Moją karierą są dzieci

Mają po pięcioro, ośmioro, a nawet dziesięcioro dzieci. Mieszkają w Berlinie. Wbrew powszechnej opinii na temat rodzin wielodzietnych, nie są ani biedni, ani niewykształceni.

W 1963 roku John Fitzgerald Kennedy, 35. prezydent USA, powiedział o sobie: „jestem berlińczykiem”. Kennedy miał dwoje rodzeństwa i tym wyróżniał się spośród berlińczyków. Nawet dziś posiadanie więcej niż jednego albo dwojga dzieci uchodzi tu za objaw dziwactwa albo luksusu. Mimo to nietrudno spotkać w Berlinie rodziny z piątką, ósemką, a nawet dwunastką dzieci. Najwięcej z nich to obcokrajowcy. Niemcy wielodzietni stanowią kilkadziesiąt procent. Wbrew powszechnie panującej opinii, nie są to ludzie biedni i niewykształceni.

Dzieci Kościoła

Bazylika św. Jana w Berlinie. Siedzibę ma tutaj Polska Misja Katolicka, przy której działa trzynaście różnych wspólnot i organizacji. Jedna z nich ma swoją Mszę św. w każdą środę rano. Przewodniczy jej ks. Ulrich Kotzur, proboszcz parafii św. Bonifacego. Ks. Kotzur uważa, że wiara jest bardzo ważna w życiu wielodzietnych rodzin w jego parafii. – Dziś około 30 procent kobiet w Niemczech nie chce mieć dzieci. Raz powodem jest pęd do kariery, innym razem poszukiwanie odpowiedniego partnera. Czasem przyjęty system wartości jest zupełnie inny od tego, jaki dyktuje Biblia. Wtedy na dziecko nie ma już miejsca. Pogłębianie wiary może to odwrócić, i o to także staramy się w naszej parafii – zapewnia ks. Kotzur.

Wśród rodzin przez czterdzieści lat pracował niemiecki jezuita, ojciec Hubertus Tomek. Dziś jest jedną z głównych postaci Chrześcijańskiej Szkoły Wiary i Życia św. Ignacego w Berlinie. – Z rodzinami wielodzietnymi w Berlinie spotykałem się wcześniej w neokatechumenacie. Ale nie było ich wiele – wspomina ojciec Tomek. Dlaczego? Trudno jest walczyć z klimatem walki o dobrobyt, o przestrzeń dla siebie, o prawo do korzystania z życia. Tym bardziej że – jak ocenia ojciec Hubertus Tomek – taka sytuacja panuje nie tylko w Niemczech czy we Francji. Podobnie jest w Azji i w Ameryce Południowej. – Społeczeństwa się starzeją, dzieci przybywa niewiele. Mimo to nie sądzę, że przyszłość to świat wielodzietnych nędzarzy na Południu i samotnych bogaczy na Północy. Myślę, że za mało dostrzegamy w tym wszystkim elementów Bożego planu – zwraca uwagę ojciec Tomek.

Biblia, Jezus, dzieci

Państwo Söllner zajmują obszerne mieszkanie na ostatnim piętrze kamienicy w berlińskiej dzielnicy Tempelhof-Schöneberg. Mają dziesięcioro dzieci – pięć córek i pięciu synów. Willem Söllner jest urzędnikiem. Jego żona, Magdalene, jest z wykształcenia przedszkolanką. Obecnie nie pracuje zawodowo. – Dlaczego mamy tyle dzieci? Czy zna pan tę książkę? – odpowiada Willem Söllner, kładąc na stole Biblię. – To centrum naszej rodziny. Tu przeczytałem, że dzieci to dar, a nie dopust Boży – dodaje z uśmiechem.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.