Kotlet z misją

To nie jest zwykła porcja mięsa. To jest mięso społecznie zaangażowane. Smakowita porcja za kilka złotych. A jako dodatek – dobra przyszłość. Bezcenna.

Przepis na smutki

Pan Damian wyszedł z restauracji tylko na chwilę. Przebrać się i ogarnąć przed wydawką. Od rana pomagał w kuchni, za chwilę przyjdą goście. Nie można ich przywitać z zadyszką i w brudnym fartuchu. – Ja mieszkam obok. W noclegowni. Wyszedłem z domu dziecka, nie miałem gdzie pójść. Tu mnie skierowali, no i zostałem. Uczę się pracy w kuchni, poznaję ludzi. O, jak tu przychodzą w niedzielę całe rodziny, to się normalnie czuję jak z prawdziwą rodziną – opowiada pan Damian. W czasie wakacji pracuje w kuchni. W roku szkolnym również uczy się w liceum dla dorosłych. – U nas tu, w Czerwonym Rowerze, to i czasem się pokłócimy z koleżankami. Ale to moje miejsce, tu jest dobrze i swojo. Lubię tu być.

Zbliża się południe. W kuchni praca wre. Pani Basia, która w stowarzyszeniu jest już pięć lat, króluje z wałkiem w ręku. Uczy młodych gotowania, a gdy trzeba – moresu. – I patrz, jak chcesz, żeby się naleśniki nie rozwalały przy podsmażaniu, to po zawinięciu trzeba skleić płaty rozkłóconym jajkiem. Wtedy dopiero na patelnię – tłumaczy pani Basia młodszym kucharkom. Jeden naleśnik – cieniutki i idealnie okrągły, drugi, trzeci. Cała sterta. Dziś pójdzie pewnie z tysiąc. Z nadzieniem do wyboru: delikatnym mięsem lub chrupiącymi (muszą być chrupiące, a nie gumowe!) warzywami albo też z owocami i śmietaną. A żeby naleśniki były smaczne i delikatne, to najpierw trzeba kilkakrotnie mąkę przesiać, potem ubić osobno białka i dodać je na końcu. Nie wolno też zapomnieć o wodzie mineralnej. Wtedy ciasto wyjdzie puszyste.

– Sama nie wiem, jak ja tu trafiłam… – pani Basia zamyśla się nad stertą placków. – To chyba tak musiało być. Kiedyś z mężem prowadziliśmy dobrze prosperującą firmę hydrauliczną. Człowiek uczciwie pracował, nigdy niczego nie ukradł. To i się doczekał… Oszukał nas inwestor. Do tej pory nie oddał dużych pieniędzy. Nasza firma zbankrutowała. Inwestor żyje jak panisko, a ja już straciłam nadzieję, że cokolwiek odzyskam. Takie państwo mamy… – pani Basia, gdy opowiada, pochyla się nad stertą naleśników. I przycisza drżący głos. – Mąż umarł. Firmę straciłam. Zostałam z niczym. Trafiłam do Otwartych Drzwi jakoś zupełnie przypadkiem i zostałam. To mnie chyba uratowało… Gdy gotuję, zapominam o swoim smutku, o swojej biedzie, o niesprawiedliwości. I innym skrzywdzonym ludziom pomagam.

Pani Anna natomiast przynosi do kuchni… róże. Delikatnie pachnące, kupione od jakiejś babci z ogródka. Z tych róży będą niedługo kręcić swojską konfiturę. Cukier, płatki. Długo trzeba ucierać. Tylko trzeba uważać, żeby kolcami się nie pokłuć. – Tak… Życie jest jak ta róża – patrząc na róże, mówi filozoficznie i dość sceptycznie pani Basia. – Piękne, pachnące. Ale i kolce ma. Żeby zrobić dobrą konfiturę, koniecznie też należy biały fragment płatków oderwać. Inaczej będzie wszystko gorzkie. Jak i życie…

Do kuchni raz po raz wchodzi Damian. Zaczyna się wydawka. Naleśniki mięsne raz, dwa razy z warzywami. Mieszane. Trzy razy z owocami. Panie (jak w ukropie, bo i gorąco) nakładają farsz, sklejają żółtkiem – i na patelnię. Naleśniki raźnie skwierczą i szybko idą na salę. Nogami pana Damiana.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama