Zabawki nie mylić z zabawiaczem. To nie jest przedmiot, za który kupujemy 10 minut spokoju. Zabawka niby lekką jest, a tak naprawdę… to przedmiot wagi ciężkiej. Rodzicu, pomyśl, zanim kupisz!
Podobnego zdania są Anna i Janusz Wardakowie, rodzice siedmiorga dzieci, współtwórcy Akademii Familijnej, nowoczesnej szkoły dla rodziców. – Mamy kilka prostych zasad, których się trzymamy, a które pomagają dzieciom w mądrej zabawie.
Wardakowie nie kupują wielu zabawek. Dzieci dostają prezenty dwa razy do roku: na urodziny i Boże Narodzenie. – Dostają wtedy porządne firmowe zabawki, które ani się szybko nie znudzą, ani nie zepsują – mówi Anna.
– Według nas, każde dziecko powinno mieć tyle zabawek, ile może samodzielnie sprzątnąć – dopowiada Janusz. – To uczy od razu odpowiedzialności i szacunku do przedmiotów. Gdy zabawek są góry, dzieci i tak się nimi nie bawią. Tylko przerzucają z kąta w kąt.
Ale najważniejsze, według Anny i Janusza, jest bycie z dzieckiem: – Co z tego, że kupię córce piękną kuchenkę dla lalek, jeśli nie nauczę jej bawić się nią? Starajmy się spędzać z dziećmi czas, uczyć zabawy.
Ks. Nowosielski: – Wydaje mi się, że jeśli rodzice naprawdę dbają o dziecko, czyli po prostu towarzyszą mu w rozwoju, dziecku nie grozi jakieś szczególne niebezpieczeństwo ze strony najgorszej nawet zabawki…
Współczesna pedagogika stawia na prostotę, grę wyobraźni, uczenie kreatywności. Czyli tworzenie własnych zabawek, wymyślanie, wyobrażanie… Kijek i sznurek, patyk i kartka szeleszczącego papieru może być wszystkim, czym zechce dziecko. Drewniane, nawet toporne, klocki mogą też przybierać najróżniejsze formy. A drogie klocki z zestawu nr 123, zawsze pozostaną zestawem 123.
artykuł z numeru 33/2007 Gościa Niedzielnego
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |