Zakochani w ślązakach

Dlaczego nazwał ją Arteria II? Może przez to, że miłość do niej była jak krew w jego tętnicach, jak arteria – wychodziła prosto z jego serca.

To opowieść o niezwykłych zwierzętach i ludziach, którzy związali z nimi całe życie. O hodowcach, którzy rodowód swoich koni znają lepiej niż własnej rodziny. Takich, którzy patrząc na jednorocznego ogiera czy klacz dwulatkę, z zachwytem mówią: „Panie Boże, udał nam się ten koń!”.

Piękno, siła, pracowitość

Bo ślązaki to szlachetna mieszanka, która łączy w sobie bogactwo cech różnych przodków. Powstały na bazie koni miejscowych, często mających też orientalne korzenie, i masywnych, gorącokrwistych koni oldenburskich i wschodniofryzyjskich. Wynikiem tej krzyżówki są ciężkie konie o charakterystycznym typie i pokroju, silnej, ale harmonijnej budowie, dużej głowie, długiej i umięśnionej szyi, mocnej ramie, szerokiej piersi i zadzie, gniade, kare bądź siwe. – Są bardzo spokojne, ułożone, a przy tym eleganckie i wszechstronne. Nadają się pod siodło i do zaprzęgu. W ostatnich latach zdobywają coraz większą popularność także na arenie sportowej – podkreślają hodowcy.

– Wyhodowanie dobrego ślązaka to nie taka prosta sprawa. Trzeba postudiować trochę księgi, rodowody, program hodowlany. To już na etapie doboru wszystko się zaczyna, potem oczywiście istotne jest prowadzenie ciąży, żywienie, ruch itd. – podkreśla Sebastian Kwoczała, młody hodowca z Poręby. Nie o to chodzi, żeby „bawić się w Pana Boga”, ale – znając atuty i słabości przodków – tak dobrać rodziców, by łącząc cechy obojga, wzmocnić te pierwsze, a skompensować drugie, by kolejne pokolenie było jak najbliższe ideału.

– Ale prócz genetyki trzeba mieć jeszcze odrobinę szczęścia, ważne są warunki odchowu i treningu. To specyficzna rasa, typowy koń kareciany, stworzony do zaprzęgu. One lubią się pokazywać i pracować z człowiekiem. Ale każdy koń ma inny charakter – żeby praca z nim dobrze się układała, prócz wiedzy musi być ta chemia, porozumienie. I dobra kondycja, bo trener biega niewiele mniej od podopiecznego – śmieje się hodowca. – Są konie, które się pamięta, bo są bliskie sercu, są takie, które „dają popalić”, pamięta się swoją pierwszą wystawę, różne historie...

Dobre geny

– Konie w naszym domu były od zawsze. Mój dziadek i ojciec hodowali je, bo mieliśmy duże wówczas, 24-hektarowe gospodarstwo – wspomina Piotr Pisarski, hodowca z Poręby i prezes Terenowego Koła Związku Hodowców Koni w Strzelcach Opolskich. – Za czasów mojego dzieciństwa konie pracowały, ale odkąd był traktor, już nie przy pługu, tylko przy lżejszych rzeczach. Mnie się marzył koń sportowy, rekreacyjny. Kiedyś kupiliśmy ze stadniny w Olszowej kobyłę z domieszką folbluta (pełnej krwi angielskiej), z której zresztą nieraz spadałem, potem sprowadziłem ogiera wielkopolskiego. Żeby mieć źrebaka, po Evento jechałem specjalnie do Wałbrzycha – gdy go widziałem, chodził jak ogień... Urodziła się moja ukochana Arteria II – klacz, która jest do dziś i zapoczątkowała całą linię – opowiada z pasją.

Po roku, dwóch latach pracy z koniem, wychowywaniu od źrebaka, zwierzę przeznacza się zwykle do hodowli albo do celów sportowych. Dawniej najlepsze konie trafiały na przykład do stadniny w Koźlu (już nieistniejącej) czy Książu. Musiały mieć dobry rodowód, cechy, proporcje i pochodzić z dobrej stajni. Teraz, po kryzysie hodowlanym pod koniec ubiegłego wieku, odradza się moda na ślązaki – i jest też wielu prywatnych hodowców.

Rozstania bywają niełatwe, dlatego tak wielką radość sprawiła Piotrowi Pisarskiemu podczas tegorocznego przeglądu prezentacja rodziny Arterii II. Pokazano ją, a także klacze i ogiery po niej, będące obecnie w różnych hodowlach, a wzruszony hodowca tłumaczył: – To jest tak – dolew folbluta daje urodę i temperament. Ale czasami coś zawiruje w genach i te pożądane cechy zachowawcze uciekają. A tu cała rodzina jest taka podobna w budowie i ruchowo. To czasem i w czwartym pokoleniu wychodzi – bywa, że patrzę na młodego ogiera i widzę, że rusza się dokładnie jak jego pradziadek, wraca umaszczenie – jakaś plamka, zmiany barw na nogach, budowa. Kto zajmuje się tym od lat, często jest w stanie określić, że ten koń jest po tym czy tamtym przodku. Tu już mamy piąte pokolenie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.