Weź się starzej razem ze mną

O dzbanie ognia nad głową, kryzysie i nowych pocałunkach opowiadają Barbara i Mirosław Kańtorowie.

Jak Wam się udało z tego wyjść?

B.K.: Zaraz po naszej kłótni pomyślałam, że muszę pójść do spowiedzi. Dotarło do mnie, że jesteśmy parą już 40 lat i niemożliwe, żeby ktoś mógł zburzyć nasz związek. Tyle lat się kochamy, mamy dzieci, wyjeżdżamy razem na pielgrzymki, na rekolekcje, rozmawiamy ze sobą. Wyspowiadałam się następnego dnia, w Zesłanie Ducha Świętego, i wtedy momentalnie zeszły ze mnie wszystkie urazy. Pamiętam, jak wróciłam do domu, Mirek stał w kuchni, a ja się do niego przytuliłam i powiedziałam, że przebaczam jemu i tej kobiecie. I że chcę, żeby między nami wszystko ułożyło się na nowo. Kiedy spytał, czy ma zakończyć tę znajomość, powiedziałam, że chciałabym, żeby tak było, ale mu jej nie zakazuję. A potem już wszystko zaczęło się układać – on też poszedł do spowiedzi, zaczęliśmy spędzać ze sobą czas, chodzić po lesie, odmawiając razem Różaniec, umawiać się na randki. Nawet dzieci się dziwiły, co nam się stało.

M.K.: Czemu nie mówisz, co zaczęliśmy robić wieczorem? (śmiech)

B.K.: Nie tylko wieczorem... (śmiech) Nie wiem, co się stało, ale wierzę, że działanie Ducha Świętego i Matki Bożej, której się zawsze mocno trzymam, sprawiło, że zmieniło się moje nastawienie do spraw łóżkowych.

M.K.: I to jak… Dla mnie to jest cudowna zmiana, bo mam żonę, która mnie akceptuje, otwiera na mnie ramiona. Nasze pocałunki też są teraz jakby inne. To jak smakowanie przedniego wina, a ja się czuję tak jak w twoim wierszu, jakby „ktoś rozbił mi nad głową dzban pełen ognia”. Po raz kolejny odkryłem, że ciało mojej żony jest piękne, że w Basi jest taka świeżość i czułość. Dlatego nieraz same przychodzą do mnie słowa z Pieśni nad Pieśniami i zwracam się nimi do żony: „Oblubienico moja, przyjaciółko moja”. Ona rozumie moje potrzeby, mówi do mnie językiem, który rozumiem.

B.K.: Bardzo lubię też masaż stóp, który robi mi Mirek.

M. K.: Bo to podkreślenie naszej bliskości, wyraz mojej troski o jej zdrowie. To okazja do rozmowy, odprężenia i zbliżenia. To jest jak w innym twoim wierszu: „dotykasz mnie bez słowa mówimy o miłości”. Nigdy nie jest tak, żeby żona dawała mi do zrozumienia jak w piosence: „Przeżyj to sam”. (śmiech)

Okazuje się, że miłość się nie starzeje. Od czego to zależy?

B.K.: Od starania, od rezygnacji z rutyny, od tchnięcia w ciało nowego ducha. Przecież zawsze wspólnie żeśmy się modlili, rozmawiali, ale teraz robimy to uważniej i żarliwiej. W ramach zmian nie przynoszę już pracy do domu.

Co jest w życiu najważniejsze?

B.K.: Najważniejszy jest mąż. Kiedy to powiedziałam koleżankom z pracy, mocno się zdziwiły. Ale ja wiem, że dzieci przyjdą i odejdą, a z mężem muszę nauczyć się rozmawiać, przebywać, mogę się do niego przytulić. Do dzieci też, ale do męża to co innego.

M.K.: Po Bogu najważniejsza jest moja żona i bliskość z nią. Dla mnie to bardzo ważne, że każdy dzień kończymy w swoich ramionach. Jeśli zdarza się jakiś zgrzyt, to zawsze przed snem jest czas na przeprosiny. Relacja z żoną wypełnia mi całe życie, nie potrzebuję innych kontaktów.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama