Ja nie mogę, On może

– Formuła jest bardzo szeroka i skierowana do dwóch grup ludzi: tych, którzy chcą wewnętrznego rozwoju, i tych, którzy przeżywają jakiekolwiek zniewolenia. Czyli do anonimowych grzeszników – wyjaśnia ks. Grzegorz Gołąb.

Warsztat Rozwoju Duchowego programu „12 kroków – wreszcie żyć” zagościł w Skierniewicach za sprawą parafii pw. św. Stanisława. Od października Wspólnota Porannego Różańca z parafii „omadlała” uczestników. Sam trzydniowy warsztat codziennie zaczynał się od modlitwy, po której były słowo i rekolekcje. Warsztat proponuje rozwój, ale nie bez uporządkowania własnego życia.

Nie daję rady

W skierniewickim warsztacie wzięło udział 70 osób, po połowie kobiet i mężczyzn. Prowadzący byli pozytywnie zaskoczeni dużą otwartością uczestników. Ludzie od razu angażowali się i przejawiali chęć współpracy.

Pierwszym krokiem było: „Ja nie mogę. On może. Ja Mu pozwolę”. Czyli przyznanie, że nie daję rady. Niby proste, ale niektórzy nie chcą się do tego przyznać przez całe życie. Dlaczego? Bo nie chcą zawieść.

– Cały czas czułam, że muszę być silna, muszę dać radę. Wydawało mi się, że Pan Bóg ma tyle ważnych spraw, że ja te swoje drobne, przyziemne ogarnę. Bałam się, że jak oddam wszystko Bogu, to tak, jakbym stchórzyła – mówi, nie kryjąc wzruszenia, Sylwia. – Byłam taką siłaczką i wydawało mi się, że to błogosławieństwo. Ale potem przychodzi brak siły i złość, która przelewa się na bliskich i rodzi ogromne poczucie frustracji – dodaje. Uczestniczka rekolekcji podkreśliła, że zrzucała winę na wszystkich wokół. Teraz zrozumiała, że to ona ma się zmienić.

Spotkania w Skierniewicach były bardzo ważne także dla Anny. – Te rekolekcje to dla mnie odkrycie, że każdy z nas doświadcza swojej słabości i ułomności, bezradności i bezsilności. Każdy z nas ma taką dziurę w sobie. Na początku nie wiemy, jak ją nazwać i wypełniamy ją używkami czy zachowaniami, które przynoszą nam ulgę. Tutaj uczą nas, żeby odkłamywać obraz swojej osoby, a jedynym, co może wypełnić to puste miejsce, jest miłość Pana Boga – tłumaczy.

Grażyna modliła się, żeby Pan Bóg pomógł jej w trudnej sytuacji i dowiedziała się, że On już tu jest, tylko ona Go nie widzi. – Klęczałam przed wizerunkiem z Całunu Turyńskiego i poczułam, jak oblewa mnie ciepło. Powiedziałam: „Panie Jezu, weź wszystko – i moje słabości, i moje grzechy”. Czułam, że On jest przy mnie, i że teraz, pomalutku, będzie mnie zmieniał. Poczułam spokój, wyciszenie... Oddałam swoje życie w Jego ręce.

Z kolei Urszula wie, jak ciężko żyć z krzywdami, których doznała. – Niby wszystko wiem, modlę się, przebaczyłam. Ale coś przeszkadza. Tutaj zrozumiałam, że to nie ludzie powinni się zmienić, tylko ja. Największy problem jest we mnie i już wiem, co mam z tym zrobić. Niech Bóg we mnie zadziała, wiem, że potrzebuję Bożego miłosierdzia, bo jestem grzesznym człowiekiem – mówi.

Z serca, nie z głowy

Ludzie, którzy biorą udział w warsztatach, przeżywają to jako działanie Pana Boga w ich życiu. Bez wątpienia wpływ na to ma fakt, że warsztat prowadzą ludzie, którzy wcześniej sami go przeszli. Ich wiedza nie pochodzi z głowy, tylko z serca.

– Program, który warsztat pozwala poznać i zacząć stosować, daje szansę niesamowitej zmiany i wielkiej głębokości relacji z samym sobą, a tym samym relacji z Panem Bogiem – mówi Jacek Racięcki, terapeuta uzależnień związany z Centrum Pomocy Duchowej Księży Pallotynów w Warszawie, który prowadził warsztaty. – On wyposaża w narzędzia funkcjonujące i wciąż dające możliwość rozwoju. Sam używam tych narzędzi od ponad 20 lat i widzę rozwój i zmianę jakości życia – dodaje.

Skierniewickie rekolekcje pozwoliły uczestnikom na „dotknięcie” narzędzia. Teraz mogą podjąć świadomą decyzję, czy chcą dalszej pracy w 2-letnim cyklu, który wymaga od nich cotygodniowych spotkań i własnej pracy. Zgłaszać się można do końca czerwca. Dotyczy to wszystkich, także nieuczestniczących wcześniej w warsztacie.

– Chcemy przejść do kolejnego etapu działania, czyli wejść w grupę warsztatową. Przez stronę internetową można się zapisywać do konkretnych zespołów. Pierwszy w naszej diecezji warsztat ruszy, gdy się zbiorą grupy. Decyzja o dołączeniu do niego nie powinna wypływać z emocji, musi być gruntownie przemyślana. Pośpiech nie jest wskazany – mówi ks. Gołąb.

Jak podkreśla J. Racięcki, warsztat pomaga odnaleźć prawdę o sobie, ten depozyt, który Pan Bóg nam daje, przysyłając nas na świat. Każdy z nas jest narzędziem w Jego rękach i nawet jeśli jesteśmy tylko śrubokrętem albo młotkiem, jesteśmy bardzo potrzebni.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.