Czym się bawić?

Zabawki nie mylić z zabawiaczem. To nie jest przedmiot, za który kupujemy 10 minut spokoju. Zabawka niby lekką jest, a tak naprawdę… to przedmiot wagi ciężkiej. Rodzicu, pomyśl, zanim kupisz!

Jeśli zabawka jest dla dziecka odpowiednia, rozbudza jego aktywność intelektualną i zainteresowania, pozytywnie wpływa na rozwój mowy, motorykę, manipulację. Pozytywnie kształtuje rozwój emocjonalny dziecka, rozwija wyobraźnię i poczucie estetyki. Wyrabia też samodzielność i wytrwałość w przezwyciężaniu trudności, rozwija koordynację wzrokowo-ruchową. Jeśli zabawka jest zabawką, a nie zabawiaczem, kształtuje umiejętności i sprawności dziecka, pobudza jego aktywność poznawczą, twórczą, ruchową. Jednym słowem wspomaga społeczny i emocjonalny rozwój malucha. Zabawkowy diablik tkwi w szczegółach, a w zasadzie w jednym słowie: „jeśli”. Szacuje się, że blisko 40 proc. dostępnych zabawek nie spełnia norm bezpieczeństwa. Walorów estetycznych i intelektualnych ogromnej części zabawek oszacować się nie da.

Pluszowe niebezpieczeństwo

Co jakiś czas media informują: taka to a taka zabawka jest niebezpieczna dla zdrowia lub życia dziecka. A to wodne yo-yo, które groziło uduszeniem, a to pistolety na kulki. Zdarzają się i plastikowe cudeńka dla najmłodszych z ołowiem przekraczającym wszelkie normy. Warto wiedzieć, że ołów w rękach dziecka to w efekcie zaburzony rozwój fizyczny i intelektualny.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów od lat tropi zabawki niespełniające norm bezpieczeństwa. Inspekcja Handlowa cztery razy do roku przeprowadza badania zabawek. Inspektorzy organoleptycznie oceniają, czy wypadające pluszowemu misiowi oko może zrobić krzywdę.

– Z jednej strony świadomość producentów i dystrybutorów zabawek rośnie: część z nich zdaje sobie doskonale sprawę z grożącej im odpowiedzialności. Z drugiej jednak ilość niebezpiecznych zabawek od lat się nie zmienia – mówi Dariusz Łomowski z Departamentu Nadzoru Rynku UOKiK. – Według naszych corocznych szacunków, od 35 do 40 proc. zabawek nie spełnia kryteriów bezpieczeństwa.

Część tych zabawek nie ma instrukcji użytkowania (koniecznie po polsku), inne nie zawierają ostrzeżeń o ewentualnych zagrożeniach. Na opakowaniach jeszcze innych próżno szukać informacji o producencie czy dystrybutorze. Wbrew pozorom brak tych informacji jest bardzo poważnym błędem.

Dariusz Łomowski: – Konsument musi wiedzieć, skąd pochodzi zabawka. Jeśli produkt jest wadliwy lub co gorsza bawiącemu się zabawką dziecku stała się krzywda, mamy prawo wiedzieć, kto jest za zabawkę odpowiedzialny. Oprócz odpowiedzialności handlowej, którą poniesie producent, zawsze możemy dochodzić swoich praw na drodze postępowania cywilnego.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.