Dom poza domem

– Czasem jest mi przykro, że mimo trudu, jaki włożyłam w to, by się czegoś dorobić, tu przyjdzie mi umierać. Ale tu jest Bóg. Jemu oddaję wszystko i dziękuję za opiekę, jaką jestem otoczona – mówi Daniela Dzierbicka.

Od ponad 50 lat w Skrzeszewach, w XIX-wiecznym pałacu należącym niegdyś do ziemiańskiej rodziny Grzybowskich, swój dom znajdują osoby starsze i chore. Opiekę zapewniają im prowadzące placówkę siostry ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, wspomagane przez osoby świeckie.

Bez wakatów

Od 2006 r. zakładem kieruje s. Teresa Mielewczyk, która zanim została dyrektorem, kilka lat pracowała w zakładzie jako pielęgniarka. – Muszę przyznać, że lubiłam być na oddziale. Dla mnie to nie była ciężka praca. Owszem, czasem można się było zmęczyć, ale satysfakcja i uśmiech chorych dodawały sił. Dziś staram się tworzyć zaplecze i zespół, który będzie w jak najlepszy sposób dbał o tutejsze mieszkanki – zapewnia s. Teresa, która nie ukrywa, że w dzisiejszych czasach coraz trudniej zdobyć pieniądze i sponsorów, gotowych wspierać osoby w podeszłym wieku. – Zarówno Unia Europejska, jak i różnego rodzaju instytucje wolą dofinansowywać dzieci i młodzież. O osobach starszych nie myśli się, mimo iż rośnie zapotrzebowanie na tego typu placówki. O ich deficytach świadczy choćby nasza lista oczekujących na przyjęcie, na której jest ponad 30 osób – wyjaśnia siostra dyrektor.

W ZOL w Skrzeszewach nie ma wakatów, przez cały czas przebywa w nim 75 kobiet, z których część przykuta jest do łóżka. Dla większości z nich powstały w XIX w pałac będzie ostatnim miejscem zamieszkania. – Większość naszych podopiecznych stanowią osoby starsze, schorowane, często samotne, które nie muszą być leczone w szpitalu, jednak ze względu na stan zdrowia nie mogą mieszkać same. Niektóre z nich same wybrały sobie to miejsce, inne umieściła tu rodzina. Część z nich mogłaby pozostać w domu, ale… stało się inaczej. Wszystkim, którzy tu trafiają, staramy się zapewnić domową atmosferę. Poza fachową opieką medyczną i terapeutyczną troszczymy się też o ich ducha. Na terenie domu jest kaplica, w której kapelan odprawia codziennie Msze św. i wszystkie nabożeństwa. Jego obecność szczególnie cenią sobie nasze podopieczne – podkreśla s. Teresa.

Tęsknię tylko za rodziną

O domowej atmosferze panującej w Skrzeszewach mówi nie tylko siostra dyrektor, ale także świeccy pracownicy i same chore. – Jestem tu trzy miesiące i muszę przyznać, że nie znajduję powodu do narzekań – mówi Czesława Szymańska. – Sama wybrałam sobie to miejsce. Jestem po udarze i powoli staram się wracać do sprawności. Tu jest świetna rehabilitacja i bardzo miła obsługa, czym nie jestem zdziwiona, bo znałam to miejsce już wcześniej. Odwiedzałam tutaj teściową mojego syna. Kiedy jeden z czterech synów pyta mnie, kiedy do nich przyjadę, mówię, że jak skończę sto lat. Wtedy u każdego trochę pomieszkam i zdążę się im naprzykrzyć. Teraz muszą mnie odwiedzać tu – mówi z uśmiechem pani Czesława.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama