Wybierz sobie płeć

– Piękne dziecko! Chłopak czy dziewczynka? – Jak dorośnie, samo zdecyduje… Kiepski dowcip? Nie tylko. Również dobrze opłacany kierunek kształcenia „genderowego” pokolenia.

Francuscy licealiści na tegorocznych zajęciach z biologii przejdą inicjację seksualną. Nie, nie – nie o TO chodzi. Ściślej rzecz ujmując, będzie to raczej inicjacja genderowa, a nie seksualna. Otóż młodzi Francuzi dowiedzą się, że płeć biologiczna (ang. sex) to nie to samo, co płeć kulturowa (ang. gender). W ręce licealistów trafiły podręczniki, które nauczą ich, że różnice między kobietami i mężczyznami nie są czymś trwałym i zdeterminowanym biologicznie, tylko wynikają z kontekstu kulturowego. „Nie urodziłaś się kobietą! Oni cię nią uczynili! Nie rodzisz się mężczyzną; jesteś nim uczyniony!”. Te znamienne słowa prorokini teorii gender, Simone de Beauvoir, idealnie oddają jej istotę. Oprócz Beauvoir podwaliny dla „genderyzacji” stworzyła amerykańska antropolog kultury Margaret Mead, która twierdziła, że płeć należy wiązać bardziej z kulturą niż z biologią, a dzieci w momencie narodzin są właściwie… obojnakami.

I wszystko byłoby może i śmieszne, gdyby nie fakt, że ideologia ubrała się w szaty naukowe i od lat skutecznie zatruwa uniwersytety na całym świecie. Obecność w podręcznikach we Francji to żadna nowość: tzw. gender studies mają się świetnie głównie na uczelniach wyższych praktycznie w całym świecie zachodnim, przede wszystkim w USA, ale też w Unii Europejskiej, w tym w Polsce. Na badania genderowe przeznacza się pieniądze na tyle duże, że wielu naukowców postanowiło poświęcić racjonalizm i podstawy logiki na ołtarzu dochodowej ideologii.

Kultura naturalna

Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku antropologia filozoficzna miała ręce i nogi, tzn. spełniała wymogi metodologiczne nauki. Płeć rozumiana była jako pewne wrodzone cechy, które determinują tożsamość człowieka jako mężczyzny lub kobiety, mają też wpływ na role, jakie podejmują. Oczywiście role zmieniają się w zależności od czasu i kultury, w jakich żyjemy. Ten relatywizm kulturowy jest niezbędny w rozumieniu historii ludzkości: każdy jest przecież dzieckiem swojej epoki, nawet jeśli w jakiś sposób ją wyprzedza lub, przeciwnie, za nią nie nadąża. Jednak relatywizm kulturowy nie musi oznaczać relatywizmu tożsamości. To znaczy nawet zmieniające się role społeczne kobiety i mężczyzny i tzw. płeć kulturowa (gender) nie są czymś niezależnym od płci biologicznej (sex). Pierwsze ruchy emancypacyjne kobiet, słusznie postulując zniesienie nierówności choćby w prawie do głosowania czy dostępie do różnych zawodów, wcale nie negowały relacji między naturą a kulturą. Domagając się równouprawnienia w wielu dziedzinach życia społecznego, nie negowały swojej kobiecości.

Marksizm-feminizm

Dopiero lata 50 ub., wieku a przede wszystkim dwie następne dekady przyniosły radykalizację ruchów feministycznych. Upraszczając, można powiedzieć, że celem gender-rewolucji stało się obalenie stereotypów związanych z męskością i kobiecością i „naukowe” udowodnienie, że zarówno tożsamość płciowa kobiety oraz mężczyzny, jak i (w konsekwencji) orientacja heteroseksualna są zależne od uwarunkowań społecznych, a nie naturalnych. Zatem miłość macierzyńska to kulturowa naleciałość, a nie wpisana w naturę kobiety cecha. To m.in. posłużyło promotorom nieograniczonego dostępu do aborcji i antykoncepcji. Radykalizm nowego feminizmu polegał na tym, że nie chodziło już tylko o zniesienie nierówności społecznej między kobietami i mężczyznami, ale o zlikwidowanie wszelkich różnic między płciami. To pochodna marksizmu-leninizmu: tam była mowa o walce klas w sensie ekonomicznym, tutaj – o walce klas płciowych. Alison Jagger (chyba kobieta), jedna z ikon amerykańskiego feminizmu, nazwijmy to, komunistycznego, mówiła wprost, że celem rewolucji klas płciowych powinno być zniesienie rodziny biologicznej.

Rewolucje napędzane ideologią mają to do siebie, że wychodząc od absurdu, w jeszcze większy absurd same się zapędzają. Pytanie tylko, jak to możliwe, że postulaty o charakterze publicystycznym (czy też ocierającym się o science fiction) awansowały do miana teorii naukowej, wykładanej z bardzo poważnymi minami przez utytułowanych profesorów na całym świecie?

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • Deadniggastorage
    16.09.2011 17:57
    Szkoda tych ludzi, którym zamiast nauki wciska się bzdury o Bogu...
  • frog1
    16.09.2011 20:13
    @Technik
    Widocznie ta biedna dziewczynka miała już mózg wyprany przez złe feministki i nie rozumiała, że przyrodzona niewiastom natura nakazuje wybór różowego lusterka zamiast niebieskiego samochodziku :)

    Co do artykułu, to cały ten dość obszerny tekst można krótko streścić okrzykiem: "horrendum!"
    Autor bowiem z wielkim żarem przekonuje, że koncepcja wpływu kultury na różnice w zachowaniach mężczyzn i kobiet jest błędna, nie podając argumentów (poza ostatnim zdaniem, gdzie ogólnikowo wspomina o odmienności mózgów, bez wyjaśnienia, co to za różnice i o czym konkretnie decydują).

    W tekst zostały też wplecione trywialne insynuacje, że to wszystko spisek (naukowcy się boją), a w ogóle to chodzi o pieniądze.

    Stwierdzenie, że studia nad kulturą nie są żadną nauką, podważa wartość wszelkich dziedzin humanistycznych a także teologii.
    Określenie Ingeborg Bachmann słowem "niejaka" świadczy chyba o pewnej ignorancji w dziedzinie literatury...
  • rob
    18.09.2011 08:00
    Zastanawiam się skąd taka aktywność lewackich operatorów, nawet na forach GN.
    1. Albo katolicy są tak bierni, że nie włączają się w aktywne życie społeczne
    2. Albo Polacy mają już tak przefalcowane mózgi przez lewacką propagandę, że nie potrafią przeczytać ze zrozumieniem artykułu.
    3. System powstał niestety z wypaczeń na łonie katolicyzmu, gdzie w początkach kobieta została wywyższona, a do XIX wieku zamknięto ją de facto w kuchni
    4. Brak jest w Polsce instytucji, która mobilizowałaby chrześcijan do aktywnej działalności społecznej - jak widać z artykułu - potrzebne do tego piniądze. Moim zdaniem dziś lepiej byłoby je wykorzystać na tworzenie studiów, jak wyżej, zamiast budowaia kościołów, bo pustoszeją
    5. Cieszę, że że jest GN i wiara.pl, gdzie jest trochę normalności, ale to zbyt mało, aby trafić do środowisk poza katolickich
    6. Sądzę, że ci lewaccy operatorzy aktywni są za pieniądze
  • komentaror
    06.10.2011 15:20
    Według meni gender to bardzo przydatne pojęcie, nie jest to coś co możmy zdecydowac by istniało czy nie. Gender to po prostu zestaw wyobrażeń na temat męskości i kobiecości. I w każdym społeczeństwie takie istnieje. Gender może nam pomóc zrozumieć do jakiego stopnia to co robimy jest tak naprawdę zależne od tego czego inni oczekują od kobiet i meżczyzn, a w jakim od nas samych. przykłady: W jakim stopniu nie poszłam na politechnikę, dlatego że nie umiem matematyki a w jakim dlatego, że to nie są studia dla kobiet? Czy nie chodzę na spacery z wózkiem tylko dlatego że boję się ze koledzy wyśmieją mnie czy nazwą mięczakiem, kiedy tak naprawde chciałbym mieć bliższą relację z moim dzieckiem? Gender może nas ograniczać, ale nie musi. Niektórzy dobrze czują się w tradycyjnych rolach, inni lepiej w nietradycyjnych. Wybór natomiast powinnyśmy zostawic tym osobom, a nie piętnować je za to iż nie sa "prawdziwymi" mężczyznami czy kobietami.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.