Dla trzeźwości warto się wspiąć na szczyt. Stamtąd widzi się, co się traci i zyskuje...

Na osiedlu Żakówka w Kamionce Wielkiej modlono się po raz siódmy o dar wolności dla uzależnionych i wytrwanie w abstynencji.

Nabożeństwo w plenerze, wzdłuż szlaku wyznaczonego przez kapliczki różańcowe, odbyło się 1 sierpnia. Jego organizatorami są członkowie grupy AA z Kamionki Wielkiej. – Nawet pandemia nie przeszkodziła nam w przygotowaniu spotkania, które w tym roku odbywa się już siódmy raz – podkreśla pan Jan z grupy „Pokora”.

W modlitwie wzięli udział członkowie grup AA, ich rodziny, a także mieszkańcy wsi i regionu. Ze świeckimi modlili się księża z parafii, a śpiew animowali młodzi z KSM. W ugoszczeniu uczestników pomogły panie z KGW z Kamionki Wielkiej.

Rozważania poszczególnych tajemnic różańcowych wygłaszała Jolanta Cherbańska, autorka m.in. książki o Mateuszu Talbocie, alkoholiku, który jest kandydatem na ołtarze.

W czasie drogi można było posłuchać świadectw związanych z trudną drogą do wolności od nałogów i współuzależnienia.

– W moim domu alkohol był zawsze obecny. Każdą uroczystość, spotkanie trzeba było „oblać”. Pijaństwa nie było, ale przyzwolenie, żeby flaszka była nieodłącznym elementem życia – opowiada pan Zygmunt.

Dla trzeźwości warto się wspiąć na szczyt. Stamtąd widzi się, co się traci i zyskuje... ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość Pan Zygmunt z Hałuszowej.

Przygoda z alkoholem była początkowo „niewinna”. Z czasem jednak zaczął pić niebezpiecznie dla swojego zdrowia i życia. – Było coraz gorzej. Mogłem nie skończyć szkoły. Ale jakoś się spiąłem. W wojsku ochranialiśmy poligon i nikt nas nie pilnował. Dużo się piło. Potem praca na kontraktach za zagranicą, gdzie miałem swój pierwszy ciąg. Najpierw przez trzy dni, potem cały tydzień. Ożeniłem się, ale alkohol nie opuścił mojego małżeństwa. Zacząłem w końcu mieć koszmary, budziłem się o 3 w nocy. Kiedyś dowiedziałem się, że ktoś się o mnie upomina i to wcale nie ten dobry – snuje dalej swoją opowieść pan Zygmunt.

Walkę o jego życie rozpoczęła żona. Podała go do Pomocy Społecznej, żeby jej pomogli wysłać go na leczenie, a jej zapewnili środki do życia. – Myślałem, że jej głowę ukręcę. Zostałem upokorzony, ale z drugiej strony to był pierwszy krok uzdrowienia. Poszedłem na leczenie. Nie piję od 1,5 roku – mówi góral.

Jego droga do zdrowienia ma również swój wymiar religijny. – Bóg stawał się dla mnie coraz bardziej obojętny. Raz wierzyłem w Niego, raz nie. Coraz bardziej powątpiewałem, że On jest. Przestałem się spowiadać, żeby nie przypominać sobie o grzechu picia. Do konfesjonału poszedłem po 12 latach przerwy… – wspomina swoją drogę do duchowego uzdrowienia Zygmunt.

Świadectwo składa pani Beata.   ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość Świadectwo składa pani Beata.

Pani Beata podzieliła się świadectwem żony alkoholika, osoby współuzależnionej. – Myślałam, że jak mąż rzuci picie, co się zresztą stało, to wszystko się odmieni. Myliłam się, ponieważ nie zauważyłam, że ja również stałam się ofiarą jako osoba współuzależniona. W zobaczeniu tego, co się ze mną stało, przeszkadzała pycha, dostrzeganie złych stron innych, ale nie własnych. Może dlatego, że czułam się z chorobą męża pozostawiona sama, jak samotny biały żagiel na wzburzonym morzu. Dopiero droga do uzdrowienia mojego męża i znalezienie się w grupie Al-Anon otworzyły mi oczy. Wciąż się zmieniam, szukam siebie, podnoszę,gdy zawodzę, żeby być zawsze na 100 procent. To jest zarazem wielka łaska Boża, za którą Mu nieustannie dziękuję – mówi pani Beata.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama