Dziewięć Wigilii w roku

W rodzinie Ewy i Krzysztofa Bońkowskich o wolnym miejscu przy stole pamięta się 365 dni w roku. I – co ważne – już 27 razy zajęli je mali przybysze.

Reklama

Na tydzień przed Bożym Narodzeniem w całym domu pachnie piernikami. W tym roku po raz pierwszy zostały upieczone z żytniej mąki. Teraz, by lekko skruszały, leżą w metalowych pudełkach w sąsiedztwie skórek jabłkowych. Pomocnikami przy wycinaniu gwiazdek, dzwonków i serduszek byli czteroletnia Daria, dwuipółletni Franek, a także Izabela, niepełnosprawna córka Bońkowskich. Iza nie może doczekać się, kiedy pierniczki zostaną polane lukrem i opasane kolorowymi sznurkami. Cała trójka wisi w oknie i wypatruje Mikołaja.

Ciocia na etacie

Pani Ewa już dawno zaplanowała menu na Wigilię i święta. Tradycyjnie będą: grzybowa, barszcz czerwony, pierogi z olejem rzepakowym i ryba po żydowsku. Na kolejne dni razem z mamą przygotuje karczek, pasztet, schab i coś z kapusty. Nie zabraknie też potraw, które będą jej debiutem. – Będzie także kiełbasa mojej roboty – wtrąca pan Krzysztof. – Tak, tak, umiem robić takie rzeczy. Mój teść był masarzem i wszystkiego mnie nauczył. Razem wędziliśmy mięso, robiliśmy wędliny – podkreśla.

W tym roku do wigilijnej wieczerzy w domu Bońkowskich – poza Ewą, Krzysztofem, ich synem Adamem i córką Izą – zasiądą także babcie Alicja i Krystyna oraz Daria i Franek. Dla tych ostatnich będą to pierwsze i zapewne ostatnie święta spędzone z Bońkowskimi. Wcześniej na ich miejscach siedzieli: Samarka, Paulinka, Dominika, Oliwka, Gosia, Mateusz. Zdarzały się lata, że do ich drzwi pukało nawet 9 dzieci. Zawsze wtedy czuli, że Bóg po raz kolejny zorganizował w ich domu wigilię. Już dawno przestało ich dziwić, że wypada ona w marcu, czerwcu, maju i październiku. Czasem dziewięć razy w roku.

Wizyty małych dzieci w rodzinie Bońkowskich rozpoczęły się 6 lat temu. Wtedy to Ewa i Krzysztof podjęli decyzję o stworzeniu pogotowia rodzinnego. By przychodzącym do nich dzieciom było wygodnie, wzięli kredyt i kupili duży dom. Zgodnie z obowiązującym prawem i zawartą umową, pod swój dach mogą przyjąć troje małych dzieci. Każde z nich może tu przebywać przez rok. W sytuacjach wyjątkowych sąd może taki pobyt wydłużyć o 3 miesiące. Po upływie tego czasu maluchy albo wracają do swoich rodzin (o ile sytuacja w nich uległa poprawie), albo są umieszczane w rodzinach zastępczych i domach dziecka.

– Długo dojrzewaliśmy do tej decyzji – wyznaje pani Ewa. – Obawy mieszały się z gotowością. Nawet w dniu podpisywania umowy z   Urzędem Miasta bałam się, że sobie nie poradzę. Nasza córka jest niepełnosprawna i wymaga stałej opieki. Ze względu na nią nie mogłam podjąć normalnej pracy. Chodziło mi więc po głowie, że skoro jestem przez cały czas w domu, mogłabym opiekować się jeszcze jakimś dzieckiem. Dziś dziękuję Bogu, że tak się właśnie stało. Od 6 lat jestem mamą i ciocią.

Bolesne rozstania

Najpierw do pogotowia Bońkowskich trafił 9-miesięczny Mateusz. On też jako pierwszy razem z rodziną zasiadł do wigilijnego stołu. Jego obecność na nowo przypomniała Ewie i Krzysztofowi, czym jest opieka nad małym dzieckiem. Przez pierwsze tygodnie malec budził się nawet 7 razy w ciągu nocy. Płakał. Dzięki troskliwej opiece i akceptacji doganiał swoich rówieśników. Po rocznym pobycie w pogotowiu wrócił do swojej mamy. Niestety, ta nie poradziła sobie z jego wychowaniem. Trafił więc do rodziny zastępczej.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama