Dlaczego nie zalogowałeś się na pierwszą lekcję?

Uczniowie wypowiadają się o nauce przez internet lepiej niż rok temu. Jednak ten system rozleniwia. Nie służy zdrowiu i nie ułatwia zdobywania wiedzy.

Nasze dzieci chciały wracać do szkoły, a potem podpisały petycję przeciwko temu – mówi Marta z Warszawy, matka trojga dzieci w wieku szkolnym. – Tłumaczyliśmy im z mężem, że przecież tęsknili do ludzi. A oni: będą nas męczyć sprawdzianami albo się zarazimy.

Obawa przed powrotem do ław szkolnych towarzyszyła wielu uczniom. – Każda zmiana wiąże się z jakimiś obawami – zauważa Jan Koziarski, dyrektor pionu marketingu firmy Vulcan sprzedającej oprogramowanie dla szkół. Firma dwukrotnie spytała blisko 5 tys. uczniów o ich doświadczenia związane z nauką zdalną. Jan Koziarski dodaje, że duża grupa uczniów przyzwyczaiła się do nauki w domu. W czerwcu 2020 r. ponad 60 proc. badanych w wieku 9–20 lat mówiło, że wolałoby wrócić do klas. Rok później już prawie co drugi ankietowany udzielił przeciwnej odpowiedzi. – Dzieci szybko przyswajają sobie nowości, więc te wyniki nie są zaskoczeniem – komentuje Koziarski. Jednocześnie młodzi Polacy mają świadomość, że ich relacje z rówieśnikami pogorszyły się. Takiej odpowiedzi udzieliło 30 proc. badanych.

Niezalogowany

W czasie pierwszego lockdownu rodzina Marty zajmowała 3-pokojowe mieszkanie. W salonie pracował ojciec, w pokojach dzieci, każde nad swoim laptopem. Najstarsza córka dostała sprzęt ze szkoły, jeden komputer podarowała ciocia. Druga blokada zastała rodzinę już w nowym, większym mieszkaniu, było więc wygodniej. Mimo to problemy pozostały. – Czasem słyszeliśmy, że nauczyciel się irytuje, bo zadaje pytanie, a z drugiej strony cisza – opowiada Marta. Podczas drugiego lockdownu nauczycielom nie wolno było nakazywać uczniom włączania kamer. Zakaz wprowadzono m.in. po to, by dzieci mające w domu trudniejsze warunki nie stawały się obiektem drwin, ale skutkowało to również tym, że zalogowany uczeń bez włączonej kamery mógł wyjść do kuchni albo oglądać filmy w trakcie lekcji.

– Młodsza córka była w ósmej klasie, zależało jej na nauce, więc zajmowała się szkołą, choć też przeglądała internet w czasie lekcji. Starsza zaczęła mieć problemy. Syn, który był w trzeciej klasie podstawówki, denerwował się, że siostry robią w internecie, co chcą. Potem i jego przyłapałam na grze na komputerze podczas lekcji. Raz włączył sprzęt chwilę przed lekcją, zaczął grać i zapomniał zalogować się na lekcję – relacjonuje Marta. Jej zdaniem przez rok szkoły w systemie zdalnym dzieci niewiele się nauczyły. Podobnie ocenia sytuację swoich uczniów nauczycielka z warszawskiego liceum. – Wróciłam do pracy po dłuższej przerwie i zastałam uczniów, którzy nie wiedzą prawie nic. Nie radzą sobie nawet w stosunkowo łatwej pierwszej klasie liceum – mówi.

E-ściąganie

Mimo tej sytuacji oceny wielu uczniów były lepsze niż w czasach normalnej nauki. Podczas zwykłych sprawdzianów łatwo jest ściągać. Najprościej jest spisywać z internetowych bryków. Są i bardziej wymyślne metody. – Czasem pomaga student – mówi nauczycielka. – Cała klasa zrzuca się po 10 zł, a student podpowiada wszystkim przez łącza. Zdarza się nawet, że rodzice zamawiają korepetytorów. Wypowiedzi pytanego ucznia stają się nagle zaskakująco płynne. Niekiedy podczas sprawdzianu klasa dzieli się odpowiedziami przez grupę na Facebooku. Bywa, że ktoś zrobi błąd i cała klasa po nim źle powtarza. Albo człowiek, który z komputerem radzi sobie dużo lepiej ode mnie, po tym, jak dostanie pytanie, nagle ma problem z włączeniem portalu, prosi o przejście na komunikator. Przechodzimy, chwilę to zajmuje, można w tym czasie coś sprawdzić.

Podczas szkoleń nauczyciele uczą się na przykład, że zamiast pytać o cechy Kordiana jako bohatera romantycznego, powinni kazać porównać cechy bohatera romantycznego u Kordiana i Konrada-Gustawa. Trudniej jest wtedy skorzystać z bryka. Niełatwo jest jednak złapać ściągającego za rękę, kiedy się go nie widzi. – Na wszystko są sposoby, ale w tych warunkach nie ma relacji mistrz–uczeń. Czuję się jak pies policyjny, który ma wywąchać nielegalny towar – tłumaczy nauczycielka.

Sami w domu

– Starsze dziewczyny uczyły się do godz. 14 lub 15. Marcin był w trzeciej klasie. Lekcje zajmowały mu półtorej godziny dziennie. Potem się nudził. Wcześniej chodził na lekcje muzyki, ale w czasie pandemii nauczyciel nie zgodził się na bezpośrednie spotkania – opowiada Marta. Rodzice kolegów nie chcieli, by dzieci spotykały się w domach. Marta i jej mąż próbowali nakłonić swoje pociechy, żeby dzwoniły do rówieśników, zamiast ciągle siedzieć przed ekranem. Okazało się, że dzieci nie znają numerów. Wszyscy kontaktują się przez komunikatory, więc kontakt z kolegami też oznacza siedzenie przed komputerem. Nienaturalna sytuacja odbija się na zdrowiu. – Mam teraz znacznie więcej zgłoszeń, że uczeń leczy się psychiatrycznie. Zdarzają się czasem cztery osoby w jednej klasie. To nieraz poważne sprawy, m.in. próby samobójcze – ostrzega nauczycielka.

– Młodsza córka zaczęła chodzić na lekcje pianina. Cieszyliśmy się, że dwa razy w tygodniu wychodzi z domu – mówi Marta. – Starsza wcześniej często pływała, musiała jednak przestać. Przez jakiś czas chodziła o kulach, bo łapały ją skurcze. Rehabilitant powiedział, że po prostu musi się ruszać. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama