Między Shrekiem a Hamletem

O miłości, nocnych lokalach i zabawie w pogrzeb z Jerzym Stuhrem rozmawia Barbara Gruszka-Zych.

Czego Pana nauczył?
– Odpowiedniego stosunku do życia. Kiedy miałem 7 lat, często bawiliśmy się w jego pogrzeb. Kładł się do łóżka i mówił: „Jurunia, w nogach już umarłem”. Dotykałem jego nóg i faktycznie były zimne. A potem komenderował: „Robimy pogrzeb!”. Ja byłem ministrantem i śpiewałem: „O dulcis, o pia, virgo Maria”, a on wygłaszał mowę nad swoim grobem: „Módlmy się za duszę doktora Oskara…”. A trzeba zaznaczyć, że był bardzo dobrym mówcą i miał praktykę w wygłaszaniu mów nad grobami kolegów. Babcia się denerwowała, a my odprawialiśmy pogrzeb. Te nasze zabawy były utrzymane właśnie w stylu humoru „środkowej Europy”. Nauczyły mnie, że w każdej chwili trzeba być przygotowanym na śmierć, bo ona jest elementem życia.

Jest Pan człowiekiem wierzącym.
– Wiara jest mi niezbędna do umiejscowienia siebie w tym świecie. To taka moja oś wewnętrzna. Choć po ostatniej roli rzecznika prasowego papieża w filmie „Habemus papam”, gdzie na planie przez 4 miesiące grałem z 300 kardynałami – aktorami, mam dość teatru w kościele. Wolę ascezę środków, prowadzącą do skupienia na sobie samym, ale i na Bogu. W filmie włoskiego reżysera Nanni Morettiego, który pewnie pokażą w Cannes, nieokreślonego z imienia papieża gra Michel Piccoli. Wybierają go, a on nie jest w stanie podejść do balkonu, bo przeżywa kryzys psychiczny. I co się wtedy dzieje?

Leczą go?
– Tak, ale nie powiem już nic więcej. To wspaniały film o tym, że papież też jest człowiekiem.

Wracając do ascezy środków w liturgii – pamiętam swojego duszpasterza akademickiego ks. Oskara Thomasa. Nie robił nic, tylko podchodził do ołtarza, a już zaczynało się misterium.
– Też znałem takich księży. W Bielsku-Białej byłem ministrantem u księdza szlachcica – Gozdawy-Giżyckiego i u ks. Bryły – dziś emerytowanego duszpasterza środowisk artystycznych, którego po latach przyjmowałem jako rektor PWST. Oni mnie wychowywali, uczyli, że trzeba być pokornym, spolegliwym, odpuszczającym. Te cechy do dzisiaj kultywuję.

A czego nauczył Pana ojciec?
– Ojciec był prokuratorem – surowym, małomównym. Nigdy nie był na mojej sztuce, bo by go denerwowało, że syn mu się wygłupia.

I nie ma mu Pan tego za złe?
– Skąd! Jeden lubi teatr, drugi nie.

A ma Pan coś komuś za złe?
– Nie, ale za byłym premierem Włoch Giulio Andreottim powtarzam: „Nie jestem typem mściwym, ale mam pamięć z żelaza”. A jeśli mam do kogoś taką pamięć – odchodzę.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama