Życie na parkiecie

Projekt „Wodzirej”. Jest kimś, kto aktywizuje ludzi na imprezie, nie robiąc z nich pośmiewiska. Mówi, że prowadzi zabawę na poziomie, ale jednocześnie pełną szaleństwa.


Jest ich w Polsce coraz więcej, bo zapotrzebowanie na usługi wodzirejskie rośnie. Prowadzą wesela, bale, festyny, imprezy dla dzieci. Są wszędzie tam, gdzie na imprezie oprócz włączenia muzyki potrzeba kogoś, kto w dobrym stylu rozrusza towarzystwo.

– Kiedyś na weselu funkcjonowała tylko orkiestra – mówi wodzirej Dawid Modrzejewski, który pięć lat temu stworzył w Lublinie projekt „Wodzirej”. – Potem gorsze orkiestry zaczęły tracić na rzecz didżejów. Ja dziś po kilku latach swojej działalności mam pełne ręce roboty i pracę daję także innym. 


Fatalny początek


Dawid z wykształcenia jest pedagogiem i animatorem kultury. – Zawsze interesowały mnie teatr i taniec. Zdawałem nawet swojego czasu do szkoły teatralnej – opowiada. 
Przez całe studia na pedagogice na UMCS należał do prowadzonego przez salezjanina ks. Mariusza Lacha teatru ITP KUL. – Ten teatr miał na mnie bardzo duży wpływ. Zrozumiałem, że chcę robić w życiu coś, co ma wartość nie tylko artystyczną, że chcę robić sztukę nie tylko dla sztuki. 
Jeszcze w czasie studiów, dzięki salezjanom, trafił do Czerwińska na warsztaty dobrej zabawy bezalkoholowej.

– Salezjanie podsunęli mi ten wyjazd, wiedzieli, że jestem animatorem. Zabrałem żonę i pojechaliśmy – wspomina. Tam poznał wielu wodzirejów, wśród nich Patryka. – Pracował jako wodzirej zawodowo. Po miesiącu od spotkania zaproponował mi współpracę – wspomina. – Miałem jechać na wesele, by samodzielnie je poprowadzić. Wesele było w Wiedniu. To było naprawdę traumatyczne przeżycie – śmieje się Dawid. – Nie znałem tych ludzi. Pojechałem z kolegą, który też nie miał żadnego doświadczenia. Wesele było w pałacu. Na dole były tańce, na górze jedzenie. Obiad trwał 3 godziny. Polacy, którzy tam byli, strasznie się denerwowali, że to się tak przeciąga. Swoją złość wyładowywali na mnie.

Gdy impreza już miała się rozpocząć, panna młoda stwierdziła że musi się przebrać. Miała wrócić szybko, ale tak się niestety nie stało. Ja nie zdołałem utrzymać zabawy w oczekiwaniu na nią. W sumie skończyło się tym, że nie dostałem takiego wynagrodzenia, na jakie się umawialiśmy. Byłem trochę rozżalony. Gdy wróciliśmy do Polski, Patryk wyciąg
nął z kieszeni pieniądze i dorzucił do sumy, którą w rzeczywistości miałem otrzymać – relacjonuje. 


Dać coś w zamian


Mimo pierwszej porażki Dawid nie zraził się pracą wodzirejską. Rozpoczął regularną współpracę z warszawskimi wodzirejami. – Zacząłem się na poważnie szkolić. Wziąłem udział w warsztatach wodzirejskich robionych przez ośrodek w Katowicach. To mnie bardzo rozpaliło – opowiada. Tam poznał ludzi, którzy 30 lat temu rozpoczęli nurt pracy wodzireja dobrej zabawy. Postanowił rozpocząć samodzielną działalność na Lubelszczyźnie.

– Najpierw znalazłem współpracownika, swojego pierwszego didżeja, potem bardzo mocno zabiegałem o to, by poprowadzić bal w duszpasterstwie akademickim na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pamiętam, jak zapukałem do jezuitów. Zapytali mnie, ile chcę za tę imprezę. Powiedziałem, że nie chcę nic. Chcę tylko na niej być, chcę ją prowadzić. Mojemu didżejowi zapłaciłem z własnych pieniędzy. Od tego momentu zacząłem mieć klientów. 
Po balu w duszpasterstwie powstała strona internetowa projektu „Wodzirej”. – Byłem pierwszym i jedynym człowiekiem w Lublinie, który pracował w takim stylu – Dawid nie kryje dumy. – W zasadzie do tej pory jestem jedyny – dodaje z uśmiechem. 


Styl pracy, który realizują Dawid i jego trzej współpracownicy, to styl – jak informuje wodzirej – wywodzący się z Katowic, który powstał z potrzeby pracy na imprezach bezalkoholowych. – Chodzi o to, by dać gościom coś w zamian na dobrym poziomie – podkreśla Dawid. – Wodzirej ma być osobą aktywizującą gości w dobry sposób, czyli nie w sposób sprośny, chamski. Nie wolno robić z kogoś widowiska. Mamy proponować zabawę na poziomie pełnym kultury, ale z drugiej strony – pełnym szaleństwa. Ja pokazuję, że możemy się świetnie bawić, i lubię swoją pracę, bo widzę w niej wartość. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.