Mamy za co Panu dziękować

O potrzebie mądrej i życzliwej dyplomacji w małżeństwie, o szczęśliwej rodzinie i zwyczajach bożonarodzeniowych z Jadwigą Komorowską, mamą prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, rozmawia Marta Broniewska.

Co trzeba zrobić, aby relacje w rodzinie, szczególnie między rodzicami a dziećmi były właściwe?

– Rodzice powinni być dla swoich dzieci tzw. właściwym autorytetem, stworzonym przez nich samych, dzięki realizowaniu wartości moralnych i kulturalnych. Ja miałam to szczęście, że moi rodzice taki autorytet stanowili. W wychowaniu najważniejszy jest osobisty przykład rodziców. Wiedzieli już o tym starożytni Rzymianie, którzy mówili: verba docent, exempla trahunt (słowa uczą, przykłady pociągają). W takim układzie kary cielesne (poza lekkim klapsem) są niepotrzebne, mało tego – są wykluczone. Wystarczy przykład i autorytet rodziców, ich obecność i serdeczna rozmowa oraz stworzenie dzieciom warunków dla ich rozwoju. Notabene dziecko zawsze jest chronione przed niepożądanymi wpływami, jeśli jest zaprzyjaźnione z rodzicami. Dziś niebezpieczeństwo zbyt wczesnego zetknięcia się dziecka z brutalnością życia jest większe. Ale jeśli nawet dziecko obraca się w jakimś nieciekawym towarzystwie, to jego ocena i jego reakcje zawsze będą połączone z myślą: „A co moja mama lub tata by na to powiedzieli?”. Tego rodzaju przyjazne przywiązanie do rodziców sprawia, że wpajane przez nich w serce dziecka wartości same przemawiają.

Powiedziała Pani, iż istotne jest, by w życiu rodzinnym obecna była modlitwa. Czy wiarę w Boga miała Pani od dzieciństwa?

– Gdy dziś wspominam dzieciństwo, widzę ojca, gdy klęczał przy łóżku i się modlił. Także mama często powoływała się na Ewangelię. Oboje byli szalenie ofiarni, wypełniali ideę miłości bliźniego, a jednocześnie modlili się do Boga. Mając takich rodziców, żyłam w klimacie wiary. Ale gdy miałam kilkanaście lat, czytałam rozmaite książki, pojawiały się różne przemyślenia, nawet zwątpienia. Jednak nigdy nie odrzuciłam praktyk religijnych. Po prostu starałam się nie być bezrefleksyjna. Teraz mówię, że ja nie wierzę, tylko wiem, że jest Bóg – Stwórca świata i Miłość przedwieczna. Mówię tak, bo doszłam do tego przekonania na drodze przeżyć i przemyśleń w ciągu całego mojego długiego życia. A mam już 90 lat! Właściwie zawsze odczuwałam obecność Boga. Najbardziej, gdy urodziłam moje dzieci. Sama nie byłabym przecież  w stanie sprawić, by pojawiły się na świecie. Tylko zgodnie z „zaprogramowaniem” przez Pana Boga takie stworzenia się rodziły i rozwijały. Teraz o istnieniu Boga mówi  mi każdy „wykluwający” się z ziarnka listek, bo rozwija się według planu Największego, Najwspanialszego Programatora. Jego dzieło – dokonane na drodze ewolucji czy inaczej – zawsze jest mądre i piękne, bo poczęte z miłości.

Jest Pani przykładem osoby, która Bogu dziękuje za życie, za wszystkie dary…

– Uważam, że generalnie za mało akcentuje się w pieśniach i w liturgii właśnie to wielkie zdziwienie nad pięknem stworzenia. Moje dzieci były kiedyś na rekolekcjach w Kościerzynie i pewien młody ksiądz powiedział im wtedy zdanie, które mi powtórzyły po powrocie do domu: „Pamiętajcie, że zawsze, w każdej sytuacji człowiek ma jeszcze za co Panu Bogu dziękować”. Czyli nawet i w najgorszej sytuacji! A my żyjemy przecież w stosunkowo niezłych warunkach. Wobec rzeczywistości możemy się ustosunkować różnie, to jest kwestia postawy – albo tej wiecznie zrzędzącej, albo właśnie radości i wdzięczności, cieszenia się każdym listkiem, każdym uśmiechem. Ja obstaję przy tej drugiej opcji.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg