Ze świętości i cudu życia został slogan

Chciałabym podzielić się tym z czytelnikami Gościa, gdyż tamten artykuł pozostawił ogromny niedosyt trzymania się na powierzchni, a pominięcia tego, co ma wymiar psychologiczny, duchowy, ale też zdrowotny, tego co najważniejsze dla nas - pisze czytelniczka Gościa Niedzielnego - bohaterka artykułu "Zosiu przyjeżdżaj, ja rodzę.

Kolejne cztery domowe porody nauczyły mnie bardzo wiele. Każdy z nich był czasem szczególnego świętowania, przygotowywania siebie, domu na tę radość, na ten trud odkrywania daru macierzyństwa i ojcostwa. Tutaj mogłam doświadczyć wspaniałej roli położnej: towarzyszki rodzącej, troskliwej matki matek, która kompetentnie dba o bezpieczeństwo i zdrowie matki i dziecka, stara jej się pomagać zachęcając do aktywności ruchowej bądź odpoczynku, chroniąc tak, że nie jest potrzebne szycie i inne medyczne interwencje itd.

Dzięki trzeciemu z kolei dziecku, mojej Tosi przekonałam się i odczułam na własnej skórze, że to nie tylko matka rodzi, ale że to przede wszystkim dziecko SIĘ rodzi. Dzięki siłom i umiejętnościom, które wpisane zostały w jego naturę, dzięki swoim ruchom, odpychaniu się, kręceniu lub wręcz przeciwnie, dzięki bezruchowi, odpoczynkowi dziecko potrafi poród znacznie przyśpieszyć bądź spowolnić. Jego rola jest ogromna, a zbyt mało się jej poświęca tak jakby to matka całą pracę wykonywała. Tosia rodziła się wspaniale, entuzjastycznie, zdecydowanie.

Dzięki porodowi domowemu odkryłam również olbrzymią siłę ojcowskiej intuicji czyli specyficznego zrozumienia, dzięki któremu może on być głową rodziny i płynącej stąd odpowiedzialności. Mój mąż w ten sposób "przewidział", że będzie nam dane urodzić samodzielnie zanim przyjedzie położna. Doświadczenie cudownej jedności małżeńskiej: przyjęcie swojego dziecka na czworo rąk, ale sercem złączonym w jedno. Zdecydowane pełne miłości ręce ojcowskie to błogosławieństwo dla każdego dziecka.

W artykule napisanym o naszej rodzinie napisano, że mąż położył dziecko obok i czekaliśmy na położną. Nic takiego nie mogło mieć miejsca. Każde dziecko po porodzie, zwłaszcza domowym się tuli, pieści, błogosławi. Nie kładzie się go obok, a na łonie mamy, a następnie na jej piersiach. Zresztą ponieważ urodziliśmy na czworo rąk, nikt mi dziecka nie musiał podawać. Sama z mężem brałam, tuliłam nasze dziecko w objęciach blisko serca.

Kolejny poród dał mi docenić niezwykle ważną rolę odpoczynku w porodzie (przerwy między skurczami). Im jest się słabszą, starszą, zmęczoną, tym ważniejsze, by przerwy między skurczami móc wykorzystać na odpoczynek fizyczny i psychiczny (a nie np. na zajmowanie się dziećmi, gotowanie czy wdrapywanie się na fotel ginekologiczny i schodzenie zeń po wielokroć). Trzeba to uszanować i w domu, i w szpitalu.

***

Ten czwarty nasz do tej pory najcięższy poród pozwolił mi docenić też trzecią fazę porodu: poród łożyska. Musiałam wówczas udać się do szpitala, ponieważ jego poród się przedłużał ponad 2 godziny. Czekając na nie również trzeba wykazać się cierpliwością i nie ingerować dopóki nie dzieje się nic złego. Z mojej inicjatywy wynikło, że ten czas jeszcze się wydłużył: miałam tak wiele pokoju w sercu, że wszystko jest w porządku, odciągnęłam jeszcze mleko dla dziecka na czas pozostania z dziadkami.

Lekarz w szpitalu nie chciał mi udzielić jedynej potrzebnej mi pomocy: zbadania łożyska, gdy już naturalnie je urodziłam wkrótce po przyjeździe. Dzięki dzielności naszej położnej domowej i temu, że pojechała z nami, mogła sama obejrzeć to łożysko: i stwierdzić, że jest całe. Wiedziałam więc, że mogę spokojnie wracać do domu, nie muszę zostawać w szpitalu na zabieg łyżeczkowania, który okaleczałby mnie w tej sytuacji, a co starał się na mnie wymusić lekarz wzywając policję.

Cud rodzenia najmłodszego 6-miesięcznego Andrzejka zaangażował też naszych przyjaciół, którzy pomagając nam w opiece nad starszymi dziećmi podarowali nam ten czas, abyśmy z mężem mogli przygotować siebie fizycznie i duchowo, stworzyć piękną atmosferę dla tego nadchodzącego skarbu, na ten czas świętowania i miłości.

Na ten klimat składały się m.in. słowa Psalmu 139: "Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła."

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama