Na łóżku przy stole

Skończyliśmy śpiewać kolędy i mieliśmy łamać się opłatkiem. Ktoś delikatnie złapał mnie za ramię. „Pani Emilia umiera” – oznajmiła jedna z pielęgniarek. A pode mną ugięły się nogi...

To była pierwsza Wigilia ks. Tomasza Kosewskiego w Hospicjum św. Józefa w Sopocie. Niedawno został mianowany dyrektorem placówki. Nie zdążył jeszcze dobrze poznać personelu, domowników, specyfiki pracy. – Zebraliśmy się przy wigilijnym stole. Niektórzy siedzieli na wózkach inwalidzkich, inni świętowali, leżąc w łóżkach. Uśmiechnięci i szczęśliwi. Kiedy usłyszałem, że jedna z podopiecznych odchodzi, pomyślałem: „Jak to? Teraz? Dlaczego? Boże, co robić?” – wspomina ks. Tomasz. Nie chciał zakłócać pozostałym domownikom podniosłej i radosnej chwili.

Cicho i niepostrzeżenie wszedł do pokoju, w którym leżała umierająca. Łóżko otaczała najbliższa rodzina. – Co im powiedzieć w takim momencie? Tuż obok kolędy, śpiewy o Bożych narodzinach, zapach potraw, śmiech. To było dla mnie bardzo trudne emocjonalnie. Paradoksalnie pomogli mi najbliżsi pani Emilii: „Mieliśmy wielkie szczęście przeżyć ostatnią wspólną Wigilię z mamą” – opowiada.

Nie dam sobie zepsuć

W hospicjum przygotowanie na narodziny Jezusa zaczyna się na długo przed 24 grudnia. Jest połowa Adwentu. Do domowników przyszli właśnie studenci z Akademii Muzycznej w Gdańsku. Razem śpiewają świąteczne piosenki i kolędy. Pani Marta jeszcze przed chwilą leżała na łóżku i nieobecnym wzrokiem patrzyła się w sufit. Teraz uśmiecha się lekko, a palcem wybija rytm „Przybieżeli do Betlejem”. Pan Tadeusz mówi jednej z wokalistek, że gdyby mógł, porwałby ją do tańca. – Widać w oczach pacjentów ogromną wolę życia i radość z takich drobnostek,jak śpiewanie kolęd. Kiedy jestem w hospicjum, bardziej niż gdzie indziej czuję wdzięczność za ogromne możliwości, które mam jako człowiek zdrowy – mówi Dawid, współtwórca warsztatów. Wspólne kolędowanie to tylko jedna z wielu przedświątecznych inicjatyw.

– Nasi podopieczni aktywnie włączają się w przygotowania do Wigilii. Własnoręcznie wykonują ozdoby, pomagają przystrajać dom. Wypisują kartki oraz tworzą listę gości i prezentów. Tutaj nie ma czasu na nudę – uśmiecha się Ewa Danielewicz, wolontariuszka. A kiedy wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, wszyscy wypatrują pierwszej gwiazdki. O, jest! Czas już usiąść przy wigilijnym stole. Można do niego dostawić łóżko i wózek inwalidzki. Są specjalne miejsca dla członków rodzin. Pomieścimy się, spokojnie. Na białym obrusie – oczywiście – sianko, opłatek i wigilijne potrawy. Może trochę bardziej dietetyczne niż w większości polskich domów, ale... pachną równie smakowicie. Są życzenia i wspólne kolędowanie. Na akordeonie przygrywa ks. Dariusz Ławik, hospicyjny kapelan. Większość się uśmiecha, klaszcze w dłonie, otwiera prezenty. Jest jednak kilka osób, które nadal wyglądają przez okno...

– Dla niektórych Boże Narodzenie to przede wszystkim ból związany z samotnością. Nie mają kontaktu z rodziną. Nikt ich nie odwiedza. Robimy wszystko, by odciągnąć takie osoby od złych myśli. Przypominamy, że przecież tu jest ich dom i tu mają przyjaciół – wolontariuszy, pielęgniarki, lekarzy, księży. Pytamy, czy mają szczególne życzenia. Może chcieliby jakąś specjalną potrawę? A może chcą usłyszeć dawno nieśpiewaną kolędę? – mówi E. Danielewicz. – Są tacy, którzy siedzą z nami przez pewien czas przy wigilijnym stole, a potem udają się do własnych pokoi. Chcą być sami. Pomyśleć. Powspominać dawne Wigilie, spędzane razem z rodziną. Dajemy im tę przestrzeń, a jednocześnie nie zostawiamy ich samym sobie. Przychodzimy porozmawiać, pozwalamy się wypłakać – dodaje ks. Kosewski.

Chociaż do pani Kingi nikt z rodziny nie przychodzi od lat, Adwent, a potem święta Bożego Narodzenia są dla niej szczególnym okresem. Codziennie, siedząc na wózku inwalidzkim, uczestniczy w Mszy św. Z dwutygodniowym wyprzedzeniem kazała powiesić u siebie w pokoju kolorowe lampki, a przy biurku położyć czerwono-białą czapkę Mikołaja. Stoi też choinka. – Co to za święta bez kolorowego, bożonarodzeniowego drzewka? Pewnie, jest żal, że mnie nie odwiedzają, ale ja sobie świąt nie dam zepsuć – mówi stanowczo.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.