Lekowy kryzys

Struktura rynku sprzedaży leków sprawia, że Polska będzie narażona na braki medykamentów. Zmienić to może rozwój przemysłu farmaceutycznego w Polsce, ale na to się niestety nie zanosi.

Pierwsze powody do niepokoju pojawiły się kilka miesięcy temu. Pacjenci, którzy chcieli kupić leki, otrzymywali informację, że nie ma oryginalnych, lecz generyki (tzw. zamienniki). Kilka tygodni temu zaczęło brakować także zamienników, aż w końcu niektóre leki w ogóle przestały być dostępne. Pojawiły się szacunki, że brakuje nawet 500 pozycji. Sprawa stała się bardzo poważna. W grupie medykamentów, których zabrakło, są leki, bez przyjmowania których może dojść do zagrożenia zdrowia, bowiem konieczne jest ich stosowanie w leczeniu poważnych schorzeń. Chodzi m.in. o choroby tarczycy, cukrzycę, nadciśnienie, alergię czy astmę. Najbardziej potrzebujący jeździli w poszukiwaniu leków po Polsce, a nawet kupowali je za granicą, np. w Niemczech, gdzie ich ceny są kilka razy wyższe. Na szczęście nie są znane przypadki, że ktoś zmarł w wyniku obecnego braku leków.

Reakcja ministerstwa

Frustracja z powodu braku medykamentów w pierwszym rzędzie dotykała aptekarzy, którzy byli obarczani winą za sytuację, choć nie ponosili za nią odpowiedzialności. Zareagowała Naczelna Izba Aptekarska (NIA), która 9 lipca skierowała do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego alarmujący list. Na podstawie informacji, które docierały do NIA z całej Polski, przedstawiła stan zagrożenia, podkreślając, że „apteki nie są w stanie realizować swoich ustawowych obowiązków polegających na nieprzerwanym zaspokajaniu potrzeb lekowych pacjentów”. W ocenie Izby sytuacja ulegała pogorszeniu z dnia na dzień. NIA zaapelowała do ministra zdrowia „o podjęcie pilnych działań, mających na celu wyeliminowanie zaistniałego i jednocześnie niezwykle poważnego problemu”.

Spytaliśmy resort zdrowia, czy podejmuje jakieś kroki, aby rozwiązać problem. Sylwia Wydrzyk, dyrektor Biura Komunikacji Ministerstwa Zdrowia, poinformowała, że „Ministerstwo Zdrowia otrzymywało sygnały o tymczasowym wstrzymaniu w obrocie niektórych leków, a także o występujących lokalnie brakach ich dostępności. W związku z powyższym resort zdrowia wspólnie z Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym podjęli zintensyfikowane działania w celu umożliwienia pacjentom dostępu do produktów leczniczych”. Minister Szumowski zapewnił, że jego resort jest świadomy problemu i podejmuje niezbędne kroki, aby go rozwiązać. 11 lipca poinformował, że brakujące leki zostały już dostarczone do hurtowni i niebawem pacjenci z chorobami tarczycy, płuc czy diabetycy nie będą mieli problemów z ich zakupem.

Kryzys odparty

O dostępność leków zapytaliśmy następnego dnia w aptece, która znajduje się w pobliżu warszawskiej redakcji GN. Okazało się, że część brakujących medykamentów już się pojawiła. Na przykład stosowany w leczeniu tarczycy euthyrox, którego braki były największe, choć nie wszystkie dawki – nadal nie było euthyroxu N 50, najczęściej przepisanego pacjentom. Do apteki dotarł także lek na cukrzycę metformax 500 SR, choć w niewielkiej ilości. Farmaceuta poinformował, że w hurtowniach rzeczywiście pojawiają się już brakujące lekarstwa i wkrótce trafią do apteki. Od 15 lipca zaczęła działać specjalna infolinia, która informuje, gdzie można kupić dany lek. Wydaje się więc, że kryzys został zażegnany. Pojawia się pytanie, dlaczego doszło do załamania się rynku leków i jak temu przeciwdziałać w przyszłości. Pierwszy problem można dokładnie zdiagnozować, drugiego łatwo się nie rozwiąże.

Winni Chińczycy

Główną przyczyną obecnego kryzysu jest zamknięcie w ostatnim czasie kilkunastu fabryk farmaceutycznych w Chinach. Produkowały one substancje czynne, które są głównymi składnikami medykamentów. W Polsce 80 proc. sprzedawanych leków zawiera właśnie chińskie substancje czynne. W efekcie nasz przemysł farmaceutyczny przerwał produkcję ok. 200 leków. Na szczęście w Państwie Środka wkrótce zostaną otwarte nowe fabryki i dostawy zwiększą się za kilka tygodni.

Jak doszło do uzależnienia Europy, a właściwie świata, od chińskich medykamentów? Kilkanaście lat temu Chiny, a także Indie zaczęły produkować substancje czynne. Okazało się, że są one dużo tańsze niż wytwarzane na Starym Kontynencie, do tego bardzo dobrej jakości. Niskie ceny wynikały m.in. z tego, że firmy te były szczodrze dotowane przez państwo. Produkcja azjatycka szybko opanowała rynki światowe i Chiny oraz Indie stały się monopolistami.

Obecne problemy Chińczyków są przejściowe. Likwidacja fabryk wynika m.in. z zamykania z powodu pożarów stref przemysłowych, w których były zlokalizowane właśnie fabryki farmaceutyczne. Jednak są one już zastępowane przez nowe, więc wielkość produkcji zostanie przywrócona.

Mafia lekowa

Minister Szumowski wskazał, że jedną z przyczyn problemu są również działania mafii lekowej. Ta patologia bardzo negatywnie wpływa na nasz rynek. Warto jej się przyjrzeć.

Szacuje się, że nielegalnie wywożone z naszego kraju leki są warte około 2 mld zł rocznie. Głównie dotyczy to preparatów onkologicznych, neurologicznych czy zakrzepowych. Za granicą są one wielokrotnie droższe niż w Polsce, dlatego ich wywóz i sprzedaż są bardzo opłacalnym procederem. Minister zdrowia przekonuje, że obecny rząd intensywnie walczy z mafią lekową. Wprowadził szereg regulacji prawnych, które penalizują nielegalny wywóz leków; od czerwca grozi za to do 10 lat pozbawienia wolności.

Ministerstwo co dwa miesiące publikuje listę leków zagrożonych brakiem dostępności i tych nie można wywozić za granicę. Preparat trafia na tę listę, gdy brakuje go w co najmniej pięciu aptekach w danym województwie. Główny Inspektor Farmaceutyczny w ramach walki z mafią lekową zawarł porozumienie z Prokuraturą Krajową, Komendą Główną Policji i Krajową Administracją Skarbową w celu skoordynowania działań.

Unijna biurokracja

W pewnym stopniu za obecny kryzys odpowiada też dyrektywa fałszywkowa i serializacja Unii Europejskiej, która obowiązuje w Polsce od 9 lutego br. Zgodnie z nią całe serie leków mogą być dopuszczone do obrotu dopiero wówczas, gdy do europejskiego systemu teleinformatycznego zostaną przekazane kody serializacyjne każdego opakowania produktu leczniczego, a to wymaga czasu. Sprawdziliśmy w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym, czy z tego powodu były opóźnienia. Dominika Walczak z Biura Dyrektora Generalnego GIF poinformowała nas, że problemy z wprowadzaniem danych do systemu zgłaszane były do GIF bezpośrednio po wejściu w życie rozporządzenia, ale ilość produktów, dla których stwierdzono tego typu problem, nie przekroczyła dwudziestu. – Od dwóch miesięcy do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego nie wpłynęło żadne zgłoszenie od podmiotów odpowiedzialnych dotyczące problemów z wprowadzaniem danych. Podmioty odpowiedzialne nie przekazują również do urzędu informacji na temat opóźnień w przekazywaniu do obrotu produktów objętych serializacją – zapewniła.

Jak się zabezpieczyć

Kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa lekowego w Polsce ma dostęp do substancji czynnych. Tymczasem jesteśmy całkowicie uzależnieni od rynku chińskiego. Racjonalne wydaje się więc podjęcie działań, aby się uniezależnić.

Taką drogę proponuje Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego w specjalnym stanowisku opublikowanym w związku z obecnym brakiem leków. Przypomina w nim, że już od kilku lat krajowe firmy alarmowały o zagrożeniu wynikającym z całkowitego oparcia się na chińskich preparatach. Konieczne jest wsparcie przez państwo produkcji leków w Polsce, bo tylko to może zabezpieczyć ciągłość dostaw i bezpieczeństwo pacjentów. Bez pomocy ze strony rządu rodzimi producenci nie mają szans skutecznie konkurować z tańszymi produktami z Azji. Przedstawiciele przemysłu farmaceutycznego zarzucają rządowi, że traktuje ich na równi z wytwórcami chińskimi i hinduskimi, a brak wsparcia tłumaczy niskim budżetem. – Wyciągnijmy wnioski z błędu, jaki zrobiła cała Europa, uzależniając się od chińskich i hinduskich producentów leków. Stwórzmy zachęty do produkcji leków i substancji czynnych, bo Polska ma kompetencje i możliwości. Mogłoby się to stać naszą polską specjalizacją i skutkowałoby zwiększeniem bezpieczeństwa lekowego naszych obywateli – podkreślają producenci.

Co na to rząd? Mateusz Morawiecki jeszcze jako minister gospodarki mówił, że trzeba produkować leki w Polsce, a nie kupować w Chinach. Producenci liczyli, że za tą refleksją pójdą konkretne działania, np. przywileje podatkowe dla fabryk w Polsce. Jednak projekt nie ujrzał światła dziennego, choć ponoć jest przygotowany. Lekcją z obecnego kryzysu powinno być jak najszybsze podjęcie przez rząd działań, aby rozwinąć rodzimą produkcję i w jak największym stopniu uniezależnić się od substancji z Azji. Pośpiech jest konieczny, gdyż proces ten potrwa co najmniej kilka lat.•

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| POLSKA

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.