[Nie] mieć dzieci i nie zwariować

W Polsce - jak mówią statystyki - co piąta para boryka się z problemem niepłodności. Nikt nie wie, dlaczego aż tak dużo List, 12/2008



Wolno się kłócić przy dzieciach?

Wolno. Pod warunkiem jednak, że małżonkowie radzą sobie z kłótnią, tzn. nie zaczynają demonstrować takich zachowań, które będą dzieciom zagrażać. Mam na myśli rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami, używanie wulgaryzmów itp. Ważne jest także, aby dzieci widziały, jak rodzice się godzą, jak zaczynają znowu się wspierać.

Znam takich małżonków, którzy po kłótni wyjaśniają dzieciom, że mają czasami różne zdania na jakiś temat i muszą pracować nad tym, żeby dojść do porozumienia. To niezwykle ważne przesłanie - dzieci dowiadują się, że między bliskimi sobie osobami czasem dochodzi do konfliktu, ale można go przezwyciężyć i się pogodzić. Dziecko odkrywa wtedy, że konflikt mu nie zagraża, że można się z kimś spierać w imię jakiegoś dobra. Będzie w stanie kiedyś postąpić podobnie, bo widziało rodziców, którzy z konfliktu wychodzą lepsi.

A czy pojawienie się dziecka w momencie kryzysu scala małżeństwo? Słyszy się nieraz: „Gdyby mieli dziecko, byłoby zupełnie inaczej. Jak zajdzie w ciążę, to wszystko się zmieni, od razu będzie lepiej".

Dziecko w naturalny sposób scala związek, ale jeżeli pojawia się jako środek zaradczy na konflikt, to zostanie nim obciążone. Trudności w relacji powinien leczyć dialog małżeński, a nie poczęcie dziecka. Istnieje jednak w psychologii teoria, zgodnie z którą kolejność pojawiania się dzieci jest odwzorowaniem pewnego procesu rodzinnego. Pojawienie się pierwszego dziecka to przede wszystkim owoc pragnienia mężczyzny, który chciałby założyć rodzinę. Później, niejako dla równowagi, pojawia się „dziecko matki".

Trzecie jest owocem walki o podtrzymanie więzi małżeńskiej, spójności rodziny, która jest już przeciążona tą dwójką. W małżeństwie rodzi się pragnienie posiadania trzeciego dziecka, mimo że małżonkowie zdają sobie sprawę ze swego ogromnego zmęczenia. To pragnienie jest jednak uzasadnione: pojawienie się kolejnego dziecka nie tylko przysparza nowych kłopotów, ale też rzeczywiście wzmacnia rodzinę.

Wygląda na to, że im więcej dzieci, tym lepiej.

Moi znajomi żartują, że liczbę posiadanych dzieci w pewien sposób ogranicza prawo o ruchu drogowym. Posiadający prawo jazdy na samochód osobowy może bowiem przewozić maksymalnie dziewięć osób. Jeżeli chce wozić więcej, musi zdobyć uprawnienia do kierowania autobusem, a to zdaje się nie jest takie łatwe.

Łatwo Ojcu mówić, nie musi Ojciec wstawać w nocy kilka razy do takiego płaczącego urwisa...

Rzeczywiście, mam tę komfortową sytuację, że mogę wspierać rodziców, pomagać im w rozwiązywaniu problemów, bawić się z ich dziećmi, ale później wracam do celi. Po 23.00 mam spokój, mój telefon zazwyczaj nie dzwoni, nikt się do mnie nie dobija. Rodzice kładą się spać po pełnym znoju dniu i nie wiedzą co się wydarzy.

Pewna młoda mama, która uwielbiała filmy o komandosach powiedziała mi kiedyś, że zawsze podziwiała tych żołnierzy, ich wytrzymałość - potrafili nie spać przez kilka nocy, a potem, mimo zmęczenia, podejmowali nowe wyzwania. Kiedy urodziła dziecko, doszła jednak do wniosku, że życie takiego komandosa jest w sumie dość przyjemne i raczej lekkie, ona bowiem nie przespała nocy od trzech i pół miesiąca i cały czas jest w akcji. Ale - jak mówią małżonkowie - ten „komandoski" okres z perspektywy czasu najmilej się wspomina.

Rozmawiali Monika i Sławomir Rusinowie

*****

o. Mirosław Pilśniak - dominikanin, duszpasterz rodzin, wykładowca teologii rodzin w Kolegium Filozoficz-no-Teologicznym oo. Dominikanów w Krakowie, prezes Fundacji „Sto Pociech" (www.stopociech.pl)



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama