Józio

Dzieci. Dzieci. Bóg działa. Chłopczyk z zespołem Downa wielokrotne ratował mi skórę.

Przyszedłem na spotkanie modlitewne bardzo rozbity. Z poczuciem słabości, która totalnie przygniatała mnie do ziemi. Nie potrafiłem otworzyć ust, uwielbiać, rozdrapywałem rany. Widziałem, że niektórzy mężczyźni wzięli do ręki flagi, by oddać Bogu cześć. Zazdrościłem im. W skrytości serca też chciałem zdecydować się na taki desperacki, pokorny gest, który pomoże mi wyjść ze skorupy człowieka-któremu-znów-dzieje-się-krzywda. Nie potrafiłem. I wtedy podszedł do mnie Józio - syn moich przyjaciół. Wsadził mi do ręki flagę i powiedział: „Masz!”. To było uwalniające doświadczenie.

Gdy kiedyś w domu była napięta sytuacja, a wiele spraw zdawało się wymykać spod kontroli, Józio podszedł do mamy i zaczął coś opowiadać. Po swojemu. „Nie teraz, Józiu, potem…” – odparła zniecierpliwiona Ola, Zatrzymała się jednak w pół słowa: „Dobrze, co chcesz powiedzieć?”. A on trzykrotnie wysylabizował: „Dzieci. Dzieci. Bóg działa”.

W czasie ostatniego Triduum zobaczył Grób Pański i bardzo przejęty powiedział do mamy: „Mamo, Bóg umarł!”. „Ale nie martw się. On zmartwychwstał, żyje” – pocieszała go Ola. A Józio na cały głos (tak, że ludzie stojący obok odwrócili głowy) zawołał: „Aha. To dobrze”.

Aha. To dobrze.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama