Doktorat bez słów

Prawnik z głębokim autyzmem? Owszem – a do tego geniusz.

Siedzimy w uczelnianym gabinecie. Pani Danuta bierze jedną z książek z półki. Egzemplarz pachnie nowością. Otwiera na przypadkowej stronie i podchodzi do syna. Maciek zerka z ukosa i natychmiast stuka dwukrotnie w stół. – To znak, że przeczytał – mówi pani Danuta i podaje nam książkę. Przeczytał? W dwie sekundy? Tymczasem Maciek zaczyna wolno, z mozołem wypowiadać sylaby. Wyrazy są zniekształcone, ale ze zdumieniem spostrzegamy, że mężczyzna słowo w słowo cytuje tekst z książki. – Maciek, która to była strona? – pyta matka. – Sie-dem-dzie-siąt-sześć – odpowiada z wysiłkiem syn. Spoglądamy na dół strony – zgadza się…

Maciej Oksztulski dopiero od niedawna, dzięki intensywnej pracy z logopedą, potrafi z trudem wyartykułować pojedyncze słowa. Ma 31 lat i zdiagnozowany głęboki autyzm. Ma też doktorat z prawa, który przed miesiącem obronił na Uniwersytecie w Białymstoku. Trudno mu się podpisać, ale zna biegle sześć języków obcych. – Nie ukrywam, że na początku byłem mocno sceptyczny wobec możliwości obrony doktoratu przez pana Macieja. Ale teraz nie mam najmniejszych wątpliwości, że zweryfikowaliśmy jego poziom wiedzy i nie odbiega on w żaden sposób od kompetencji innych osób, które uzyskują stopień doktora – zdecydowanie stwierdza prof. Mariusz Popławski, dziekan Wydziału Prawa UwB.

„Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajdzie się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi” – miał powiedzieć Einstein. Nie byłoby Maćkowego doktoratu, gdyby nie sztab ludzi, którzy nie wiedzieli, że się nie da, i pomogli mu przebić szklany sufit. Ten niezwykły sztab ma dwóch dowódców: mamę i prof. Perkowskiego. Różni ich wiek, wykształcenie i temperament. Łączy pasja, z jaką walczą, aby Maciek mógł żyć pełnią życia.

Mama

– Urodził się zupełnie zdrowy, ale szybko zobaczyłam, że coś jest nie w porządku. Całymi dniami płakał. Co ja mówię, darł się! Spał po dwie godziny na dobę, nie dawał się dotknąć, nie chciał jeść… – pani Danuta spogląda gdzieś w przestrzeń, jakby wzrokiem sięgała do swojego życia sprzed trzydziestu lat. Jest niewysoka – kiedy staje obok siedzącego syna, są prawie tego samego wzrostu. W tym drobnym ciele kryje się jednak potężna siła i waleczność, jaką mają w sobie tylko matki, gotowe dla dobra dziecka pokonać każdą przeszkodę. – Lekarze mówili, że mam czekać, że wyrośnie z tego… A kiedy miał cztery lata i nie mówił, skierowali go do ośrodka dla dzieci upośledzonych. On natomiast już wtedy nie rozstawał się z tablicą Mendelejewa – jej twarz rozjaśnia uśmiech. Na diagnozę czekali sześć lat, pojechali po nią do Warszawy. Z rozpoznaniem autyzmu chłopiec trafił do integracyjnego przedszkola, a mama zaczęła walczyć o jego sprawność. – Powiedziałam sąsiadom, żeby nie wzywali policji, kiedy będą słyszeli krzyki z naszego mieszkania. Codziennie siadałam z Maćkiem i próbowałam go zmusić, żeby na mnie spojrzał. Bo patrzył, ale jakby przeze mnie, na wskroś. On nie chciał – płakał, wyrywał się, bił mnie. Ale wiedziałam, że muszę wytrzymać.

Wytrzymała. A potem zauważyła, że chłopiec potrafi czytać – brał podpisy z dziecięcej loteryjki i układał je pod obrazkami. Stworzyli prostą tablicę do ułatwionej komunikacji: zwykła kartka z wydrukowanymi literami, do tego napisy TAK i NIE. Maciek wreszcie mógł się wypowiedzieć. Badania psychologiczne pokazały, że iloraz inteligencji chłopca wynosi 140, znacznie więcej niż reszty społeczeństwa. Tymczasem dziewięciolatek ciągle był w przedszkolu! Znowu zaczęła walczyć i dopięła swego – z pierwszej klasy Maciek został przeniesiony do czwartej. Uczył się indywidualnie na terenie szkoły. Nauczyciele prowadzili z nim lekcje w świetlicy albo bibliotece, a mama siedziała pod drzwiami, zawsze gotowa, by pomóc. Po lekcjach wracali do domu i zaczynali terapię. Maciek był agresywny – kiedy otaczające go bodźce były zbyt silne albo otoczenie nie rozumiało jego potrzeb, rzucał się i bił na oślep. W pracę z chłopcem zaangażowała męża i dwóch starszych synów. – Musieliśmy działać razem, inaczej rodzina by nam się rozleciała. Stopniowo było coraz lepiej – opowiada mama, a Maciej pierwszy raz w czasie naszej rozmowy lekko się uśmiecha. Tak minęły podstawówka, potem gimnazjum i liceum.

Konsekwencją Maćkowego autyzmu, poza brakiem mowy czynnej i fotograficzną pamięcią, są potężne zaburzenia sensoryczne – jego zmysły inaczej odbierają bodźce płynące ze świata. Gdyby chcieć w niewielkim stopniu wczuć się w jego świat, trzeba by założyć grube, narciarskie rękawice i w nich spróbować wykonać jakąś wymagającą precyzji czynność. Mężczyzna nie potrafi pisać ręcznie, a na komputerze pisze jednym palcem, z ogromną siłą wciskając klawisze. Mama podtrzymuje jego ramię, ustawia kursor w odpowiednim miejscu czy otwiera potrzebne programy. Napisanie jednej strony zajmuje mu godzinę…

Wiedzę przyswajał błyskawicznie, ze wszystkich przedmiotów przekraczając materiał danej klasy. W szkole średniej zaczął startować w olimpiadach, z sukcesami – przystępując do matury, miał już w ręku indeksy kilku wyższych uczelni. Postawił na prawo w Białymstoku. Od tej chwili życie pani Danuty przeniosło się do zabytkowego budynku przy ul. Mickiewicza. Tu już nie było indywidualnego nauczania, mama musiała towarzyszyć synowi na wszystkich zajęciach.

Profesor

– Maćka spotkałem pierwszy raz na Olimpiadzie Wiedzy o Unii Europejskiej, podczas której przewodniczyłem jury. Na początku myślałem, że jego mama wmawia sobie, że syn coś potrafi, a tak naprawdę sama udziela odpowiedzi. Szybko jednak zorientowałem się, że Maciek ma potężną wiedzę. Ucieszyłem się, kiedy zobaczyłem go na wydziale prawa – wspomina prof. Maciej Perkowski, który był promotorem Maćkowej pracy magisterskiej i doktoratu.

Jak środowisko akademickie przyjęło wyjątkowego studenta? – Na początku było nieźle: każdy chciał pokazać, że jest otwarty, że potrafi pomóc. Problem pojawił się, kiedy Maciej bardzo dobrze obronił magisterkę i zaczął myśleć o doktoracie. Czasem trzeba było przebijać się przez uprzedzenia. „Na korytarzach mówi się…” – słyszałem czasem. – Niech więc te korytarze przyjdą do mnie i powiedzą, w czym jest problem – odpowiadałem. – W naszym interesie jest, żeby poznać świat Maćka i pozwolić mu wypowiadać się w „naszym” świecie – jego sposób myślenia jest niepowtarzalny! Ma niesamowitą zdolność syntetyzowania, wypowiada się krótko, ale trafia w sedno, wyciąga wnioski, które nam nie przyszłyby do głowy. Potrzebuje tylko stworzenia warunków, aby mógł rywalizować jak równy z równym – zapala się profesor.

Palec Boży

Po kilku minutach rozmowy z prof. Perkowskim jesteśmy przekonani, że mamy do czynienia z wizjonerem. – Kto chce, szuka sposobu, a kto nie chce, szuka powodu – mówi naukowiec i nie ulega wątpliwości, że należy do tych, którzy „chcą”. Dzięki jego determinacji Maciek mógł zostać pracownikiem badawczym Wydziału Prawa UwB – kieruje grantem Narodowego Centrum Nauki, w ramach którego bada sytuację osób z autyzmem na rynku pracy. Jest także zatrudniony jako analityk w Europe Direct – podlaskim przedstawicielstwie Komisji Europejskiej. Analizuje wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE i tłumaczy zawiły, prawniczy slang na język bliski przeciętnemu człowiekowi. Na zaproszenie Uniwersytetu w Syracuse poleciał do USA, żeby zobaczyć, jak tam wygląda edukacja osób niepełnosprawnych.

Na tym jednak nie koniec śmiałych wizji profesora. – Zamierzamy stworzyć centrum inkluzywne – miejsce, w którym Maciej będzie mógł pracować, otrzymując niezbędne wsparcie. Chcemy zatrudnić asystentów, żeby pani Danuta mogła wreszcie trochę odpocząć. Nawiązaliśmy współpracę z Petrusem Psyllosem, młodym białostockim wynalazcą, i szukamy rozwiązań technicznych, które pomogą Maćkowi jeszcze lepiej komunikować się z otoczeniem. Petros przygotowuje oprogramowanie do gogli VR – dzięki nim Maciek odizoluje się od bodźców zewnętrznych, a jednocześnie zobaczy przed sobą hologram klawiatury, na której będzie pisał ruchem ręki – mówi z entuzjazmem. Między profesorem a studentem wytworzyła się niezwykła więź, wykraczająca poza ściśle naukowe ramy. – W przeddzień obrony Maćka nie dawałem mu już żadnych wskazówek merytorycznych, tylko modliłem się w jego intencji. W tym, co się dzieje, obaj dostrzegamy palec Boży – zaznacza prof. Perkowski.

Promotor opowiada o przebiegu obrony, a Maciej podtrzymywaną przez mamę ręką z mozołem uderza w klawiaturę. Po chwili w gabinecie rozlega się nieco mechaniczny głos syntezatora mowy. – Obrona przyniosła mi wiele satysfakcji, byłem szczęśliwy. Do mnie dotarło to dopiero po świętach Bożego Narodzenia. Musiałem się wyciszyć. Obecnie mogę spokojnie analizować zaistniałą sytuację – maszyna odczytuje słowa doktora. Gratulując sukcesu, pytamy o marzenia. – Marzę o godnym życiu dla siebie i innych osób z niepełnosprawnościami – czyta komputer. Dzięki determinacji całej trójki to marzenie właśnie się spełnia…•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama