Co Katowice dały Ameryce?

Na Harvard co roku aplikacje składa ponad 30 tys. osób. W 2010 r. na najlepszą uczelnię świata dokumenty złożył Adam Ziemba z Katowic. Złożył i się dostał. W maju otrzyma dyplom bakałarza amerykańskiego uniwersytetu.

Na początek humor z „harvardzkich zeszytów”. Student do studenta: „Nie mogę dziś pójść na spotkanie z prezydentem Argentyny, bo mam do zrobienia zadanie domowe”. Na uczelnię z gościnnymi wykładami przyjeżdżają prezydenci, ambasadorowie czy szejkowie różnych krajów, od spotkań z nimi ważniejsza jest jednak nauka. – Na zajęcia trzeba być zawsze przygotowanym – tłumaczy Adam Ziemba. To absorbuje ogromną część życia studenckiego. W drugiej kolejności wymienia zajęcia typu: organizacja konferencji, zaangażowanie w różne grupy akademickie czy wolontariat. Trzecie miejsce na podium zajmuje życie towarzyskie.

– Tworzy się taki trójkąt: akademia, życie społeczne i sen. Trzeba wybrać dwie rzeczy z trzech. Zazwyczaj rezygnuje się ze spania – wyjaśnia Adam, chwilę później dodając, że czasem udaje się znaleźć balans. – Ja znalazłem go na trzecim roku, zacząłem wtedy spać po 8 godzin. Wcześniej zdarzały się całkowicie nieprzespane noce albo takie, kiedy spałem po 3–4 godziny – wyznaje.

Zaczęło się w katolickim gimnazjum

Proces rekrutacji w USA wygląda całkowicie inaczej niż w Polsce. Z tego też względu Adam o studiach zaczął myśleć już w III klasie gimnazjum. – To jest okres, kiedy kandydaci zaczynają przygotowywać swoje dokumenty (aktywność pozalekcyjna, oceny, listy rekomendacyjne) i rozpoczynają naukę do egzaminów – wyjaśnia. Zaraz potem przyznaje, że od początku był mocno zmotywowany. Wsparcie dostawał od rodziców, duże znaczenie miała też edukacja w katolickim Gimnazjum i Liceum im. bł. ks. Emila Szramka w Katowicach. Wspominając lata szkolne, Adam stwierdza, że uczący go nauczyciele lekcje prowadzili w bardzo ciekawy sposób i motywowali uczniów, by podążali za swoimi marzeniami. Szkoła oferowała mu także udział w wymianach czy projektach międzynarodowych. Adam był na wymianach w Niemczech, Belgii, na konferencjach w Szkocji oraz Dubaju.

Choć niektórym trudno w to uwierzyć, kiedy 8 lat temu Adam zaczynał swoją przygodę z Ameryką, zasoby internetowe w Polsce nie były tak obszerne jak dzisiaj. – Szukałem informacji wszędzie, gdzie mogłem: na stronach uczelni, forach w języku polskim, angielskim. Dzwoniłem do osób, które dostały się na uniwersytety w USA i dzięki temu dowiedziałem się, jak wygląda proces rekrutacyjny i studiowanie. Byłem też w kontakcie z biurami rekrutacyjnymi różnych uczelni – wyjaśnia. – W III klasie liceum złożyłem 10 aplikacji na amerykańskie uczelnie. Harvard był ostatnią uczelnią, o której myślałem, że się na nią dostanę. Właściwie nikt, kto jest teraz studentem Harvardu, nie myślał, że mu się to uda. Miałem bardzo duże wątpliwości, czy składać tam aplikację, bo myślałem: co osoba z Katowic może zaoferować tej uczelni? – mówi student. Mimo że decyzję o studiowaniu za granicą Adam podjął już jako nastolatek, miał czas, by „dorosnąć” do wyboru odpowiedniego dla siebie kierunku. W Stanach rekrutuje się na konkretny uniwersytet, a nie na kierunek. To drugie wybiera się po ukończeniu pierwszego roku. Kierunek nie musi być zależny od tego, co robiło się w liceum.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama