Bez zasług i warunków – po prostu miłość

Jest tam dużo szczęśliwych dzieci i jeszcze więcej szczęśliwszych rodziców, bo ma coś więcej niż pracowników, piękne gabinety i wygodne fotele. – Ten ośrodek ma serce – w kaplicy, a dokładnie w tabernakulum. Tam jest Centrum dowodzenia – powiedziała jedna z adopcyjnych mam.

Ośrodek przy Caritas Diecezji Radomskiej powołał w grudniu 2001 r. bp Jan Chrapek. Głównym celem placówki jest zapobieganie sieroctwu społecznemu poprzez stworzenie – na podstawie zasad wychowania chrześcijańskiego – niechcianemu, porzuconemu i osieroconemu dziecku możliwości rozwoju w najbardziej korzystnym dla niego środowisku, jakim jest rodzina.

Od początku działalności KOA przeszkolił 370 rodzin programem PRIDE dla kandydatów na rodziców adopcyjnych. Znalazł bezpieczny dom dla 660 dzieci. – Pracujemy na rzecz dziecka, ale zajmujemy się też rodziną. Prowadzimy szkolenia, diagnozowanie i kwalifikowanie kandydatów na rodziców adopcyjnych, ale zajmujemy się też diagnozowaniem i weryfikowaniem umiejętności nawiązywania więzi przez dzieci, które są do nas zgłaszane – wyjaśnia Elżbieta Stolarczyk, dyrektor KOA. – Podczas swojej czternastoletniej działalności pomogliśmy znaleźć bezpieczny i kochający dom dla wielu skrzywdzonych i odrzuconych dzieci. Bezpieczny dom dla dziecka to kochający, mądrzy i opiekuńczy rodzice. Dziecko dla rodzica to miłość – bez zasług, bez warunków, to po prostu miłość.

Szczęśliwe małe „ktosie”

Pani Violetta i jej mąż, pełni obaw co do miejsca i osób, choć przekonani co do słuszności i sensu, stanęli pewnego listopadowego dnia 2008 roku w progach radomskiego Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego. Mimo że spotkanie było wcześniej uzgodnione telefonicznie i dobrze wiedzieli, czego chcą, towarzyszyła im zwykła ludzka niepewność. – Nigdy wcześniej z nikim nie rozmawialiśmy o naszych planach adopcyjnych, a tu trzeba z obcymi ludźmi pierwszy raz rozmawiać o intencjach, oczekiwaniach i problemach.

Początek nie był łatwy. Potrzebowaliśmy czasu, by otworzyć się podczas tej rozmowy, rozmowy konkretnej, pełnej profesjonalizmu i zwykłej ludzkiej życzliwości ze strony pracowników ośrodka. Od początku czuliśmy się traktowani jako przyszli rodzice i w takim tonie przebiegała ta rozmowa. Oczywiście, były kwestie formalne, trudno, żeby ich nie było, ale na to byliśmy przygotowani. Zaskoczyła nas jednak życzliwość, ciepło, nawet propozycja wypicia kawy czy herbaty. Może to banał, ale jakże rozładowuje napięcie – wspomina pierwsze wrażenia z wizyty w Katolickim Ośrodku Adopcyjnym pani Violetta. Potem trzeba było zebrać potrzebne dokumenty i zaświadczenia. – I wreszcie szkolenie, „szkoła”, którą powinni przejść wszyscy rodzice, bo warto! Nie było żadnego bagatelizowania problemów, wątpliwości, pytań. Wszystko było ważne dla prowadzących szkolenia i spotkania, każda wątpliwa kwestia była traktowana jako ważna. Czuliśmy się jak ludzie, których ośrodek chce jak najlepiej przygotować do przyszłych zadań rodzicielskich. Każde ludzkie zwątpienie można było, i nadal można, wypowiedzieć głośno – opowiada pani Violetta.

Ostatnie szkolenie połączone było z Mszą św. – Potem rozdzwoniły się telefony, w różnych odstępach czasu, z różnymi treściami. Efekt był ten sam – wszyscy zostaliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, rodzicami. Pracownicy ośrodka towarzyszyli nam z ogromnym wsparciem przez całą procedurę adopcyjną, od pierwszej wizyty u dziecka po złożenie wniosków do sądu. I choć od dłuższego czasu w naszym domu towarzyszy nam tupot małych nóżek, to nic się nie zmieniło – Katolicki Ośrodek Adopcyjny wciąż nam towarzyszy – przyznaje.

W trakcie procesu adopcyjnego pracownice ośrodka z przyszłymi rodzicami spotykają się systematycznie. Gdy już dziecko trafi do rodziny, organizują spotkania związane m.in. ze świętami wielkanocnymi czy Bożego Narodzenia. Pani Violetta pytała swoją córkę, czy podoba jej się w ośrodku i lubi tam jeździć. Odpowiedziała: „Lubię, tam jest fajnie, bo tam jest dużo dzieci”. miała na myśli dużo zdjęć dzieci umieszczonych na tablicy.

– To chyba są najlepsze słowa, jakie można powiedzieć o Katolickim Ośrodku Adopcyjnym w Radomiu. Jest tam dużo szczęśliwych dzieci i jeszcze więcej najszczęśliwszych rodziców. Bo to nie jest zwykły ośrodek – ma coś więcej niż pracowników, piękne gabinety, biurka, wygodne fotele, salę szkoleniową, parę szaf z dokumentami. Ten ośrodek ma serce – w kaplicy, a dokładnie w tabernakulum. Tam jest Centrum dowodzenia i sens istnienia takich miejsc – mówi pani Violetta.

– Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy przyjść, zapytać, a może poprosić o pomoc, to z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że tu nie ma przypadków. Tu nie do końca działają sami ludzie. Jest tu coś więcej, „KTOŚ”, komu zależy na tym, żeby nas, małych „ktosiów”, uczynił szczęśliwymi.

Bajki o…

Każda rodzina, która chce adoptować dziecko, musi podjąć świadomą i bardzo przemyślaną decyzję. To nie może być impuls czy podpowiedź innych osób. – Do drzwi Ośrodka Adopcyjnego prowadzi zwykle kilkuletnia droga rozważań, rozmów i wątpliwości. W większości przypadków przyszli rodzice nie mogą mieć dzieci z przyczyn natury medycznej. Muszą pogodzić się z tym faktem, przejść okres żalu i bezsilności, jaki na ogół pojawia się w związku z sytuacją, gdy nasze pragnienia nie mogą być zrealizowane. Gdy przyszli rodzice pojawiają się w ośrodku, towarzyszy im wiele obaw i duże napięcie, gdyż rozpoczynają tak ważny dla siebie proces. Na ogół wiedzą, że pragną mieć dziecko, i jest to ich największa i szczera motywacja, nawet jeżeli nie potrafią jeszcze jej nazwać bądź dokładnie wyobrazić sobie, co to dokładnie dla nich oznacza – mówi E. Stolarczyk. Proces stawania się rodzicem poprzez adopcję nie jest krótki. Obejmuje okres szkolenia i oczekiwania na dziecko. Może trwać nawet kilka lat. – W tym czasie wiele się zmienia. Kandydaci zdobywają wiedzę o sobie i o potrzebach dzieci, zmieniają się z upływem kolejnych miesięcy. W tle tego procesu przebiega także zmiana w obrębie motywacji. Od tych skupionych bardziej na zaspokojeniu własnych potrzeb, do skoncentrowanych na potrzebach dziecka. Od marzeń i fantazji do realności więzi i wymagań płynących z bycia rodzicami – wyjaśnia dyrektor KOA. – Jest to naturalny proces. Instynktownie, większość z nas, pragnie mieć dzieci, choć w momencie pojawiania się tej potrzeby nie musimy sobie zdawać sprawy, że to, co przyniesie nam spełnienie, to nie ich „posiadanie”, ale dawanie im siebie i czerpanie z wyjątkowej więzi, jaka się tworzy między rodzicami a dzieckiem – dodaje. Podczas warsztatów jednym z zadań jest napisanie bajki, w której przyszli rodzice opowiedzieliby swojemu dziecku o adopcji. Małżonkom nie brakuje fantazji. Piszą o zwierzątkach, tajemniczych krainach. Jedna z historii rozpoczyna się słowami: „Jak odnaleźć siebie wśród milionów ludzi? Wskaż nam drogę, Panie, tak człowiek się trudzi. Jak usłyszeć serca, co biją dla siebie? I odnaleźć los zapisany w niebie? Pobłogosław, Panie, Twoim Drogowskazom, niech pomogą ludziom, co o dziecku marzą. Dobre Anioły będą już czuwały, by ich serca dla siebie wspólnym rytmem grały”. Z innych płynie morał: „Dzieci na całym świecie najbardziej potrzebują mamy i kochającego tatę” czy „Z Wami świat stał się wspaniały, wreszcie pełny, doskonały”. – Te bajki są bezcennym źródłem wsparcia dla kolejnych rodziców – przyznaje dyrektor ośrodka. Już po szkoleniu rodzice z adoptowanymi dziećmi często odwiedzają ośrodek. Chwalą się sukcesami swoich pociech, zostawiają zdjęcia, które potem umieszczane są na tablicy, i krótkie filmiki. – To są bardzo miłe wizyty. One nas budują i są dla nas wielką gratyfikacją – mówi E. Stolarczyk.

Chcemy więcej

Katolicki Ośrodek Adopcyjny zmienił swoją siedzibę. – Dziś mieści się w budynku pochodzącym z lat 30. ubiegłego wieku. Mieszkał tu bł. ks. Bolesław Strzelecki, męczennik II wojny światowej. Był wrażliwy na drugiego człowieka. Nie tylko rozdawał potrzebującym chleb, ale był też wyjątkowym pedagogiem – mówi ks. Robert Kowalski, dyrektor Caritas Diecezji Radomskiej. Dzięki nowej lokalizacji biura pracowników ośrodka są bardziej przestronne. Mają odrębne gabinety do spotkań z rodzicami i salę, gdzie prowadzone są szkolenia. – Nasi pracownicy – psycholodzy Weronika Grzegorczyk i Anna Matuszewska oraz pedagodzy Elżbieta Stolarczyk i Katarzyna Fituch – mimo młodego wieku mają duże doświadczenie. Dzięki temu adopcje, którymi kierują, są bardzo owocne. Będę dopingował panie, by tych adopcji było jak najwięcej – mówi ks. Kowalski. – Ośrodek adopcyjny jest jak zwornik, który łączy osoby z bagażem doświadczeń życiowych. Z jednej strony są osierocone czy porzucone dzieci, z drugiej małżonkowie, którzy nie mogą posiadać dzieci i tęsknią za nimi. Nasz ośrodek ich jednoczy.•

Katolicki Ośrodek Adopcyjny przy Caritas Diecezji Radomskiej

ul. Kościelna 3, 26-604 Radom tel.: 48 385 15 34 kom.: 605 99 99 64 e-mail: oadopcyjny@caritas.pl Godziny otwarcia: poniedziałek–piątek 8.00–16.00

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Marianna
    22.01.2016 10:57
    Nie od dziś mam wątpliwości co do kursów bycia rodzicem, szczególne tych obowiązkowych (gdyby były dobrowolne niejeden psycholog - ach, co za los- byłby wprawdzie bezrobotny, ale... Czy nie jest aby dyskryminacją rodzica adopcyjnego zmuszanie go do uczestnictwa w takich kursach? Stygmatyzowanie go od samego początku jako rodzica pośledniejszego gatunku. Nikt przecież na szczęście nie wymaga od biologicznych rodziców w okresie ciąży czy nieco później chodzenia na kursy uczące postepowania z dzieckiem. Nikt nie wymaga... Chyba, że czymś podpadną. Jedna ze znanych mi ubogich i samotnych matek, którą otulili swoimi skrzydłami kurator i opieka społeczna otrzymała od sądu nakaz wzięcia udziału w warsztatach dla rodziców (takie uczenie stawiania dziecku granic -kolejne modne pojęcie po głupawce wychowania bezstresowego- przez scenki a la telewizyjna niania). Nie dostosowała się do polecenia, dzieci jej zabrano... Czy tylko dlatego? Cóż - było tam parę uchybień i trudności, a rodzic, któremu zabierają dzieci, może się tylko domyślać dlaczego. W przeciwieństwie do mafiosa, któremu sąd przez parę godzin czyta szczegółowe uzasadnienie wyroku. A wracając do warsztatów dla rodziców adopcyjnych: nie ma sensu przygotowywać się do chwili, w której mówi się dziecku, że zostało adoptowane. Ta wiadomość jest jak granat rzucony prosto w jego serce. Nie pomoże opakowanie granatu w sentymentalną historyjkę.
  • Gość
    22.01.2016 11:06
    Kursy i warsztaty dla rodzica adopcyjnego od razu stawiają go w sytuacji rodzica pośledniejszego gatunku. Oto musi uczyć się rzeczy, które dla każdego rodzica biologicznego są oczywiste i których nie musi się uczyć. Chyba, że został przez sąd zakwalifikowany jako rodzic dysfunkcyjny i ma nóż na gardle - po to, żeby dzieci zostały w domu, a nie poszły do placówki, musi odgrywać z psychologiem i innymi rodzicami scenki a la telewizyjna niania. A co do wiadomości o adopcji, którą trzeba będzie kiedyś dziecku zakomunikować. No cóż - zawsze jest to granat rzucony wprost w dziecięce serce. Opakowanie granatu w celofanik łzawych historyjek niewiele pomoże.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.