Nie jestem ofiarą

O wychodzeniu z bolesnych doświadczeń domu rodzinnego, o zagrożeniu pornografią i o tym, czym jest miłość, z Joshem McDowellem rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz.

Ks. Tomasz Jaklewicz: Od jak dawna głosisz Ewangelię młodzieży?

Josh McDowell: Odkąd poznałem Chrystusa. A było to… 58 lat temu.

Od razu po nawróceniu zacząłeś głosić Jezusa?

Od razu. Podzieliłem się swoim odkryciem Chrystusa z pierwszą napotkaną osobą. On miał na imię Earl. Popatrzył na mnie, zaśmiał się i odszedł. Myślał, że żartuję. Siedem lat później sam odkrył Chrystusa. Zapytałem go: „Co się stało?”. Powiedział: „Nigdy nie mogłem zapomnieć naszej rozmowy”.

Ale jak to się stało, że stałeś się ekspertem w dziedzinie ewangelizacji młodzieży?

Nie powiedziałbym, że jestem ekspertem. Jestem po prostu lepszy niż inni… (śmiech) Kluczem jest, po pierwsze, to, że trzeba być autentycznym; inni mogą spojrzeć ci w oczy i powiedzieć: „On naprawdę w to wierzy”. Po drugie, chrześcijanin powinien mieć zarówno argumenty, jak i doświadczenie. To, czego nauczam, umieszczam w kontekście mojego świadectwa. Młodzi ludzie chcą wiedzieć dwie rzeczy: czy to jest rzeczywiście prawda i co to spowodowało w twoim życiu. Największym świadectwem o Chrystusie jest twoje osobiste świadectwo.

Często mówisz dziś o wychowaniu do miłości i seksualności, ale Twoje doświadczenia z domu rodzinnego były bardzo bolesne.

Moi rodzice nie skończyli drugiej klasy podstawówki. Nie byli głupi, byli niewykształceni. W tamtych czasach nikt nie mówił o wykorzystywaniu seksualnym. Człowiek, który mnie krzywdził, był uzależniony od pornografii homoseksualnej. Przez siedem lat zmuszał mnie, by patrzeć na pornografię homoseksualną. Najpierw kazał mi na to patrzeć, a potem mnie wykorzystywał.

Gdzie byli Twoi rodzice, czemu nie reagowali?

Mieszkaliśmy i pracowaliśmy na farmie. Ten człowiek, Wayne Baily, był gospodarzem i kucharzem. Kiedy mama wychodziła do pracy na polu albo jechała do miasta na zakupy, stawiała mnie przed tym człowiekiem i mówiła: „Josh, masz słuchać Wayne’a”. Miałem wtedy 6 lat. „Masz robić wszystko, co ci każe. Jak będziesz nieposłuszny, dostaniesz lanie”. Gdy miałem 9 lat, nabrałem odwagi, żeby powiedzieć o wszystkim matce. Nie uwierzyła. Biła mnie, aż w końcu wykrzyczałem, że kłamię. To był najczarniejszy dzień w moim życiu. Zacząłem żyć w strachu, bać się mężczyzn. Stałem się wojownikiem. To był mój jedyny sposób na przeżycie. Czułem się samotny, bo nie miałem do kogo z tym pójść, skoro moja własna matka mi nie uwierzyła. Żyłem z tym przez lata.

A gdzie był ojciec?

Mój ojciec był zawsze pijany. On w ogóle się nie liczył. Gdy miałem 13 lat, byłem już dość silny, pracowałem na polu, moi rodzice wyjechali na weekend. Ten człowiek podszedł do mnie. Kładł zawsze rękę na moim ramieniu, głaskał i schodził w dół. Więc gdy wtedy położył mi rękę na ramieniu, chwyciłem go za gardło, przycisnąłem do ściany i powiedziałem: „Jeżeli jeszcze raz mnie dotkniesz, zabiję cię”. Bałem się, że naprawdę mógłbym to zrobić i spędziłbym życie w więzieniu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.