Paulinka ma piękne oczy

Historia dziewczynki z Dolędzina. Chciała uratować babcię, potem przeszła morze cierpień wyzwalając w ludziach dobro.

Paulinkę Srokę w najdramatyczniejszym momencie jej życia znało pół Polski. Czytelnikom „Gościa Opolskiego” trzy lata temu wzruszająco opisywała jej historię Teresa Sienkiewicz-Miś. Po tych tekstach wielu naszych Czytelników poruszonych losem dziewczynki pośpieszyło z pomocą. Minęło trzy i pół roku. – Przez ten czas byłem świadkiem wielu cudów. Pierwszy cud, że to dziecko w ogóle żyje – zaczyna opowieść ks. Joachim Kroll z Modzurowa.

Żadnej kalkulacji

Dolędzin to malutka wioska w gminie Rudnik, parafia Modzurów, oficjalnie licząca 24 mieszkańców. Tutaj w dawnym bloku PGR na pierwszym piętrze mieszka Paulinka z rodziną: mamą Ewą, tatą Markiem i bratem Przemkiem. Kiedy w końcu października 2010 r. w ich mieszkaniu wybuchła butla z gazem i rozpętał się gwałtowny pożar, sześcioletnia Paulinka wyprowadzona z mieszkania przez wujka rzuciła się z powrotem, by ratować kochaną babcię.

– Wbiegła parę kroków do  ognia, oczywiście nie była w stanie babci pomóc. Na szczęście zasłoniła sobie oczy, ocaliła je, ale w tym jednym momencie jej ręce zostały spalone… – wspomina ks. Kroll. Pytam dziewczynkę, czy pamięta coś z tych chwil. Kręci głową, cicho mówi: „nie”, spuszcza wzrok. Kiedy podnosi głowę, patrzę na jej szaroniebieskie oczy. Czy potrafiłbym wbiec do płonącego mieszkania, by ratować kochanego człowieka, bez żadnej kalkulacji? Pijemy kawę, milczymy, dziewczynka częstuje ptasim mleczkiem braciszka, który właśnie wskoczył do kuchni.

Przerażenie księdza

– Przez półtora miesiąca utrzymywana była w farmakologicznej śpiączce w szpitalu w Katowicach-Ligocie. Cała parafia przez ten czas się tutaj modliła, byliśmy przerażeni tym, co się stało – opowiada duszpasterz. Wszyscy poszkodowani z Dolędzina leżeli w szpitalu: babcia, Paulinka, mama Ewa, braciszek Przemek i wujek. Babcia, Maria Janosz, zmarła po 13 dniach. – Kiedy Paulince odłączono respirator, dostałem wiadomość ze szpitala: niestety, nie potrafi samodzielnie oddychać. „Upiekła” sobie płuca i układ oddechowy – wspomina ksiądz, który na bieżąco informował parafian o sytuacji rodziny, zwłaszcza Paulinki, i wzywał do modlitwy. – Jedna z parafianek powiedziała mi, żebym się aż tak bardzo nie przejmował, że jakby to miał zostać taki „krypel”, to może niech lepiej Pan Bóg zabierze. Mnie to przejęło bardzo – wspomina ksiądz.

Nazajutrz przyszła wiadomość, że dziewczynka zaczyna oddychać. – I wtedy się przeraziłem, bo zrozumiałem, że Pan Bóg nas wysłuchał. Jakby powiedział: „Dobra, jak chcecie, proszę bardzo, ale teraz macie zadanie, żeby nie został taki »krypel«” – mówi ks. Kroll. Od tej pory stał się dla Paulinki prawdziwym opiekunem, który nie opuszcza w żadnej sytuacji. – Wiedziałem, że rodzina sama sobie nie poradzi, a księdzu łatwiej się przebić, otworzyć niektóre drzwi – mówi ks. Kroll. Założył fundację parafialną, nawiązał kontakty z Uniwersyteckim Szpitalem Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu, mobilizował media, odwiedzał szkoły. – W sumie niewiele muszę robić. Drzwi same się otwierają, Pan Bóg dał mi tylko klucz i kierownicę. To nie ja działałem, ale lekarze, ludzie z parafii i okolicy, szkoły – podkreśla.

Dobro

Ksiądz Kroll odwiedził około dwudziestu szkół, opowiadając o dziewczynce. Wszystkie włączyły się w akcję pomocy. – Zastanawiałem się, czy brać Paulinkę ze sobą. Ale zdecydowałem, że nie. To, co opowiadałem, i tak wywierało ogromne wrażenie. W Krzyżanowicach największy rozrabiaka płakał, słuchając o niej – wspomina ksiądz. Sanatorium „Sebastianeum Silesiacum” w Kamieniu Śląskim od początku przyjmuje dziewczynkę wraz osobą towarzyszącą (mama, tato, asystentka pani Klaudia) za darmo. – NFZ płaci nam za 3 zabiegi po 10 minut, a w Kamieniu mieliśmy po 45 minut – podkreśla mama dziewczynki. – W Kamieniu ma naprawdę super. Ilekroć jechała z sanatorium na operację, lekarze podkreślali, że jest znakomicie przygotowana, tkanki zmiękczone – dodaje ksiądz. Lekarze z Krakowa – dr Jan Skirpan i dr Beata Stanek cały czas troskliwie opiekują się dziewczynką. – Spotkałem wielu oddanych, bezinteresownych lekarzy, pielęgniarki, rehabilitantów. Łatwo jest mówić o złu, ale dobra jest więcej. Wciąż przypomina mi się wezwanie Jana Pawła II: „Nie lękajcie się”, gdy chodzi o dobro – podkreśla ks. Joachim Kroll, który zawozi małą na operacje do Krakowa.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja