Gdyby nie klub, byłoby więzienie

Tu nauczyłem się, że można żyć bez alkoholu i narkotyków, a nałogiem nie muszą być koledzy i imprezy, tylko pomoc innym ludziom. Dzięki klubowi nie musiałem biegać po dzielnicy i szukać zaczepki. Mogłem przyjść, porozmawiać, wypłakać się...

Patryk Hebel pojawił się w klubie młodzieżowym, prowadzonym przez Stowarzyszenie św. Mikołaja Biskupa w Gdyni-Chyloni, 4 lata temu. – W tym miejscu dowiedziałem się, że można żyć inaczej – przyznaje. Wcześniej był osiedlowym chuliganem. Wagary, używki, bójki – tak wyglądała jego codzienność. – Włóczyłem się po dzielnicy z kumplami i rozrabiałem. Chodziło o to, by pokazać, kto jest lepszy i kto potrafi popełnić większe przestępstwo – wspomina.

W pewnym momencie znalazł się pod kontrolą kuratora, który wysłał go na zajęcia do działającego przy parafii klubu. Jak sam mówi, gdyby nie to zdarzenie, prawdopodobnie siedziałby teraz w ośrodku dla nieletnich albo w więzieniu. – Dla mnie to był drugi dom, pierwszy raz czułem się jak u siebie. Poznałem tu ludzi, którzy w życiu naprawdę nie mają lekko. A jednak chcą poradzić sobie w inny sposób niż chodzenie po komisariatach – opowiada.

Koledzy pukali się w głowę i dziwili, dlaczego przesiaduje w tym „głupim, nudnym, nic niewartym miejscu”. Namawiali, żeby to wszystko rzucił i wrócił z nimi „na dzielnicę”. Patryk nie dał się złamać. Wręcz przeciwnie – stał się inspiracją i wsparciem dla innych młodych ludzi. – Dzisiaj czasami sobie myślę, co by ze mną było, gdybym odpuścił. Ale, szczerze mówiąc, nie chcę wiedzieć – mówi.

19-letni Patryk mieszka obecnie w Anglii, gdzie znalazł pracę.

Bezpieczna przystań

W Chyloni mieszka wielu zbuntowanych młodych ludzi, którzy mają mnóstwo talentów i niewykorzystanego potencjału. Część z nich pochodzi z ubogich, często niepełnych rodzin. Na ogół żyją w malutkich mieszkaniach bloków socjalnych, tzw. hotelowcach. Do tej pory nie było miejsc a, gdzie mogliby spożyć cały swój zasób energii, a wolny czas spędzali, siedząc głownie w parku, niekiedy sięgając do różnych używek, by zwyczajnie „zabić czas”. – To właśnie z myślą o młodych ludziach w 2011 roku powstał klub, który dla wielu stał się bezpieczną przystanią – mówi Joanna Lewandowska, wychowawczyni.

Dawid Wasilewski chodzi do III klasy gimnazjum, ma 16 lat. – Trafiłem tutaj, bo nie miałem innego wyjścia. Kurator, pod którego nadzorem jestem już od roku, dał mi ultimatum: albo jakieś ognisko młodzieżowe, albo klub przy parafii. Słaba perspektywa, ale i tak druga opcja wydała się ciekawsza – opowiada. – Kiedy pojawiłem się tutaj po raz pierwszy, myślałem, że nie wytrzymam dnia. Ale zostałem i nie żałuję.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.