego przez firmę Vulcan i naukowców UAM.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama