Kryzys rodziny to wymysł!

Czwartkowe popołudnie VII Światowego Spotkania Rodzin minęło niezwykle szybko i intensywnie.

10 tysięcy uczestników kongresu teologicznego o rodzinie rozjechało się do różnych zakątków lombardzkiej diecezji. Do Bergamo pojechali ci, którzy chcieli wziąć udział w debacie o przyszłości i perspektywach pracy dla młodzieży. W Pavii spotkali się wokół tematu o pracy kobiety i godzeniu jej z życiem rodzinnym. W Como, nad pięknym jeziorem dyskutowano o sensie wypoczynku, zabawy, turystyce rodzinnej. My wsiedliśmy do autokaru do Varese. 60 km od Mediolanu pokonaliśmy w atmosferze argentyńskich śpiewów, oklasków. W naszym autokarze grupa 30 osób z Ameryki Południowej jechała do drugiego co do liczby wiernych i kościołów mediolańskiej diecezji miasta by wysłuchać świadectwa swojego rodaka, Javiera Zanettiego i jego rodziny.

Kapitan klubu piłkarskiego Inter w Mediolanie, z zoną, niestety za pośrednictwem telebimu (właśnie urodziło im się trzecie dziecko) mówili o swoim doświadczeniu małżeńskiego życia. „W każdą niedzielę idziemy razem do Kościoła – mówił Zanetti – bez rozmowy z Bogiem nasze życie byłoby ubogie”. Młodziutki piłkarz jest mocno wierzący, dzięki jego postawie jeden z klubowych kolegów z Interu przyjął chrzest. Z Argentyny do Mediolanu przyjechał z całą rodziną. „Nie mogliśmy zostawić rodziców i dziadków. Nie wyobrażałem sobie, żeby byli sami. Zabraliśmy wszystkich”.

Co robić byś był szczęśliwy

Najważniejszym zapowiadanym gościem był Pierluigi Molla, syn Św. Joanny Beretty Molli. Niespodziewanie, ku miłemu zaskoczeniu nas wszystkich pojawił się na sympozjum w towarzystwie dwóch sióstr, Laury i Gianny. Cała trójka po raz pierwszy pokazał się razem. Niezwykle otwarci, chętni do rozmów. Gianna, najmłodsza córka świętej, ta, za którą Joanna oddała życie aż z radości podskoczyła gdy usłyszała, ze przyjechaliśmy z Polski. „Jana Pawła II noszę w sercu” – powiedziała. Pierluigi, najstarszy syn – miał sześć lat kiedy mama umierała – dobrze pamięta jej energię, radość i zdecydowanie. „Kiedy pracowała to całą sobą. Ale nigdy naszym kosztem. Najważniejsza była rodzina. Nauczyła nas kochać, i powtarzała by zawsze robić wszystko jak najlepiej się potrafi”.

Na twarzach uczestników spotkania płynęły strumykiem łzy, kiedy usłyszeliśmy słowa z pierwszego listu jaki Joanna wysłała do swojego przyszłego męża Pietra. „Powiedz mi co mogę zrobić byś ty był szczęśliwy?”. To zupełnie inna perspektywa miłości niż ta, którą dziś ujmuje się w ramy nowoczesności, emancypacji, gen derowego mainstrimingu. Nie ma w miłości małżeńskiej Joanny do Pietra ani kropli rywalizacji, ani kropli myślenia o swoim. Przeciwnie – „co mogę zrobić byś ty był szczęśliwy?”….

Dzieci świętej, jeszcze dziś, 50 lat po śmierci mamy, mówią o niej z trudem tłumiąc emocje. „To nie było dla nas łatwe – mówiła Gianna, najmłodsza, ta za którą święta oddała życie – brakowało nam mamy, cierpieliśmy. Całe lata mieliśmy poczucie, że jesteśmy wybrakowaną rodziną, gorszą. Bo bez mamy. Ale zupełnie niedawno zrozumieliśmy, że jesteśmy największą i najszczęśliwszą rodziną na świecie. Jest nas tysiące. Tysiące kocha i modli się do naszej mamy”. Po spotkaniu byłam świadkiem jak wiele osób oblegało Giannę i jej starszą siostrę Laurę i Pierluigiego. Dziennikarka z Kanady ze wzruszeniem wyznała: „Kochamy waszą mamę!”.

Kryzys to bzdura

Owacjami przyjęto wystąpienie małżonków naukowców, prof. Very i Stefano Zamagniego z Uniwersytetu w Bolonii. Ekonomiści i socjolodzy próbowali zmierzyć się z określeniem „kryzys” względem rodziny. Poddać analizie jego ewentualne przyczyny. Padły nieoczekiwane słowa apelu: „O kryzysie rodziny mówią ci, którym na nim zalezy. A może zmienilibyśmy język? Zacznijmy głośno powtarzać: rodzina nie jest w kryzysie! Jeśli rozejrzycie się po tej wypełnionej rodzinami z dziećmi sali to przyznacie, że mam rację” – mówił prof. Zamagni.

Za antychrześcijańskie uznał tworzenie konfliktu między dwoma wartościami w dzisiejszym świecie: pracą i rodziną. „Praca i rodzina to jak dwie części orkiestry. Razem zagrać mogą dobrą symfonię. Świat pracy, pracodawcy, przedsiębiorcy muszą to zrozumieć: nikt z nich nie ma prawa burzyć niczyjego życia, zmuszać do pracy by tylko uzyskać wynik. Musimy to wytłumaczyć w Brukseli”. Zaskakujące było inne niż dotychczas spojrzenie na relacje pracodawca – pracownik w kontekście rodziny właśnie.

„Wmawia się nam bzdurę: pracodawcę nie ma obchodzić to czy i jaką masz rodzinę, ile dzieci, co robią, jak żyjesz. W pracy musisz być efektywny, wchodzisz do zakładu, zapomnij o rodzinie. To logika wyjątkowo nie do przyjęcia przez chrześcijan! Pracodawcę musi obchodzić rodzina pracowników”. Naukowiec przytoczył badania, z których wynika, że wszystkie przedsiębiorstwa należące do grupy Family Friendly Organisation (Przyjazne rodzinie), mają kilkakrotnie lepsze wyniki niż te, które koncentrują się jedynie na wydajności pracowników.

Prof. Zamagni, razem z żoną, także naukowcem, wychowali czwórkę dzieci. Mają ośmioro wnucząt. „Gdyby nie rodzina niczego byśmy nie mogli. Nasze życie nie miałoby sensu” - dodał. I zakończył przypowieścią z II wieku, by nie bać się przyszłości, stawiania na rodzinę, odważnej postawy w tej mierze: „Pewnej nocy lęk zapukał do drzwi. Nadzieja podeszła by otworzyć. Za drzwiami nikogo już nie było”.

 

 

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Tephilin
    01.06.2012 10:14
    Co do formy artykułu: o świętej autorka pisze Joanna (polska wersja włoskiego Gianna), ale już jej córka jest Gianną, a nie Joanną. Dlaczego? O jej mężu Pietro - przecież po polsku, to po prostu Piotr... Gdy tłumaczymy imiona na polski, to wszystkie, które da się przetłumaczyć.
    Jeśli chodzi o treść, to nie zgodzę się z tezą, że rodzina nie jest w kryzysie. To, że na VII Światowe Spotkania Rodzin przyjeżdżają takie rodziny, które mogą o sobie powiedzieć, że nie są w kryzysie, to jakoś mnie nie dziwi. Ale wystarczy spojrzeć na otaczający nas świat: małżeństwem próbuje nazywać się związki homoseksualne, w rodzinach bardzo często zdarza się przemoc (jak nie na dzieciach, to na rodzicach), molestowanie seksulane nie jest rzadkością (skrzętnie potem ukrywane, bądź wypierane ze świadomości), problemy alkoholowe są na porządku dziennym (ojcowie wracający z pracy i otwierający kolejne piwo w autobusie, to jest normalka), rodzice nie zajmujący się dziećmi (dzieci i młodzież bez żadnego nadzoru, robią co chcą), pochwalanie przedślubnych kontaktów seksualnych młodzieży (łącznie z akceptacją mieszkania na próbę), zaniedbanie ze strony państwa (brak polityki prorodzinnej) i Kościoła (małżeństwo ciągle jest traktowane jako gorsze i mniej doceniane niż kapłaństwo). Kryzys rodziny TO NIE WYMYSŁ!
  • Przemek
    01.06.2012 10:41
    Artykuł jest naprawdę bardzo dobry. Gratuluję! Bardzo mnie poruszył. Nasuwają mi sie jedynie dwie nieścisłości. Po pierwsze, rzeczywiście, jeden z moich poprzedników słusznie pisze, że najmłodsza córka św. Joanny to też Joanna (Gianna). Po drugie, Javier Zanetti to nie jest już "młodziutki" piłkarz, jak pisze autorka, a nawet rzekłbym, że jak na piłkarza to jest wręcz "wiekowy", bo ma już 39 lat (ur. 10.08.1973 r.).
  • Miro
    01.06.2012 10:42
    Zgadzam się z Tephilin. I jestem w szoku że na poważnym kongresie nt.rodzin można wypowiadać takie jałowe Pijarowe zagrania. Jak jest tak dobrze to po co robicie te spotkania? Nic łatwiejszego. Zaprosić kilka tysięcy szczęśliwych rodzin i pokazać.-No patrzcie sami nie jest tak źle. To niech dalej się bawią w swoim kółku graniastym.Żenada
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.