Komentarze 51
  • Anonim (konto usunięte)
    27.08.2019 14:16
    Założenie że szkołą może deprawować dzieci, jak również założenie ze nauczyciele, wychowawcy czy dyrektorzy szkół mogą działać na szkodę dzieci podważa wprost role szkoły w życiu młodego człowieka.
    Dokładnie tą sama treść można ubrać w słowa tak, aby nie godziły w dobre imię nauczycieli i aby nie prowadziły do przenoszenia politycznego zaangażowania Kościoła w szkolne ławy.
    Osobiście jestem oburzony formą tych komunikatów.
  • Fringilla
    27.08.2019 14:34
    Komunikat nie godzi w dobre imię nauczycieli. Mówi jedynie, że niektóre szkodliwe ideologie wpuszczane do szkół mogą szkodzić dzieciom. A rodzice, zgodnie z prawem, mogą decydować o tym jak wychowywane są ich dzieci i mogą się sprzeciwić przekazywaniu demoralizujqcych treści.
    • Anonim (konto usunięte)
      27.08.2019 14:40
      Odpowiedzialnym za edukacje na terenie szkoły jest zawsze dyrektor szkoły. Domniemywanie, ze może on chcieć deprawować dzieci czy tez dopuścić innych dzieci deprawowali jest wprost podważaniem autorytetu dyrektora szkoły. Tak samo ma się sprawa z wychowawcami czy nauczycielami.
      Nikt nigdzie nie neguje prawa rodziców do wyrażania zgody więc również w tym temacie treść tego listu jest dyskusyjna.
    • spe
      27.08.2019 14:51
      Tacy zaś nauczyciele, którzy będą współpracować (albo już współpracują) z deprawatorami dzieci, sami niszczą swoje dobre imię. Założenie zaś, że szkoła to jakaś organizacja zawsze i bezwzględnie kryształowo czysta, bez wad i bez wpływu niewłaściwych postaw niektórych jej pracowników, jest utopią. Ale jak widać głoszoną czasami ze "świętą" naiwnością... tonących w niej.
      • Anonim (konto usunięte)
        27.08.2019 15:39
        Jasne, jak ktoś nie wypełnia woli politycznej władzy to staje się deprawatorem. Skądś to znam.
  • Fringilla
    27.08.2019 14:47
    W każdym razie rodzice mogą decydować o tym jakie treści są przekazywane ich dzieciom i mają do tego narzędzia prawne. Mogą sprzeciwić się przekazywaniu treści, które zgodnie z ich systemem wartości są deprawujące. O tym przypomina komunikat.
    • Anonim (konto usunięte)
      27.08.2019 14:51
      O tym przypominają o ile wiem i wychowawcy i dyrektorzy szkół. O tym mówi wiceprezydent mojego miasta odpowiedzialny za oświatę. Tak samo jak mówią o dobrowolności lekcji religii czy etyki.
      I nikt z nich nie opowiada o deprawacji (w domyśle celowej) prowadzonej w polskich szkołach.
      • Fringilla
        27.08.2019 15:02
        To bardzo dobrze. Im więcej osób o tym mówi, tym lepiej. Nie wiem, czy deprawacja jest celowa, ale jest faktem, więc nie bójmy się tego słowa. Dobrze, że biskupi nazywają rzeczy po imieniu.
      • Anonim (konto usunięte)
        27.08.2019 15:37
        Ciekawe jak by to było, gdy o Tobie ktoś napisał - deprawator?
      • Fringilla
        27.08.2019 15:51
        To bym się zastanowiła, czy przypadkiem nie robię czegoś, co może doprowadzić innych do zła, grzechu i potępienia wiecznego. Starałabym się to ocenić w oparciu o oficjalne nauczanie Kościoła wyrażone w Katechizmie i Piśmie Świętym. Na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem, w rozmowach z kapłanami, a nade wszystko ze spowiednikiem. Następnie gorliwie modliłabym się o pokorę i nawrócenie.
      • Anonim (konto usunięte)
        27.08.2019 15:56
        Postaw się w roli młodego nauczyciela, któremu nagle rodzice mówią ze deprawuje uczniów.
        Albo w roli cenionego dyrektora szkoły, szkoły z wieloma osiągnięciami, sukcesami, gdy jakaś trójka rodziców na zebraniu mówi że jest deprawatorem, bo wpuszcza do szkoły edukatorów.
        Chciałbym zauważyć ze szkoła nie jest wyznaniowa, że prawo rodziców do odmowy brania udziału ich dzieci w niektórych zajęciach nie upoważnia do podważania kompetencji, w tym kompetencji moralnych i że ani nauczyciel, ani dyrektor nie musza być katolikami, nie muszą mieć glejtu od proboszcza i nie musza co ważne konsultować swych decyzji ze spowiednikiem.
      • Fringilla
        27.08.2019 16:04
        Pytałeś co by było, gdyby o mnie tak ktoś napisał, więc odpowiedziałam. Co zrobi z tym ktoś, kto nie wyznaje katolickich wartości... nie wiem. Ale wiem, że rodzice mają prawo wychowywać swoje dzieci w oparciu o nauczanie Kościoła. A biskupi mają prawo im w tym pomagać i pokazywać właściwą drogę. Dyrektor i nauczyciel nie musi być katolikiem, ale musi uznać prawo rodziców do wychowania zgodnie z katolickimi wartościami. Jeśli go nie uznaje, to powinien liczyć się z tym, że komuś się to nie spodoba.
      • Anonim (konto usunięte)
        27.08.2019 16:15
        Biskupi mają prawo przypominać prawo rodziców do wychowania swoich dzieci. I nikt tego prawa nie kwestionuje. Biskupi nie maja prawa nazywać szkoły, nauczycieli, dyrektorów szkół deprawatorami czy tymi co do deprawacji uczniów się przyczyniają.

        Co więcej biskupi, katoliccy rodzice nie mają żadnego prawa narzucać szkole w tym innym rodzicom programu wychowawczego i muszą uznać pełne prawo rodziców do wychowania swoich dzieci, także gdy rodzice wyrażą chęć aby ich dzieci uczęszczały na te "deprawujące" zajęcia.

        Próba zastraszania dyrektorów szkół (bo to na nich się skupi) przez jakieś gremia rodziców jest przy tym niedopuszczalną ingerencją w proces edukacji.
      • Fringilla
        27.08.2019 16:28
        A w oparciu o który fragment komunikatu twierdzisz, że dyrektorzy będą zastraszani? W oparciu o który fragment komunikatu twierdzisz, że rodzice, którzy chcą, aby ich dzieci od najmłodszych lat były "kształcone" przez "edukatorów seksualnych", będą mieli to utrudnione?
      • saherb
        27.08.2019 16:33
        To nie jest narzucanie, ale OBRONA tych wartości, które już są. Narzucać próbują deprawatorzy swoje chore ideologie. I deprawatorami niekoniecznie są dyrektorzy i nauczyciele, ale ci "dyplomowani" deprawatorzy, którzy nazywają się "edukatorami". Poza tym jeśli ktoś koniecznie chce zdemoralizować swoje dziecko i zniszczyć mu życie to może zrobić to sam i żadne lekcje do tego nie są potrzebne.
      • Anonim (konto usunięte)
        27.08.2019 16:34
        Choćby tutaj: "Skuteczna ochrona dzieci przed deprawacją będzie możliwa, jeśli rodzice będą nie tylko korzystali ze swoich indywidualnych uprawnień, ale zaangażują się w prace rad rodziców, które mogą mieć szeroki wpływ na sytuację w szkole i zapobiegać demoralizacji dzieci."
        Jak taka rada uzna, że zajęcia demoralizują dzieci i ich zakaże, to wyklucza tym samym prawa innych rodziców i narzuca swój światopogląd, co jest samo w sobie niedopuszczalne w szkole państwowej.

        A straszenie tutaj: "Trzeba przypomnieć, że wystawienie dziecka na demoralizujące treści może stanowić naruszenie dóbr osobistych jego i rodziców, a w konsekwencji skutkować odpowiedzialnością cywilnoprawną organu prowadzącego szkołę lub organizacji prowadzącej zajęcia."
        i tak, są rodzice którzy potrafią straszyć dyrektorów. To też jest niedopuszczalne.
        "Trzeba przypomnieć, że wystawienie dziecka na demoralizujące treści może stanowić naruszenie dóbr osobistych jego i rodziców, a w konsekwencji skutkować odpowiedzialnością cywilnoprawną organu prowadzącego szkołę lub organizacji prowadzącej zajęcia."
      • Fringilla
        27.08.2019 16:42
        Ad 1. Jeśli zajęcia wprowadzone są bez zasięgnięcia opinii rodziców, wyklucza się prawa katolickich rodziców i narzuca swój światopogląd, co jak sam piszesz, jest niedopuszczalne w szkole państwowej.
      • Fringilla
        27.08.2019 16:45
        Ad 2. To nie jest straszenie, tylko przypomnienie jakie konsekwencje prawne może nieść naruszanie przez szkołę prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami.
      • Anonim (konto usunięte)
        27.08.2019 16:55
        Pomiędzy zasięganiem opinii, a jasną i wprost napisaną już opinią jest wielka różnica. To że ja zakładam jakieś zajęcia za złe dla moich dzieci nie oznacza, ze one demoralizują dzieci innych rodziców.

        A konsekwencje prawne zna każdy nauczyciel i każdy dyrektor szkoły. Aż nadto dokładnie, bo takich rodziców co straszą niestety przybywa.
  • Fringilla
    27.08.2019 17:01
    Zajęcia mogą być nieobowiązkowe. Skoro dyrektorzy znają konsekwencje prawne, to nie powinni czuć się zastraszani, jeśli ktoś im je przypomina.
    • Anonim (konto usunięte)
      27.08.2019 17:20
      Zajęcia są nieobowiązkowe, dla nie są dla części rodziców deprawacją ich dzieci.
      • Fringilla
        27.08.2019 18:04
        No więc właśnie o tym, że są nieobowiązkowe (i że za każdym razem na udział w nich może nie zgodzić się rodzic, jak również ma prawo wiedzieć, jakie treści na takich zajęciach są przekazywane) jest mowa w komunikacie biskupów. Oraz o tym jakie narzędzia prawne mają do dyspozycji rodzice, którzy nie zgadzają się na to, aby ich dzieciom przekazywać treści deprawujące. Zauważ, że ten komunikat jest skierowany do rodziców katolickich (wszak dla nich pasterzami są biskupi).
      • Fringilla
        27.08.2019 18:11
        Ci, dla których zajęcia nie są demoralizujqce mogą swoje dzieci nadal na nie podsyłać lub samodzielnie kształtować w swoich dzieciach postawy hedonistyczne. Nikt im przecież tego nie broni. Oby tylko nie zmuszali do tego innych.
      • Anonim (konto usunięte)
        27.08.2019 19:21
        I tu dochodzimy do sendna roblemu, nie znasz żadnego programu takich zajęć, ale juz uważasz je hedonistyczne. Rodzic ma prawo poznać zakres materiału, to co będzie nauczane i dopiero wtedy może wiedzieć czy zajęcia są dobrze czy złe dla jego dziecka. Wmawianie, że szkoła może dopuścić deprawację, mówienie że coś, czego jeszcze nie ma może być złe dla dziecka, bo tak twierdzi biskup, a nie rodzic to chyba nie jest droga prowadząca do wzrostu w wierze.
        Notabene gdybym teraz miał wybierać, to słuchałbym się swojego rozsądku, a nie podszeptów opartych o jakieś cudze lęki.
      • Fringilla
        27.08.2019 19:40
        Znam. I owszem, są hedonistyczne: https://stop-seksualizacji.pl/index.php/edukacja-typu-b/standardy-who
      • Fringilla
        27.08.2019 19:43
        Droga prowadząca do wzrostu w wierze, to modlitwa, czytanie Słowa Bożego i przyjmowanie sakramentów, a nie dyskusje na temat szkoły i spieranie się kto ma rację. Mylisz pojęcia.
      • Fringilla
        27.08.2019 19:44
        Natomiast "słuchanie swojego rozsądku" może być zawodne. Lepiej oprzeć się na nauczaniu Kościoła i mądrości pasterzy.
      • Anonim (konto usunięte)
        27.08.2019 20:01
        Ale ja proszę o opinię na temat standardów who, ale na temat konkretnych zajęć, których program rodzic dopiero pozna.
        Drogą wzrostu wiary jest życie pozbawione lęków. Szczególnie tych, które usiłuje nam ktoś wmawiać.
        A co do rozsądku to o tym poniżej.
      • Fringilla
        27.08.2019 20:21
        Nie prosisz. Sugerujesz, że nie znam. Konkretne zajęcia będą prowadzone właśnie niestety w oparciu WHO. I właśnie o tym jest list biskupów - że rodzice mają prawo poznać treść konkretnych zajęć i nie zgodzić się na udział dziecka w nich, jeśli uznają, że treści te są niezgodne z ich przekonaniami. Tekst komunikatu jest jasny i potrzebny. Wybacz, ale na temat wzrostu wiary będę rozmawiać z osobami, które są dla mnie autorytetem duchowym.
      • Anonim (konto usunięte)
        27.08.2019 20:25
        Reasumując, to dla mnie ten list z powodów które opisałem powyżej jest szkodliwy. I obym się mylił, ale obawiam się, że dzięki takiemu podejściu kolejni uczniowie, szczególnie z liceów zaprzestana uczęszczania an religię. A pozorna ochroną przed "szkolną demoralizacją" oprócz podkopania autorytetu nauczycieli i tak nie uchroni wielu młodych ludzi przed rzeczywistą demoralizacja via internet.

  • Kopyrda
    27.08.2019 17:16
    Popieram. Od deprawacji jest internet i podworko, a nie szkola.
    • Drem00r
      27.08.2019 18:32
      Drem00r
      Rolą szkoły jest ratowanie sytuacji dzieci zdeprawowanych przez internet.

      Nie wiem, czy wiesz, ale w tym roku wśród młodzieży "modne" stało się uprawianie seksu z własnym rodzeństwem. Wzięło się to z trendu z filmów pornograficznych, gdzie reżyserowano filmy, że niby brat z siostrą. Polska młodzież z braku odpowiedniej edukacji podchodzi do seksu bezkrytycznie i bezmyślnie kopiują zachowania z filmów.

      Pewnie większość rodziców, którzy to czytają myśli sobie w tej chwili "moich dzieci na pewno to nie dotyczy".
  • Anonim (konto usunięte)
    27.08.2019 20:08
    Na kanwie wielu dyskusji tutaj prowadzonych zastanawia mnie w jakim świecie żyje cześć katolików wraz z częścią biskupów.
    Jeżeli ktoś uznaje zajęcia szkolne prowadzone pod nadzorem szkoły za coś demoralizującego to co uważa o internecie. Bez większych problemów dziecko czy nastolatek pozna pełnię "wiedzy" o płciowości, antykoncepcji etc. w internecie. I oby dotarł tylko do materiałów pomocniczych do tak potępianego standardu WHO. Gorzej, gdy skorzysta z innych w pełni dostępnych "pomocy naukowych".
    Pytanie kto będzie odpowiadał, gdy młody człowiek poprzez internetową edukację naprawdę wejdzie na drogę demoralizacji. Ale też kto będzie odpowiadał, gdy młody człowiek pogubi się w swojej seksualności i jego życie w tym zakresie będzie pełne lęków, uprzedzeń przejętych od zalęknionych rodziców.
    ps. nie piszcie, że wasze dzieci nie mają dostępu do takich treści w internecie, czy też je potraficie kontrolować. Bo to nie jest prawdą.
  • Erich
    28.08.2019 00:59
    Skomentuję z punktu widzenia praktyka, czyli nauczyciela. Gdybym miał jako wychowawca na każde dodatkowe, pozalekcyjne lub okołolekcyjne działanie (warsztaty, wyjście do kina, laboratorium, muzeum) wymagać osobnej zgody rodziców, musiałbym nie wychodzić nigdzie. Po pierwsze - rodzice nieustannie zapominają, gdy mają coś dla mnie podpisać, potwierdzić, nawet coś, co pozornie jest oczywiste, czyli usprawiedliwienie nieobecności, itp. Czy w tej sytuacji dziecko musiałoby zostać w szkole? Chyba tak. Ale wtedy podniósłby się krzyk, że ośmieliłem się zostawić dziecko w szkole, gdy cała klasa poszła do kina. Kolejna rzecz - zbieranie i przechowywanie tych zgód. Klasa ma zwykle 35 osób. W mojej szkole są takie okresy, kiedy co tydzień klasa gdzieś wychodzi. Gdzie to wszystko gromadzić? Jak długo? Ostatnia reforma zakładała odbiurokratyzowanie pracy nauczyciela, a biskupi proponują właśnie pogłębienie biurokracji. Duchowni w szkole uczą od prawie 30 lat, ale mam wrażenie, że zupełnie nie znają szkoły od strony organizacyjnej...
  • Erich
    28.08.2019 01:08
    No i jeszcze uwaga o przedmiotach obowiązkowych... Powiem tak: zgadzam z tym, że prawo do kształtowania światopoglądu dziecka mają przede wszystkim rodzice. Natomiast dokument odbieram negatywnie, bo tworzy atmosferę braku zaufania do nas-nauczycieli. Rozumiany w sposób dosłowny, może doprowadzić do nieznośnej sytuacji, w której rodzice będą oprotestowywać nieustannie treści nauczania uznane (zasadnie bądź niezasadnie) za niezgodne z ich światopoglądem. Weźmy przykłady z mojej działki:
    - czy mogę powiedzieć uczniom, że pisarz był homoseksualistą, czy jest to już promowanie ideologii LGBT?
  • Erich
    28.08.2019 01:12
    c.d.
    - czy mogę omawiać dzieło o wywoływaniu duchów (a są takie w programie, nazywają się... "Dziady"), czy jest to promowanie okultyzmu?
    - a jeśli w mojej dość lewicowej szkole będę mówił o "Biblii", to rodzic może zaprotestować, że wpajam uczniom zabobony, że narażam go na niebezpieczne treści, i może się nawróci?
    - a jeśli będę czytał romantyczne dzieła sugerujące, że małżeństwo wyklucza miłość, to czy oznacza to promowanie niewłaściwej postawy wychowawczej?
    Proszę mi jednak nie pisać, że szukam dziury w całym. Chodzi mi o analizę mechanizmu, który może się okazać niebezpieczny, gdy rodzice okażą się np. mocno lewicowi, czy wtedy też się na niego tak łatwo zgodzimy?
  • Erich
    28.08.2019 01:15
    I jest mi nieco smutno... Bo mam wrażenie, że te wytyczne biskupów są desperacką próbą obrony przed oczywistym faktem - nauka religii w szkole ponosi klęskę. Młode pokolenie się laicyzuje w szybkim tempie. Frekwencja na religii spada drastycznie. I zamiast dokonać NAPRAWY KONCEPCJI edukacji religijnej, sięga się po metody siłowe... A smutno mi, bo zależy mi na dobrej edukacji religijnej polskich dzieci i młodzieży.
    • Anonim (konto usunięte)
      28.08.2019 07:41
      Tak się wczoraj zastanawiałem, co zrobią moi znajomi - nauczyciele czy dyrektorzy szkół. Po tym, jak Kościół ich zostawił w maju/czerwcu a teraz mówi wprost, że chcą deprawować dzieci.
      Ale zdaje się, że to dziś nie jest największym zmartwieniem, bo szkoły muszą teraz przyjąć na siebie skutki deformy i już to widać w planach lekcji.
      A zajęcia zwane tutaj "deprawacją" i tak się odbędą, bo pewnie znajdą się rodzice chcący na nie posyłać swoje dzieci.
      Natomiast faktycznie ciekawym jest problem ingerencji w treści programowe innych przedmiotów.
  • Anonim (konto usunięte)
    29.08.2019 22:24
    A ma ktoś jakieś POZYTYWNE propozycje? PS @Erich. Nie zawsze się z Panem zgadzam, ale stawia Pan ważne pytania. Czy nie należałoby tutaj rozpatrywać kilka aspektów łącznie? Np. zaufania do rodziców i do nauczycieli, prawa rodziców i nauczycieli, o dzieciach też nie zapominamy, ani o programie, ani o środowisku ucznia i szkoły... To trudne, ale metoda wyrywania problemów z kontekstu chyba zawsze prowadzi do katastrofy. W tym kontekście, jako część, nie całość propozycji l, należałoby moim zdaniem rozpatrywać list biskupów. PS Nie piszę czysto "teoretycznie", uczyłem kilka lat w szkole średniej.
    • Drem00r
      29.08.2019 22:58
      Drem00r
      Pozytywne, czyli jakie? Na siłę zgodne z zasadami, o których wiadomo, że nie będą realizowane?
    • Anonim (konto usunięte)
      30.08.2019 11:08
      Owszem mam jedną pozytywną myśl - nim coś oficjalnie się napisze warto dyskutować. W moim mieście na każde "dyskusyjne" zajęcia dodatkowe obowiązuje zgoda rodziców dzieci niepełnoletnich i gwarancje, ze zajęcie takie nie będą prowadzone bez tej zgody.
      W tym wypadku mowa o deprawacji itd. mijaj się kompletnie z rzeczywistością szkoły.

      I druga pozytywna myśl - jedyną drogą jest dialog, a nie oświadczenia medialne. Dziś zamiast straszenia eksperci od wychowania (co ważne faktyczne eksperci) powinni wypracować spójne zasady edukacji bez żadnych ideologicznych czy religijnych nawiązań.
  • Anonim (konto usunięte)
    29.08.2019 23:35
    To chyba jasne? Czy potrafić tylko krytykować i niszczyć @Dremoor, czy potrafisz też powiedzieć, co należy zrobić?
    • Drem00r
      30.08.2019 11:07
      Drem00r
      Pisałem w innym temacie, ale nie odpowiedziałeś:

      Ok, konkret, model Szwajcarski. Permisywna edukacja, antykoncepcja dozwolona przez tamtejszy Episkopat, legalna aborcja. A jednocześnie jedyny kraj Europy, gdzie katolicyzm nie jest w odwrocie (mają niewielki, ale wzrost), aborcji praktycznie się nie dokonuje (2 na 1000 przypadków, przy średniej europejskiej 26,2 na 1000) i nie notuje się tak ryzykownych zachowań seksualnych wśród młodzieży, jak choćby u nas. Oczywiście nie jest idealnie, ale spośród krajów Europy mają najlepsze osiągnięcia.
  • Anonim (konto usunięte)
    30.08.2019 11:10
    Mogłem coś przegapić. Przypomnij proszę, gdzie pisałeś. Odpowiem łącznie.
  • Anonim (konto usunięte)
    30.08.2019 15:26
    W katolicyzmie szwajcarskim podobało mi się wezwanie arb. (?) Kocha do powrotu rozumienia papieża jako jednego z Patriarchów:).A zupełnie serio, to jeżeli piszesz prawdę, chwilowy spokój jest wszystkim, co ofiarowuje szwajcarski Kościół Katolicki. Nie piszesz nic więcej, jak zwykle zawężając rozumienie Kościoła, wiary itd., co świadczy zresztą również o jakości Twojej argumentacji. Wiem, że istnieją w Szwajcarii silne tendencje do zacierania różnic między protestantami i katolikami. O ile wiem, szwajcarscy katolicy stoją w jednym szeregu z Niemcami czy Austriakami. Czyli zamiast reform mamy do czywienia z liberalizacją, o której zresztą wspominałem. I nie rozumiem, dlaczegow miałby ktoś wybierać taki "pojednawczy" model, a nie wybrać ateizmu czy szerzej, laicyzmu, powiedzmy a lá Onfray czy Ferry lub mocnego, żywego i żywotnego modelu życia wiarą, proponowanego przez kard. Sarah'a, wszystkich chyba biskupów afrykańskich, często działających wspólnie, i wielu innych, jak arb. Jędraszewski.
    • Anonim (konto usunięte)
      30.08.2019 15:38
      "Wierzę w jeden, święty i powszechny". A tu nagle trzeba wybierać, czy to oznacza wiarę w głos takiego czy innego biskupa.
      Czy Niemieccy katolicy to inni katolicy niż Polacy? No chyba jednak nie.
      I nie bardzo rozumiem czym ma być jakaś liberalizacja. Czy chodzi o to jedno (a właściwie dwa) przykazanie Dekalogu? Czy jak katolicy się zliberalizują (cokolwiek to znaczy) w sferze edukacji seksualnej to nagle przestaną być katolikami? Bo ostatnio tak czytam i widzę jakąś wielką fascynację neognozą połączoną z fascynacją cudzymi "grzechami" (bo np. ateiści co logiczne nie mogą zgrzeszyć) przeciw VI przykazaniu Dekalogu.
    • Drem00r
      30.08.2019 17:14
      Drem00r
      Skoro liberalizacja (jak to nazywasz, ja bym użył innego określenia) jest skuteczna, to dlaczego nie może być wzorem dla innych?
  • Anonim (konto usunięte)
    30.08.2019 19:51
    Co do biskupa, to wyluzuj, @TOMASZL, i naucz się żartować. A jeżeli chodzi o różnice, rzeczywiście istnieją, co widać po różnych interpretacjach episkopatów. Sam masz obsesję, tyle że w drugą stronę. Naprawdę można się zacząć o Ciebie martwić. Wiara ma konsekwencje, również w dziedzinie moralności. Liberalizacja powoduje, że wiara sobie, duchowość sobie, moralność sobie itd. A to nie koniec procesu. Jeszcze co do wymagań, to wymagania życia w pełni uświęconego, przebóstwionego , to jest dopiero "hardcore"...
    • Anonim (konto usunięte)
      31.08.2019 12:22
      Zawsze podoba mi się wymienianie tzw. wymagań wobec innych. Oczywiście ze wiara ma konsekwencje w dziedzinie moralnej i trudno uważać się za wierzącego, ale jednocześnie nie żyjącego w zgodzie z moralnością Kościoła. Tyle tylko, że moralność nie dotyka wyłącznie jednego problemu bo to świadczy o jakiejś obsesji. Dalej nie rozumiem, czemu tzw. liberalizacja (choć nadal jej nie definiujesz) zagrażałaby katolicyzmowi. A już tym bardziej dla mnie niepojętym jest, że edukacja seksualna możne zagrażać wierze. Takie obawy to raczej problem z własną strefa intymną.
      Życie chrześcijanin w świętości to faktycznie hardcore, bo początkiem takiego życia jest bezwarunkowa miłość bliźniego. Miłość jak siebie samego. Ilu takich chrześcijan znasz? A dopiero początek, podwaliny. A ilu chrześcijan tutaj już legnie stawiać własne "ale".
  • Anonim (konto usunięte)
    30.08.2019 19:57
    Liberalizacja, jak nie tylko ja piszę. Skuteczna? To już Twoje (nie) zrozumienie mojej argumentacji, @DREMOOR. Jeżeli już skuteczna, to w przygotowywaniu martwych pozostałości po żywej wierze. Te pozostałości mogą być (niekoniecznie są) piękne, a nawet imponujące, jak rafy koralowe na przykład, ale żywej wiary, mocnego działania Ducha Świętego, charyzmatów, daru rozeznawania czy kardiognosii łatwo tam nie znajdziesz. O ile w ogóle.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .