Społeczność jak lustro

– Tu nie da się niczego ukryć. Jeżeli jesteś kanciarzem, od razu to wyczują. To taka mądrość społeczności – mówi dr Marcin Szulc, który od lat prowadzi badania nad zjawiskiem uzależnień.

W głębi ogromnego ogrodu dom o białych ścianach. Przez szeroko otwartą bramę widać młodych ludzi w drelichach wykonujących przeróżne prace. Na pierwszy rzut oka nie można dostrzec, że to miejsce, w którym toczy się najprawdziwsza walka na śmierć i życie.

Z pomocą brata

Paweł przyjechał tu z południa. Zaczął brać, gdy miał 17 lat. – Amfetamina, metaamfetamina, pigułki, marihuana… – wylicza. – Piłem też alkohol. Był taki moment, że byłem już na skraju życia, zniszczony psychicznie i fizycznie. Liczyły się tylko narkotyki. – opowiada. Gdy przybył do ośrodka, przy wzroście 194 cm ważył zaledwie 59 kilogramów. Jest najmłodszy z czworga rodzeństwa. Na leczenie zgodził się za namową brata. Na początku nie chciał. Później, po kolejnych doświadczeniach, podjął jednak decyzję. Chce się leczyć. – Ten ośrodek poleciła mi pani psycholog. Posłuchałem. Szybko się spakowaliśmy i ruszyliśmy do Gdańska. Przywiózł mnie brat ze swoją dziewczyną. To było 14 miesięcy temu. Nie żałuję. Jestem bardzo zadowolony – relacjonuje Paweł.

Początki nie były łatwe. – Najpierw był wstyd. Zgrywałem strasznego głupka. Pamiętam, że kiedy się przedstawiałem, była jedna beczka śmiechu. Musiałem opowiedzieć, jak to ze mną było. To niełatwe – mówi. – Najtrudniej przyszło mi się przełamać i przyznać przed sobą, że coś w życiu może mi nie wychodzić. To ciężka walka. Stanięcie w prawdzie jest trudne. Jestem typem idealisty. Może bardziej chciałem być – zastanawia się. W dniu wyjazdu do ośrodka pogodził się z siostrą. Wcześniej nawet się do siebie nie odzywali. Ale od momentu, w którym podjął leczenie, wszystko zaczęło układać się na nowo. Dzisiaj mówi młodym, zwłaszcza tym, którzy mają problemy z rodziną i relacjami: „Nie warto brać narkotyków. Trzeba szukać pomocy ze strony tych, którzy się na tym znają”.

Podkreśla, że aby nie czuć się samotnym, trzeba rozmawiać. Czasem zwykła rozmowa pomaga bardziej niż podejmowane działania. – Ja pomocy nie szukałem. Dzisiaj chyba już bym nie żył. Pewnie bym zawisł gdzieś na sznurku – dodaje. W Gdańsku skończył rozpoczętą naukę w gimnazjum. Teraz jest w szkole średniej. Niedługo będzie zdawał egzamin na prawo jazdy. Chciałby służyć w wojsku. Nie zamierza wracać do rodzinnej miejscowości. Swoją przyszłość wiąże z Wybrzeżem. – Przychodzą czasem gorsze dni. Pojawia się kryzysik, czasem agresja. Ale znam już sposoby dowartościowania siebie. Uczą tego na terapii. Nie można się poddać. Całe życie się poddawałem i właśnie dlatego brałem narkotyki. Po części to była moja wina. Po części czynniki zewnętrzne. Ważne, że zmieniam to, co mam w sobie, i się nie poddaję – wyznaje.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja