Młode, wykształcone, bezdzietne

Jest dobrze: Polki się kształcą, znajdują dobrą pracę, awansują na wyższe stanowiska. Ale też coraz dłużej pracują, coraz później wychodzą za mąż, coraz mniej mają dzieci. Tak im dobrze, że dobrze im tak?

Z drugiej jednak strony, jeśli kobiety skupią się na edukacji i pracy, z dużym prawdopodobieństwem nie założą rodziny! A małżeństwo i rodzina jest wciąż najbardziej pożądanym przez młodych ludzi modelem życia. I – mimo wszystkich trudności i problemów – najchętniej przez nich wybieranym. Pojawiły się na Zachodzie i w Polsce także inne formy bycia ze sobą – wspólne pomieszkiwanie, spotykanie się jedynie w weekendy czy spotykanie się zupełnie sporadycznie i tylko dla seksu. Te „związki alternatywne”, choć nie są nieznane również w Polsce, wszędzie są jednak tak rzadkie, że w statystykach OECD grupowane są wraz z konkubinatami, bo ich odsetek jest nikły, statystycznie niemierzalny. Nie mogą się równać z małżeństwem. Z dorosłych Polaków w związku małżeńskim pozostaje 60 proc. kobiet i mężczyzn, z osób młodych – do 34 lat – jest to aż 40 proc., a kolejne 40 proc. młodych mieszka z rodzicami. W konkubinatach i formach innych żyje tylko około 1 proc. dorosłych osób w Polsce, nieco więcej młodych, ale i tak jest to nikłe 2 proc. Także dorośli Francuzi, Anglicy czy Niemcy najczęściej żyją w małżeństwie – co najmniej 40 proc. Małżeństwa są po prostu najpopularniejszą formą dorosłego życia wszędzie, w całej Europie i Stanach Zjednoczonych. I pozostają też najpopularniejszą formą życia wśród młodego pokolenia, o ile młodzi nie mieszkają z rodzicami.

Kobiety i dzieci rewolucji
Śluby brane są nadal chętnie, małżeństwo jest popularne, a jednak „niepopularne” pozostają dzieci. Niezmiennie od lat 70. XX wieku, gdy za sprawą tzw. rewolucji obyczajowej zaatakowano trwałość związków małżeńskich i promowano rozwiązłość. Kobieta została więc „wyzwolona z ucisku małżeństwa”, aborcja stała się legalna, antykoncepcja polecana, rozwody częste, ubezpieczenia emerytalne powszechne. A dziecko zbędne. Cóż z tego, że ubezpieczenia społeczne dają jedynie iluzję pewności jutra i spokojnej starości, co przecież dobitnie pokazuje od lat nasz system emerytalny, ostatnio po raz kolejny zresztą „reformowany”. Może to i iluzja, ale przecież naprawdę sporo kosztuje. Na efekty nie trzeba było długo czekać – jeszcze na początku lat 70. na jedną kobietę w krajach OECD przypadało 2,7 dziecka, od tego czasu tylko coraz mniej, w wielu krajach, i to od wielu lat, nie ma mowy nawet o zastępowalności pokoleń. Najbardziej gwałtowne zmiany demograficzne nastąpiły w wielu państwach zresztą od razu – już w latach 70.
W Stanach Zjednoczonych, skąd zmiany kulturowe rozprzestrzeniły się na cały świat zachodni, na początku lat 70. na jedną kobietę przypadało 2,5 dziecka, w ciągu zaledwie kilku lat w połowie lat 70. stopa przyrostu naturalnego osiągała zaledwie 1,7, by pod koniec dekady oscylować jedynie wokół 1,8. I po spadkach lat 70. w Ameryce nigdy już nie odnotowano wysokiego przyrostu naturalnego. O poziomie sprzed rewolucji obyczajowej nie można nawet marzyć. Najbardziej dramatycznie zmiany obyczajowe odbiły się jednak na kulturze krajów południowej Europy, tradycyjnie bardzo rodzinnych – tam jeszcze na początku lat 70. przypadało niemal 3 dzieci na kobietę, dziś poniżej 1,5 dziecka. W Polsce w roku 2009 stopa przyrostu naturalnego wyniosła zaledwie 1,4, a przecież jeszcze w roku 1980 przekraczała 2,2. Niestety, nie zanosi się także na zmianę tendencji – nawet pokolenie wyżu demograficznego, po którym spodziewano się, że w nim tendencja spadkowa się odwróci, miało dzieci znacznie mniej niż oczekiwano.
A oczekiwano, bo rządy państw, w których istnieją ubezpieczenia emerytalne, zerkają chciwym okiem na młode pokolenie. Nikt nie ukrywa, ani nawet nie ujmuje tego delikatnie, że to młodzi ludzie mają zapracować na emerytury swych rodziców i dziadków – a że młodych jest coraz mniej – to i na emerytury ciotek, wujów i sąsiadów. I na spłatę długów, które nasze i starsze pokolenie zaciągnęło. I na swoje utrzymanie. Czy starczy im jeszcze na własne dzieci? Dopóki będzie istniał przymus społecznych ubezpieczeń, wysokie opodatkowanie, szaleństwo państwowego zadłużania się oraz promocji zachowań homoseksualnych czy postaw proaborcyjnych, nie należy się łudzić, że odpowiedź na to pytanie będzie pozytywna.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg