Kolorowy świat Wanesski

Maluje akwarelami – pędzlem, sznurkiem, patyczkiem albo palcami. Kreuje radość.

Rodzina mieszka w niewielkiej miejscowości Lipka, w Wielkopolsce. Mama, tata i trójka dzieci: Alan ma 10 lat, Danusia nieco ponad 3, a Wanesska 12. Wszystkie dzieci kochane, wyczekane i wytęsknione. I pełne pasji, umiejętności, wszelkiego dobra. Wszystkie z niepełną sprawnością. – Cała trójka jest urodzona serduszkiem – mówi mama dzieci Karolina Bąkowska.

Niedawno świat poznał Wanesskę. Malarkę, która lekko skośnymi oczami widzi kolorowiej i więcej. Na tyle szeroko i wyraźnie, by napisać list do... królowej Elżbiety II. I dostać odpowiedź!

Terapia pędzlem

Wanesska malowała chyba od zawsze. Gryzmoliła, kolorowała po swojemu, a farby i pędzle były dla małej dziewczynki najlepszymi przyjaciółmi. – W domu były niezliczone ilości ryz papieru, kredek, wszelkich przyborów do prac plastycznych, a córka czerpała z tych zasobów pełną garścią. Robiąc przy tym nieziemski bałagan. I to jej zostało – śmieje się mama Karolina. – Od początku garnęła się do malowania, kreślenia, mazania. Jak to bywa u dzieci z zespołem Downa, dość długo nie mówiła. Gdy miała cztery lata, terapeuci zalecili prace plastyczne, klejenie, lepienie, wycinanie jako metodę stymulacji ośrodka mowy. Wanesska z radością w ten sposób trenowała. I kształciła mowę, i szlifowała swój wielki talent. Chociaż wtedy jeszcze nie malowała obrazów.

Mijały lata. Wanesska nauczyła się mówić, doskonale radziła sobie najpierw w przedszkolu, a potem w szkole podstawowej. – Mieszkaliśmy razem z moją schorowaną mamą. Dzieci ogromnie kochały babcię, a babcia wnuczęta. Cztery lata temu moja mama zmarła. Dla Wanesski był to trudny czas, bo była z babcią mocno związana. Córka tęskniła i cierpiała. W końcu, chyba rok po śmierci babci, namalowała pierwszy obraz. Gdy dostała płótno i farby akrylowe, sama z siebie, w zasadzie nie znając zasad malowania akrylem, stworzyła pierwsze dzieło. Byliśmy pewni, że w ten sposób siebie wyraziła, może ukoiła ból, zamknęła żałobę. I że... więcej obrazów nie będzie, że na tym się skończy – wspomina pani Karolina.

Stało się jednak inaczej. Po pierwszym obrazie dziewczyna namalowała drugi, trzeci, siódmy i dziesiąty. W cztery lata powstało ich ponad 150.

Sercem malowane

Wanessa maluje nie wtedy, gdy musi, ale wtedy, gdy chce, gdy czuje, gdy jest dla niej odpowiedni moment do tworzenia. Powstają obrazy malowane nie tyle akrylem, ile... sercem. Wrażliwość nastolatki jest ogromna. Gdy czuje, gdy przeżywa, gdy widzi – prędzej czy później wszystko to zostaje uwiecznione na płótnie. – Wanesska jest samoukiem. Zastanawialiśmy się nawet nad nauczycielem malarstwa, ale nie chcielibyśmy, by córka się zraziła. By to, co wypływa z serca, nie stało się przymusem czy jakimś działaniem sformalizowanym. Wanesska przymusu nie lubi i mogłaby przestać malować. Lepiej więc, by robiła to tak, jak serce i intuicja podpowiadają. Czasem jedynie podpatruje techniki, oglądając filmiki w internecie. Interesuje się wszystkim, co związane jest z malowaniem. Jednak nie jest to w żaden sposób narzucone czy schematyczne. Ona kocha to robić, więc działa. Bez jakiegokolwiek przymusu. Uzewnętrznia swoje uczucia w pracach – w ten sposób porządkuje swoje emocje i przekazuje nam, odbiorcom.

Zdarza się, że po prostu siada i maluje – albo nie maluje całymi dniami, długimi tygodniami, jakby czekając na wenę. Gdy ta przychodzi, dziewczyna rzuca wszystko i maluje. Bywa, że w ciągu tygodnia zamalowuje kilka płócien. Używa farb akrylowych, bo na farbę olejną i terpentynę jest uczulona.

– Zwykle ta jej wena przychodzi w najmniej dla mnie komfortowych sytuacjach – śmieje się mama. – Gdy dużo się w domu dzieje, gdy trzeba wiele spraw załatwić, Wanesska nagle łapie za pędzel i działa. Lubi też pracować wieczorami, gdy rodzeństwo już śpi, w domu jest cisza i spokój. Ona maluje, robi przy tym sporo rwetesu, a ja potem sprzątam. Taki tu podział obowiązków.

Dziewczyna maluje tak niemal wszystko. Cały świat przelewa na płótno, bo cały świat jest przecież ciekawy i warto go poznać głębiej. Pomysły ma niesamowite. Najpierw na płótnie pojawia się... kolorowe nie wiadomo co. Plamki, ciapki, łatki, które pod sprawnymi palcami dziewczyny przerodzą się w przepiękne światy, wszechświaty, kwiaty i kosmos... – Córka wyjątkowo lubi kwieciste pejzaże, w ogóle przyrodę – mówi pani Karolina. – Bywa, że gdy Wanesska jest smutna, uzewnętrznia to, co czuje, w pracach. Niedawno umarł jej ulubiony nauczyciel WF-u, pan Przemek. Namalowała dla niego... tańczące kwiaty.

Wanesska chodzi do szkoły publicznej. Jest też pod stałą opieką terapeutów. – Staramy się, by wszystkie nasze dzieci były w przyszłości samodzielne, aktywne i potrafiły sobie poradzić wtedy, gdy nas – rodziców – zabraknie – mówi mama Karolina. – Dlatego są stale rehabilitowane, objęte opieką pedagoga, psychologa, logopedy. Jeżdżą na koniach, pływają, chodzą po górach, Wanesska uczy się też tańca. Mam nadzieję, że to wszystko sprawi, że za kilkanaście, kilkadziesiąt lat dadzą sobie radę jako dorośli ludzie, że nie trafią do DPS-u...

Ale pani Karolina ma też inny cel: pokazanie wszystkim niedowiarkom, właśnie poprzez obrazy córki, że osoby z niepełną sprawnością to po prostu świetni ludzie. I tak jak reszta społeczeństwa mają marzenia, pragnienia, chcą je realizować. – Dlatego zgodziłam się, by Wanesska miała swój profil w mediach społecznościowych – „Wanesska i jej bonusie” oraz „Obrazy malowane sercem”, by pokazywała publicznie swoje prace. Cieszą nas każdy lajk i komentarz pod jej pracami. To są małe kroki ku temu, by osoby z dysfunkcjami były w pełni akceptowane przez sąsiadów, znajomych, w środowiskach, w których mieszkają i pracują.

Pani Karolina dodaje, że przecież... każdy z nas ma jakąś dysfunkcję. Od zespołu Downa, przez słabszy wzrok i słuch, i przeróżne problemy zdrowotne. Nie ma ludzi idealnych.

List do królowej

Wanesska ma jeszcze jedną pasję: uwielbia historie o księżniczkach, królowych, pięknych dworach, koronowanych głowach i damach w pięknych sukniach. Interesuje się też od dawna dworem brytyjskim. – Wielokrotnie mówiła, że pojedzie do Wielkiej Brytanii zobaczyć królewski dwór, poznać Elżbietę II. Trochę patrzyłam na to z pobłażaniem, trochę z przymrużeniem oka. Ale jak Wanessa sobie coś postanowi, to działa. Dla niej słowo „niemożliwe” nie istnieje. Jest tak... mądrze uparta. Jeśli czegoś chce, po prostu do tego dąży.

Wymyśliła, że napisze list do królowej! Ona, dziewczynka – malarka, z zespołem Downa – napisze do koronowanej głowy. Napisała po polsku. Poprosiła mamę o przetłumaczenie, mama zaprzyjaźnioną nauczycielkę. I powstał list: „Wasza Wysokość, mam na imię Wanessa i mam 12 lat. Mieszkam w Polsce, w małej miejscowości Lipka. Mam wspaniałych nauczycieli i wielu przyjaciół. Mam mamę Karolinę, tatę Rafała, brata Alana i siostrę Nutkę. Bardzo ich kocham. Jestem osobą z niepełnosprawnością z zespołem Downa. Pomimo tego maluję obrazy. Chciałabym podarować jeden z nich Waszej Wysokości. Tytuł tego obrazu to »Ziemia«. Pozdrowienia z Polski” – napisała Wanessa. I dołączyła swoją pracę. Całość została wysłana pocztą. Adresat: Elżbieta II, adres: Pałac Buckingham.

List trafił do królowej, ale i... dowiedział się o nim cały świat. Historia o polskiej malarce i jej podarunku dla królowej obiegła media od Bliskiego poprzez Daleki Wschód, Europę, USA i Kanadę. – Po trzech tygodniach w skrzynce znaleźliśmy odpowiedź od królowej. Ależ to był pisk radości – uśmiecha się pani Karolina. – Nie spodziewaliśmy się tego. Królowa podziękowała córce za serce i wysiłek. Doceniła Wanesskę. Dzięki temu również być może udało się obalić w niektórych głowach stereotypy na temat ludzi z zespołem Downa.

A Wanesska dodaje: – Spełniło się moje marzenie. Byłam w ten sposób u królowej.

Wystawa

Mimo szumu i medialnego zainteresowania Wanesska jest nadal sobą: sympatyczną nastolatką z pasją. Dziewczyną skromną i pokorną. – Zaręczam, że jej woda sodowa nie uderzy do głowy – mówi mama. – Ona dzieli się swoją pasją, ale na własnych warunkach. Celebrytką nie zostanie.

Pani Karolina i Wanesska zapraszają też wszystkich na wernisaż do Warszawy, między 6 a 10 października, do Atlas Tower w Alejach Jerozolimskich – przy Niewidzialnej Wystawie. Będzie możliwość zakupu prac dziewczynki. Dochód zostanie przeznaczony na rehabilitację rodzeństwa Bąkowskich.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama